Starachowice: Mają zarzuty, bo źle wyliczali opłaty za oczyszczanie miasta

• Dwaj byli prezydenci Starachowic i dwójka urzędników urzędu miasta zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień.
• Sprawa ma związek z corocznym aneksowaniem umowy na wywóz śmieci zawartej pomiędzy magistrat a firmą wywożącą odpady.
Starachowice: Mają zarzuty, bo źle wyliczali opłaty za oczyszczanie miasta
Wszystkie przestępstwa miały polegać na niewłaściwym wyliczeniu kwoty, którą gmina miała wypłacić za oczyszczanie miasta firmie, która miała umowę na sprzątanie Starachowic (fot.fotolia)

Zdaniem prokuratora, oskarżani działali w celu osiągnięcia korzyści przez tę firmę. Firma w latach 2008 - 2012 miała w związku z tym zarobić około 3,5 miliona złotych więcej – pisze echodnia.eu.

Prokurator zarzucił byłej już urzędniczce, kierowniczce Referatu Komunalnego i obecnemu kierownikowi tego referatu popełnienie po pięć przestępstw. Prezydentowi miasta w latach 2006 - 2011 prokurator zarzuca cztery przestępstwa, a prezydentowi w 2012 roku - jedno.

Wszystkie przestępstwa miały polegać na niewłaściwym wyliczeniu kwoty, którą gmina miała wypłacić za oczyszczanie miasta firmie, która miała umowę na sprzątanie Starachowic podpisaną na dziesięć lat. Rocznie miały być to kwoty rzędu 600 - 700 tysięcy złotych.

Zdaniem prezydenta w latach 2006 - 2011 na ławie oskarżonych powinien siedzieć też były wiceprezydent z kadencji 2006 - 2010 oraz skarbnik miasta, którzy także brali udział w negocjacjach cenowych z firmą wywożącą odpady.

- W 2008 roku, kiedy drastycznie wzrosły stawki opłaty marszałkowskiej za wywóz śmieci na wysypisko, negocjacje w sprawie ceny śmieci z firmą wywożącą odpady wydawały się konieczne. Ustaliliśmy wtedy cenę 4,70 złotego od mieszkańca. Gdybyśmy zerwali umowę, ogłosili przetarg i wyszło, że każdy ma płacić po 8 złotych, bo takie były stawki w sąsiednich miastach, siedziałbym na ławie oskarżonych znacznie szybciej – powiedział były prezydent.

Obaj prezydenci podkreślali, że nie zgadzają się, że działali w porozumieniu i na szkodę gminy, aby firma wywożąca śmieci osiągnęła wyższy zysk.

Była kierowniczka starachowickiego oddziału firmy stwierdziła natomiast, że podczas negocjacji cenowych urzędnicy starali się wynegocjować jak najniższą cenę dla mieszkańców i że wzrostu opłat marszałkowskich nie dało się przewidzieć.

Zeznawał też urzędnik, który w mieście wprowadzał system selektywnej zbiórki odpadów. - Czułem dumę, że to się udało i jest mi przykro, że dziś moi współpracownicy tutaj są – pisze echodnia.eu.

 

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE