Za rok Szadółki mają przestać wydzielać smród

• Dopiero w trzecim kwartale 2017 r. może zmniejszyć się uciążliwość odoru unoszącego się wokół zakładu utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach.
• Do tego czasu ma być zlikwidowany otwarty plac dojrzewania kompostu; w ciągu ok. dwóch lat ma zaś powstać hermetyczna instalacja dojrzewania.
Za rok Szadółki mają przestać wydzielać smród
Odór unoszący się wokół zakładu utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach odczuwalny jest w promieniu ok. 4-5 km od zakładu (fot. Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl)

Odór unoszący się wokół zakładu utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach odczuwalny jest w promieniu ok. 4-5 km od zakładu, w Gdańsku i w gminie Kolbudy. Sąsiedztwo stało się jeszcze bardziej uciążliwe po intensywnych opadach w Trójmieście w połowie lipca.

Prezes zarządu Zakładu Utylizacyjnego sp. z o.o. w Gdańsku, Wojciech Głuszczak podczas konferencji prasowej w środę w Gdańsku poinformował, że znaczna redukcja uciążliwości zakładu nastąpi dopiero po całkowitej likwidacji placu dojrzewania kompostu, głównego źródła uciążliwości, w trzecim kwartale 2017 roku. Następnie na jego miejscu, do trzeciego kwartału 2018 r., ma być zbudowana hermetyczna instalacja dojrzewania kompostu.

"Wtedy uciążliwości związane z placem dojrzewania kompostu nie będą funkcjonowały" - podał.

Podczas konferencji przekonywano, że otwarte place dojrzewania kompostu to "standard dla branży"; funkcjonują w kilkudziesięciu zakładach w Polsce, w tym we wszystkich w woj. Pomorskim.

Głuszczak zastrzegł jednak: "Musimy pamiętać, że zakład w Szadółkach, do którego dziennie przyjeżdża ok. 800 ton odpadów, z czego połowa to są tzw. odpady biodegradowalne, był, jest i musi być uciążliwy". "Wszystkie nasze działania, które podejmujemy, mają tę uciążliwość zminimalizować, a nie zlikwidować" - przyznał.

Nakłady na inwestycje stricte "antyodorowe" w latach 2017-18 wyniosą ok. 25 mln zł. Na 2019 r. planowana jest kolejna rozbudowa systemu odgazowania składowiska, a na 2020 - budowa spalarni odpadów.

Kłopot z opadami

Sytuację wokół zakładu dodatkowo pogorszyły intensywne opady w połowie lipca (podano, że w lipcu w Gdańsku spadło ok. 180 litrów na m kw., tyle, ile przez pół ubiegłego roku; tylko 14 lipca spadło ok. 160 l/m kw.). "Niestety ta walka trwa do dziś, na placu było zdeponowanych od 5 do 8 tys. ton odpadów biodegradowalnych, które namokły i tego nie da się zlikwidować w ciągu kilku dni" - tłumaczył Głuszczak. Podał, że dziennie wywożonych jest ponad 100 ton odpadów. Zapewnił, że do końca października sytuacja po ulewie powinna się unormować.

Prezes zapewnił jednocześnie, że mieszkańcy nie powinni się obawiać wpływu "uciążliwości odorowych" na zdrowie. Podał, że badania Zakładu Utylizacyjnego, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska nie wykazały ich negatywnego wpływu na zdrowie mieszkańców.

Uczestniczący w konferencji prezes Stowarzyszenia Sąsiadów Zakładu Utylizacyjnego i wiceprzewodniczący Rady Interesariuszy Zakładu, Jarosław Paczos przyznał, że decyzja o budowie kompostowni jest dobra, ale zapadła za późno. "Trzeba było wcześniej pomyśleć o tym, żeby cały proces kompostowania odbywał się w hermetycznych warunkach" - tłumaczył.

Uciążliwość będzie zdecydowanie mniejsza

"10 lat temu nie pomyślano, że zakład w Szadółkach jest miejscem wyjątkowym nawet w skali całego kraju, że położony jest na wyniesionym terenie przy półmilionowym mieście, a tzw. róża wiatrów jest skierowana na miasto" - argumentował. "Jeśli zhermetyzujemy cały proces, przepuścimy przez filtry, na pewno uciążliwość będzie zdecydowanie mniejsza" - dodał.

Podkreślił, że "to nie jest tak, że ludzie mieszkają pod bramą zakładu utylizacyjnego". Podał, że "w odległości pół kilometra od granicy zakładu nie ma żadnych budynków mieszkalnych, z wyjątkiem dwóch czy trzech gospodarstw".

"Wyciągamy wnioski z przeszłości; zrobiliśmy wszystko zgodnie z obowiązującymi wówczas standardami, z wytycznymi wojewódzkich instytucji nadzorujących oraz funduszy ochrony środowiska, narodowego i wojewódzkiego" - podkreślił wiceprezydent Gdańska, Andrzej Bojanowski.

Podczas konferencji przedstawiciele zakładu przeprosili wszystkich mieszkańców odczuwających uciążliwości. Głuszczak podkreślił, że wszystkie działania "antyodorowe" przygotowywane są i wdrażane po konsultacjach oraz akceptacji Rady Interesariuszy Zakładu, w tym też przedstawicieli mieszkańców.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE