Wysokie opłaty w stolicy nie zachęcą do segregacji odpadów?

Władze Warszawy zaproponowały zbyt wysokie opłaty za odbiór odpadów komunalnych - powiedziała we wtorek prezes Stowarzyszenia Mieszkańców "Grunt to Warszawa" Barbara Różewska. Dodała, że wysokie opłaty trudno uznać za zachętę do segregacji odpadów.
Wysokie opłaty w stolicy nie zachęcą do segregacji odpadów?

Różewska podczas wtorkowej konferencji prasowej powiedziała, że warszawiakom "proponuje się powszechną podwyżkę opłat, która dotknie wszystkich".

"Dotychczasowe średnie opłaty wynoszą 15 zł za lokal, a nam proponuje się teraz od 19,5 zł do 89 zł" - podkreśliła Różewska.

Czytaj też: Wiekszość gmin wiejskich ustaliła opłaty za śmieci. Jak wysokie?

Dodała, że wysokie opłaty trudno uznać za zachętę do segregacji odpadów.

Według niej kontrowersyjne dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych jest składanie deklaracji w imieniu mieszkańców, którzy muszą podać, ile osób mieszka w lokalu. Na podstawie tych deklaracji wyliczana będzie opłata za śmieci. "Przerzucenie odpowiedzialności podatkowej na podmioty, które nie mają narzędzi do uzyskania prawidłowych danych od mieszkańców stanowi zagrożenie płynności finansowej wspólnot i spółdzielni" - zaznaczyła.

Czyatj też: Spóldzielczy wniosek do TK w rękach posłów

Według Różewskiej władze miasta, jak i spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe powinny razem przygotować "nowy system" gospodarki odpadami.

"Przede wszystkim chcemy płacić tylko za śmieci zmieszane, aby nie budować nowych pomieszczeń na śmieci" - powiedziała. Jej zdaniem odpady segregowane suche, takie jak szkło czy plastik powinny być odbierane przez specjalne osiedlowe punkty.

Na konferencję "Stołeczne śmieci - nie musi być drożej i gorzej" organizatorzy zaprosili wszystkich radnych, przyszli tylko przedstawiciele PiS. Radny PiS Dariusz Figura zapowiedział, że jego ugrupowanie zagłosuje przeciw proponowanym przez magistrat nowym stawkom opłat za śmieci. "Tej skali podwyżki są nie do przyjęcia. Szacujemy, że nastąpi wzrost opłat od 75 do 300 proc. w zależności od tego jak wspólnoty i spółdzielnie rozliczały się do tej pory za śmieci" - powiedział.

Jak dodał, nowe stawki za śmieci nie mają "uzasadnienia w rzeczywistości". Jego zdaniem akceptowalny poziomem cen to 12 zł od osoby.

Warszawscy radni o wielkości stawek zadecydują na czwartkowym posiedzeniu.

Czytaj też: Piotr Woźniak apeluje do dużych miast o szybsze podejmowanie śmieciowych uchwał

Stołeczny ratusz w przedstawionych projektach uchwał zaproponował, by opłata za śmieci była naliczana od gospodarstwa domowego. W zależności od tego, czy mieszka się w lokalu w budynku lub kamienicy, czy w domu jednorodzinnym, warszawiacy mają zapłacić od 19,5 do 89 zł miesięcznie za posegregowane odpady.

W przypadku budynków, jeżeli w lokalu mieszka jedna osoba, opłata ma wynosić 19,5 zł miesięcznie. Jeżeli mieszkają dwie osoby - 37 zł, trzy - 48 zł, a w cztero- i więcej osobowych gospodarstwach - 56 zł. Właściciele domów jednorodzinnych mają zapłacić miesięcznie 89 zł za śmieci. Stawka w tym przypadku nie jest zależna od liczby osób zamieszkujących nieruchomość.

Obciążenia zaproponowane przez ratusz odnoszą się do segregowanych odpadów komunalnych. Jeżeli śmieci nie będą posegregowane, cena wzrośnie o 40 proc.

Władze stolicy skierowały także do Rady projekty uchwał ws. określenia wzoru deklaracji o wysokości opłaty za śmieci oraz ws. terminu, częstotliwości i trybu uiszczania opłat. W przypadku spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, to ich zarządy będą odpowiadały za zbieranie deklaracji i opłat od mieszkańców.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Popieram tą wypowiedź, dlatego przytaczam w całości bo urządasy nigdy niczego nie załatwili. Ta ustawa jest bardzo szkodliwa dla gospodarki I to z kilku powodów, a to najważniejsze: 1. Cały system nawet jeśli nie spowoduje żadnych zawieruch to obciąży budżet obywateli. Przeglądając różne uchwał...y różnych gmin, stosując różne wyliczenia, wyszło mi, ze każdy zapłaci o 4 zł/ miesiąc więcej. Biorąc to pod uwagę daje to sumę około 1,8 mld złotych rocznie. O TYLE MNIEJ POLACY WYDADZĄ NA KONSUMPCJĘ. O tyle mniej zostanie wydanych pieniędzy na rynku. W czasach kryzysu obcinanie takiego strumienia pieniędzy może spowodować tylko jedno - pogłębienie kryzysu. Za te pieniądze nie powstanie nic nowego, to jest po prostu wydrenowanie rynku na prawie 2 mld złotych. 2. Powstanie następnych kilka tysięcy miejsc pracy w urzędach. O ile przy wdrażaniu ustawy, zmianach, te miejsca będą uzasadnione, to po 0,5 roku staną się zbędne. Ale znając mechanizm biurokracji, te miejsca pozostaną i będą następnym niepotrzebnym obciążeniem. Ktoś powie, że jest to zapobieganie bezrobociu. Nic bardziej mylnego. Stworzenie 1 miejsca w urzędzie kosztuje utratę 2 miejsc pracy w przemyśle. Skądś musza się wziąć pieniądze na utrzymanie urzędnika...a w kryzysie wezmą się tylko z oszczędności, nie wzrasta produkcja...więc trzeba ograniczyć koszty, zoptymalizować produkcję,..., czyli zwolnić ludzi. Prosta zależność, której nie rozumieją lub nie chcą rozumieć populiści. 3. W dłużej perspektywie ustali się lokalny monopol. I to niezależnie od tego, czy będzie to spółka komunalna, koncern czy mała firma prywatna. Będzie monopol na rynku lokalnym. Każdy monopol szkodzi rozwojowi gospodarki. Zmonopolizowana gospodarka generuje koszty, w dłuższej perspektywie przyczyniając się do recesji. (Przykład PRL-u - gospodarka kulała, nie dlatego, że zarządzający tak chcieli, ale właśnie z powodu całkowitego zmonopolizowania całego rynku). Dlatego uważam, że powinno się: 1. Ustalić warunki kiedy instalacja może stać się RIPOK, 2. Pełna i nieograniczona konkurencja rynkowa między RIPOK. 3. Otwarcie rynku dla firm spełniających określone wymagania, ale rygorystyczna kontrola spełniania wymagań. 4. Jasne i rygorystycznie przestrzegana sprawozdawczość - jednak ograniczona do minimum. 5. Ułatwienia w budowie wszelkich instalacji mających za zadanie przetwarzanie odpadów w celu ich odzysku, recyklingu, ponownego użycia. rozwiń

kopista, 2013-03-07 08:01:02 odpowiedz

Już dawno mówiłem, że trzeba obniżać nawet o 100 prozent...

L. W. , 2013-03-06 22:01:16 odpowiedz

Pani Barbaro - mieszkańcy wielorodzinnych bloków warszawskich (a więc tam gdzie selektywna zbiórka jest zazwyczaj fikcją) zamiast wynosić śmieci do zazwyczaj śmierdzących altan śmietnikowych – mogą zanosić odpady do minisortowni postawionej w miejsce altan śmietnikowych - szczegóły ogląd...ać na google.pl po wklejeniu hasła "system eko ab". Minisortownie osiedlowe pracują ona na dwie zmiany i pracownik przyniesione śmieci domowe wstępnie podzielone przez mieszkańca na trzy grupy (kuchenne-kompostowalne, łazienkowe-sanitarne i pozostałe) - segreguje w minisortowni aż na 23 czyste frakcje znajdujące łatwo nabywców, dlatego mieszkańcy mają niewygórowane opłaty za usuwanie odpadów - mówi o tym minister środowiska - patrzeć na google.pl. System jest fantastycznie ekologiczny, samofinansujący się i tworzący „zielone” miejsca pracy. Przetestowany od sześciu lat w Płocku. Wiele osób zadaje sobie pytanie - dlaczego skoro jest to najlepsze a jednocześnie najtańsze rozwiązanie - to poza Płockiem nie ma innych przykładów zastosowania Systemu EKO AB? Odpowiedź jest trywialna ale i przerażająca, odsłaniająca przyczyny naszego wleczenia się w ogonie państw unijnych - małe opłaty za usuwanie odpadów - to zarazem brak odpowiednich "prowizji" dla tych co trzymają władzę w gminach i spółdzielniach... rozwiń

Maximus Segregatus, 2013-03-06 12:46:36 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE