Ustawa odległościowa: Nikt nie ma zamiaru niszczenia OZE?

  • Bartosz Dyląg
  • 24-05-2016
  • drukuj
• Wejście w życie ustawy odległościowej zniszczy branżę energii odnawialnej w kraju – alarmują przedstawiciele branży OZE.
• To będzie koniec tego przemysłu, koniec pracy dla 8 tys. osób, które pracują w sektorze farm wiatrowych w Polsce – przestrzegają.
• Nikt w Polsce nie ma zamiarów niszczenia branży OZE – podkreśla wiceminister infrastruktury.
• Inwestycje wiatrowe nie były transparentne i lokalizowane z uwzględnieniem głosów lokalnej społeczności – dodaje.
Ustawa odległościowa: Nikt nie ma zamiaru niszczenia OZE?
Wejście w życie ustawy odległościowej to koniec OZE. Fot. pixabay

Najbliższe miesiące mogą okazać się przełomowe, jeżeli chodzi o branżę energetyki odnawialnej w Polsce. W piątek, 20 maja Sejm przegłosował ustawę o inwestycjach dotyczących elektrowni wiatrowych zawierającą przepis, by wiatraki stawiano w odległości od domów nie mniejszej niż 10-krotność wysokości tych instalacji. Teraz ustawa trafi do Senatu, który będzie musiał ją przegłosować, podpis pod nią będzie musiał także złożyć prezydent RP.

Transparentne i uczciwe inwestycje

Jak zauważa Tomasz Żuchowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa, ustawa ta (zwana odległościową) jest odpowiedzią na uwarunkowania lokalizacyjne elektrowni wiatrowych, które do tej pory „ze wszech miar nie były transparentne”.

– To kwestia lokalizowania elektrowni wiatrowych jako aspektu, który wyszedł poza kontrolę, co wywołało wzburzenie społeczne – wyjaśnia.

Tomasz Żuchowski: uwarunkowania lokalizacyjne elektrowni wiatrowych do tej pory „ze wszech miar nie były transparentne”. Fot. PTWP.
Tomasz Żuchowski: uwarunkowania lokalizacyjne elektrowni wiatrowych do tej pory „ze wszech miar nie były transparentne”. Fot. PTWP.

Żuchowski dodaje, że dzisiejsze propozycje zapisów wskazują, że nowe elektrownie wiatrowe powinny być lokalizowane tylko i wyłącznie na prawie miejscowym.

– Chodzi o to, by z każdej inwestycji wyrzucić tzw. dobre sąsiedztwo. Jest to kuriozum, które w naszym systemie miało być wyjątkiem, a stało się obligatoryjne – dodaje wiceminister.

Jak wyjaśnia, inicjatywa poselska ws. ustawy wypływała z kontrowersji społecznych, które budziła lokalizacja farm wiatrowych. – Jeśli chodzi o naszą stronę, jest duże apogeum pism, protestów, petycji, które w tym temacie wpływały – mówi Żuchowski.

Wiceminister przypomina, że tydzień temu prezes NIK przedstawiał drugi raport dotyczący lokalizacji farm wiatrowych. – Ten raport był porażający, pokazał, że dochodziło do patologii. Na dobrą sprawę w 90 proc. na 70 skontrolowanych samorządów farmy wiatrowe były lokalizowane na gruntach wójta, członków jego rodziny, radnych albo pracowników urzędów gmin. Były kwestie związane z przekazywaniem darowizn na szkoły, szpitale, placówki edukacyjne przez inwestorów. Do takich sytuacji nie powinno dochodzić – analizuje Tomasz Żuchowski.

Chodzi jego zdaniem o to, by inwestycje wiatrowe były transparentne i lokalizowane z uwzględnieniem głosów lokalnej społeczności.

– Zgadzamy się na inwestycje uczciwe i rzetelne, nie zgadzamy się na nieuczciwość i nierzetelność. Chcemy,by wszyscy wiedzieli, kupując działkę czy posiadając ją, co w najbliższym sąsiedztwie może być wybudowane, a co nie – wyjaśnia.

Żuchowski podkreśla, że ta ustawa na pewno nie jest antywiatrakowa. Nikt w Polsce nie ma zamiarów niszczenia branży OZE. Jego zdaniem powinniśmy iść w kierunku opodatkowania wszystkich gałęzi OZE od wartości zainstalowanej mocy.

Katarzyna Szwed-Lipińska, dyrektor departamentu systemów wsparcia w Urzędzie Regulacji Energetyki, dodaje, że regulator ma prawo do zmian przepisów, ale powinny one następować transparentnie, z udziałem branży OZE.

Katarzyna Szwed-Lipińska: regulator ma prawo do zmian przepisów, ale powinny one następować transparentnie. Fot. PTWP
Katarzyna Szwed-Lipińska: regulator ma prawo do zmian przepisów, ale powinny one następować transparentnie. Fot. PTWP

 


KOMENTARZE (7)ZOBACZ WSZYSTKIE

W tej całej aferze i złodziejstwie dotyczących tzw.farm wiatrowych nie ma zawsze ukrywanej prawdy wyjaśniającej: 1.Kto jest inwestorem - czyjego kapitału. 2.Kto jest właścicielem a kto zarządcą (dyrektorem) wiatraków. 3.Do czyjej sieci napływa energia elektryczna - kto jest jej właścicielem. 4.Dla k...ogo jest sprzedawana ta energia (prąd) i po jakich cenach oraz kto jest jej dystrybutorem a kto odbiorcą. Takich pytań, można by zadać jeszcze więcej. Odpowiedzi też można znaleźć i wyjdzie na to, że to jest ten sam biznes co sieci - wieże - stacje bazowe na dachach wysokich budynków telefonii komórkowej i LTE montowane tuż nad głowami umierających na raka mieszkańców polskich miast. Przykładem jest Stargard Szczeciński. Już po pobieżnej analizie inwestycji wiatrakowych i komórkowych, wynik jest prosty. To co najmniej 99% kapitału zachodniego. Polskie są tylko grunty i dachy na których stawia się wiatraki i stacje bazowe TK o dużej mocy, średnio od 600 do 1500 Watt. Udział Polaków jest taki, że zatrudnia się tam kilku polskich monterów, poprzez polską prywatną firmę pośrednictwa pracy i nawet dość dobrze się płaci. Zaś wójtom, burmistrzom i radnym, płaci się jakieś ochłapy za to, że wiatraki stoją na ich prywatnych działkach (gruntach) znajdujących się zazwyczaj na skraju wsi lub nieco za wsią czy miasteczkiem. To jest tak, jak kiedyś kolonialiści, wykorzystywali Afrykę. Tak teraz, wykorzystuje się Polskę. I wszystko jasne i proste. Gdyby do tego NIK, dodał publicznie parę szczegółów więcej, tak na temat kontrolowanych wiatraków jak i stacji bazowych telefonii komórkowej - także 99% kapitału zachodniego, to wyszłaby bardzo "ciekawa" lektura. POkrętacze doprowadzili Polskę do ruiny kapitałowej. To jest bardzo brzydkie, jak afery sprzedaży stoczni w Szczecinie i Gdańsku, za psi grosz. Po to tylko aby wpuścić do Polski obcy kapitał, który swoje zyski wywozi do ciepłych krajów. rozwiń

postoczniowiec, 2016-05-31 11:55:12 odpowiedz

Do diament: ustawa "odleglościowa" to dobry krok, teraz trzeba prześwietlić szemrane interesy w już istniejących wiatrakach z których żaden nie spełnia norm środowiskowych i ochrony zdrowia ludzi...- a elektrownie węglowe to co, spełniają wszystkie normy? Puknij sie nie powiem w co! Byłem ...w kilku kopalniach i elektrowniach węglowych i tam wszystkie normy (jeśli o nich można tak mówić) to jedna wielka sciema na papierze. rozwiń

otsiro, 2016-05-26 19:58:51 odpowiedz

Do yens: Jak słyszę " konsultacje społeczne" to aż mnie ze śmiechu rozrywa !!!!! Człowieku w jakim ty świecie żyjesz? W naszych realiach choćby 1000 mieszkańców wyrażała w konsultacjach swój sprzeciw, to i tak burmistrz lub wójt zrobią swoje bo wcale nie muszą stosować się do opinii wyr...ażonej przez mieszkańców. W Polsce konsultacje społeczne to fikcja!!!!! rozwiń

prosument, 2016-05-25 14:12:22 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE