Recepta na ograniczenie plagi bezdomnych zwierząt

  • www.esosnowiec.pl (Bartłomiej Chwastek, Izabela Kieliś)
  • 10-10-2012
  • drukuj
W Sosnowcu czynione są profilaktyczne kroki w kierunku zmniejszenia ilości bezdomnych zwierząt. Każdy pies czy kot, który trafia do schroniska, jest poddawany sterylizacji. W przyszłym roku miasto chce ruszyć z programem sterylizacji zwierząt domowych.
Recepta na ograniczenie plagi bezdomnych zwierząt

Niemal w każdym polskim mieście trwa walka z nadmierną ilością bezdomnych zwierząt. Wciąż najlepszym sposobem na zapobieganie temu problemowi jest sterylizacja bezpańskich psów i kotów.

Jednak oprócz niej, zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, dozwolone jest także usypianie tzw. ślepych miotów. Takie rozwiązanie budzi jednak wiele kontrowersji. Zaś przykład jednego z sosnowiczan pokazuje, że nie każdy zwierzak skazany jest z góry na śmierć.

Na każdym kroku wciąż zdarzają się osoby, w których mniemaniu żywe stworzenia nie różnią się niczym od niepotrzebnych przedmiotów domowego użytku. Cały czas pojawia się ktoś, kto uważa, że najlepszym sposobem na pozbycie się niechcianego kociego lub psiego miotu jest wyrzucenie go lub podrzucenie komu innemu.

W większości przypadków takie maleńkie kocięta nie dożywają nawet dwóch tygodni. Nawet jeśli trafią np. do schroniska są usypiane i to w świetle polskiego prawa. Na eutanazję ślepych jeszcze miotów pozwala bowiem ustawa o ochronie zwierząt. Taką sytuacją zbulwersowany jest jeden z naszych czytelników, który postanowił podzielić się historią swoją i kota, którego znalazł.

– Jakiś czas temu wracając wieczorem do domu, w kącie klatki schodowej mojego bloku zauważyłem spory kawał pozwijanej szmaty. Z początku nie byłem zdziwiony, bo dość często się zdarza, że ktoś „zapomina po sobie posprzątać”, ale po chwili zobaczyłem, że coś jest w nią zawinięte – relacjonuje Wojtek (nazwisko do wiadomości redakcji), młody sosnowiczanin.

– Zwierzątko było bardzo małe i dopiero wchodzący do klatki sąsiad uświadomił mi, że jest to młody, jeszcze ślepy kotek, który nie ma pewnie nawet kilku dni. Po szybkiej ocenie sytuacji zdecydowałem się zadzwonić do schroniska dla zwierząt, natomiast mój sąsiad wykonał w tym czasie telefon do kociej przystani – dodaje Wojtek.

Obaj mężczyźni nie kryją oburzenia, tym co usłyszeli od przedstawicieli obu placówek. – Każdy z nas otrzymał informację, że możemy przywieźć kota, lecz najprawdopodobniej zostanie on uśpiony. Nie był mi obojętny los tego zwierzęcia. Nie mogłem go wziąć do siebie, gdyż nie mam na to ani dość czasu, ani warunków. Wykonałem kilka następnych telefonów do swoich znajomych i na szczęście jeden z nich wyraził chęć przygarnięcia malucha – opowiada sosnowiczanin.

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Nie ma juz "zielonej żabki"...Odeszła w dal...

Skórka jabłka, 2012-10-14 13:04:41 odpowiedz

rzeczywiście trudno zrozumieć....

Hymnista, 2012-10-11 22:26:08 odpowiedz

Coś mi się wydaje,że ludzie nie znajdują już recepty na "bezdomność". Trudno się z tym pogodzić ale...wszystko trzeba zrozumieć,prawdaż?

Gucio, 2012-10-11 19:53:23 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE