Przewozowa spółka na skraju bankructwa

Ten konflikt może sparaliżować miasto. W Częstochowie kierowcy autobusów miejskich i tramwajarze domagają się podwyżek i grożą strajkiem. Spotkanie związkowców z prezesem spółki zakończyło się awanturą.
Przewozowa spółka na skraju bankructwa

Autobusy kursują jeszcze zgodnie z planem, choć w planach mają przestój. - Pracujemy jako kierowcy czy motorniczy. Na dzisiejszą chwilę powinniśmy troszeczkę więcej zarabiać. Strajk to ostateczność. Najpierw trzeba rozmawiać - mówi Wiesław Pińczyk, pracownik MPK w Częstochowie.

Choć w spór zbiorowy z władzami spółki pracownicy MPK w Częstochowie weszli półtora miesiąca temu, dopiero dzisiaj spotkali się przy jednym stole. Rozmowy trudne, bo spółka ma prawie 40-sto milionową stratę, przez co już teraz grozi jej likwidacja. - Proszę nie zganiać na załogę, my filantropami dla nikogo nie będziemy - mówi Wiesław Chrzanowski, szef Związku Zawodowego Kierowców i Motorniczych.

Związkowcy postawili jeden, za to kluczowy postulat - podwyżkę płac. O ile? - tego nie sprecyzowali. - Dlaczego mam sięgać do kieszeni podatnika. Muszę powiedzieć, że w tym sporze muszę stanąć po stronie pasażera - stwierdza Roman Bolczyk, prezes zarządu MPK w Częstochowie. Zdaniem zarządu MPK podwyżkę pensji załogi pokryć trzeba by podwyższając ceny biletów. Druga strona oszczędności proponuje szukać, tnąc zarobki dyrekcji. Prezesowi zarzucono, że pobiera podwójną pensję.

Porozumienie jeszcze bardziej się oddaliło. Obie strony zarzucają sobie działanie na szkodę firmy. Firmy, która już teraz z powodu prawie 40-milionowego zadłużenia jest na skraju bankructwa.

- Dług narasta od przekształcenia spółki. W pierwszym roku spółka wygenerowała 19 mln zł strat. 17 mln zł w wyniku zmiany ustawodawstwa, które spowodował to, że musimy naliczać 17 mln rezerwy na wspomniane nagrody jubileuszowe, odprawy - wyjaśnia Marek Nadzieja, Związek Zawodowy Kierowców i Motorniczych.

Z wyliczeń MPK wynika, że średnia płaca wraz z nagrodami i jubileuszami w spółce wynosi ponad cztery tysiące złotych. Daje to miejsce w pierwszej dziesiątce najlepiej opłacanych firm przewozowych w kraju. - Jeszcze spłacamy autobusy, które kupiliśmy wcześniej. To są mercedesy w liczbie sztuk 54. Będę je spłacać jeszcze do października i mogli spokojnie związkowcy czekać do jesieni - stwierdza Roman Bolczyk, prezes MPK w Częstochowie.

Czekać już nie zamierzają. Scenariusz sprzed pięciu lat, gdy w trakcie strajku z zajezdni wyjechały raptem trzy ze 120-stu autobusów, to ich oręż w walce o swoje. Podróżni dobrze pamiętają tamten horror. - Zarabiać powinni, bo dzisiaj jest życie tak okrutne. Kierowcy wykwalifikowani uciekają za granicę - mówi Wiesława Rak, pasażerka z Częstochowy.

Związkowcy o mediację poprosili władze miasta. Data strajku jeszcze nie została ustalona.

 

 

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE