Zakład recyklingu akumulatorów w Korszach wznowił produkcję

Zakład recyklingu akumulatorów w Korszach koło Kętrzyna należący do spółki ZAP Sznajder Batterien wznowił działalność. W hucie wstrzymano produkcję w styczniu, po tym jak kętrzyński sanepid stwierdził przekroczone normy na zawartość ołowiu we krwi pracowników.

O wznowieniu produkcji poinformował PAP wiceprezes spółki Konrad Sznajder.

Chodzi o zakład recyklingu akumulatorów w Korszach, który od końca ubiegłego roku przez mieszkańców jest oskarżany o to, że emituje niebezpieczne związki ołowiu. Według mieszkańców huta zatruwa lokalną rzekę - Korszyniankę. Jak podają, zakład zagraża także ujęciu wody dla Korsz, ponieważ został ulokowany w bezpośrednim jego sąsiedztwie. Odpowiadając na skargi mieszkańców miejscowy samorząd postanowił sfinansować badania krwi na zawartość ołowiu. Na koniec lutego badania wykazały przekroczone normy zawartości ciężkiego metalu u 36 mieszkańców, w tym 18 dzieci.

Czytaj też: Śledztwo ws. zakładu recyklingu akumulatorów w Korszach

Obecnie wznowienie produkcji stało się możliwe po tym, gdy decyzję kętrzyńskiego sanepidu uchyliła wojewódzka stacja sanitarno-epidemiologiczna w Olsztynie, gdyż spółka dostarczyła wyniki badań świadczących o tym, że nie ma już przekroczeń norm ciężkiego metalu.

Jak powiedział PAP wiceprezes Sznajder, przed wznowieniem produkcji zakład w Korszach zorganizował 3 maja dzień otwarty.

"Chcieliśmy pokazać mieszkańcom i wszystkim zainteresowanym jak wygląda huta od środka. Nie jest to dół w ziemi, w którym przetapiamy ołów, a odpadki gromadzimy w ziemi, ale nowoczesny zakład spełniający wszelkie normy" - podkreślił Sznajder.

Od lutego śledztwo w sprawie zakładu w Korszach prowadzi prokuratura okręgowa w Olsztynie. Śledczy badają, czy zakład nie naraził pracowników na pracę w szkodliwych warunkach spowodowanych wysokim stężeniem ołowiu.

Jak powiedział w piątek PAP rzecznik prokuratury Zbigniew Czerwiński, śledztwo toczy się nadal w sprawie. Podkreślił, że do tej pory przesłuchano kilkadziesiąt osób: mieszkańców, byłych i obecnych pracowników zakładu. Prokuratura zwróciła się do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju z zapytaniem, czy dotacja unijna udzielona spółce z funduszy dotyczących ochrony środowiska była zgodna z przepisami.

Jak dodał prokurator w połowie maja śledczy rozstrzygną, czy postawią komukolwiek zarzuty w tej sprawie.

Postępowanie dotyczące cofnięcia pozwolenia zintegrowanego na prowadzenie działalności ZAP Sznajder Batterien prowadzi urząd marszałkowski w Olsztynie. Pozwolenie zintegrowane to decyzja administracyjna, która jest formą licencji na prowadzenie działalności przemysłowej, określająca poziom oddziaływania np. instalacji przemysłowej zakładu na środowisko.

Spółka ZAP Sznajder Batterien została już ukarana kwotą 100 tys. zł za to, że nie stosuje się do zapisów zintegrowanego pozwolenia, dotyczących warunków składowania granulatu ołowiu. Granulat powstały w wyniku wytopu ołowiu z akumulatorów był przechowywany w grubych workach plastikowych na terenie hal, zamiast w metalowych pojemnikach. Karę nałożyła Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie. Spółka odwołała się od decyzji WIOŚ do Generalnego Inspektora.

Sznajder mówił wcześniej PAP, że "zarzuty wobec firmy kierują osoby, które wcześniej zostały zwolnione z pracy z uwagi na rażące nieprzestrzeganie przepisów BHP". Jak wyjaśnił, osoby te nie stosowały m.in. maseczek zapobiegających wdychaniu cząsteczek metalu i po pracy nie brały prysznica, by zmyć cząsteczki ołowiu.

Twierdzi także, że źródłem podwyższonego stężenia ołowiu w powietrzu, który mógł się dostać do organizmów mieszkańców, było spalanie w przydomowych kotłowniach i piecach paliw zawierających ten ciężki metal.

Gmina Korsze liczy 11 tys. mieszkańców. Stopa bezrobocia wynosi ok. 30 proc. Miejscowy zakład recyklingu akumulatorów zatrudnia 40 osób, a współpracuje z nim kolejnych 20 osób.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE