Wciąż chcą 6 mln zł odszkodowania od gminy. Sąd odroczył apelację

Łódzki sąd apelacyjny odroczył w środę termin rozprawy ws. współwłaścicieli kamienicy w centrum Łodzi, którzy domagali się od gminy Łódź ponad sześciu milionów złotych odszkodowania. Sąd pierwszej instancji zadecydował, że odszkodowanie im się nie należy.

W listopadzie 2009 roku sąd uznał m.in., że nie można obciążać gminy, a więc samorządu terytorialnego za przejęcie przez państwo po II wojnie światowej prywatnego mienia; władza samorządowa nie jest władzą państwową. Odpowiedzialność gminy można by jedynie oceniać w latach 1990-1999, a więc od czasu, kiedy stała się właścicielem kamienicy do chwili, kiedy budynek zwrócono właścicielowi.

Według sądu nie było dowodów, że w tym okresie miasto przyczyniło się do zniszczenia budynku, jak twierdzili właściciele kamienicy, którzy są braćmi.

Apelację od wyroku z 2009 r. wniósł jeden z braci. W środę Sąd Apelacyjny - ze względów formalnych - odroczył bezterminowo rozprawę.

Kamienica trafiła w ręce rodziny mężczyzn w 1948 roku. Kupili ją od osób prywatnych. Jak twierdził jeden z współwłaścicieli na procesie przed sądem pierwszej instancji od samego początku budynkiem zarządzało miasto, choć w marcu 1949 roku Okręgowy Urząd Likwidacyjny wydał decyzję, na podstawie której miasto miało obowiązek oddać w zarządzanie nieruchomość właścicielom. Nie zrobiono tego przez 50 lat.

Przez cały ten okres właściciele walczyli o zarządzanie kamienicą; składano wnioski, ale ciągle były odmowy. Odzyskali ją 1 kwietnia 1999 roku. Jak wyliczyli rodzina, straciła przez ten czas ponad sześć milionów złotych. Dlatego zdecydowano się pozwać gminę Łódź do sądu.

Już wtedy pełnomocnik Urzędu Miasta Łodzi twierdził, że gmina nie może zapłacić odszkodowania, bo nie odpowiada za stan prawny, który obowiązywał w Polsce. Sąd przyznał rację urzędowi.

Po raz pierwszy o kamienicy i jej właścicielach było głośno kilka lat temu, kiedy podjęli działania mające zmusić lokatorów do opuszczenia wynajmowanych mieszkań. Najpierw pozbawiono mieszkańców centralnego ogrzewania, bieżącej wody, a następnie odcięto dopływ gazu. Do lokatorów dotarło też pismo, w którym ostrzegano m.in., iż każdy mieszkaniec, który "podjął decyzję o pozostaniu w kamienicy, sam ponosi pełną odpowiedzialność za swój los i los swoich bliskich". Ci w obawie o swoje życie skierowali sprawę do prokuratury.

W styczniu 2003 r. sąd pierwszej instancji uznał, że jeden z braci groził lokatorom pozbawieniem życia i zdrowia, i skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Pół roku później Sąd Okręgowy w Łodzi uniewinnił go. Od tego wyroku kasację do Sądu Najwyższego wniósł prokurator. W 2004 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację. 

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU