Zły stan infrastruktury melioracyjnej na Podlasiu

Rowy, studzienki i przepusty melioracyjne w województwie podlaskim są niedrożne. Nie dbają o nie ani właściciele, ani starostowie - takie są wnioski Najwyższej Izby Kontroli. Według NIK taki stan utrudnia gospodarkę na użytkach rolnych i grozi podtopieniami.

Samorządowcy i przedstawiciele samych spółek zwracają uwagę przede wszystkim na sytuację finansową małych gospodarstw dominujących w regionie, które mają trudności z utrzymaniem opłacalności produkcji. W takiej sytuacji wielu rolników nie płaci składek na spółki wodne; nie ma też pieniędzy, by na własną rękę zajmować się utrzymaniem w należytym stanie urządzeń melioracyjnych.

NIK kontrolował stan melioracji w województwie podlaskim w okresie od 2007 do I półrocza 2009 roku. Kontrola objęła m.in. osiem starostw i 12 spółek wodnych. We wnioskach pokontrolnych Izba negatywnie oceniła działalność starostów i zarządów spółek wodnych. Według kontrolerów NIK lekceważą oni obowiązek konserwacji rowów, studzienek i przepustów.

- Żadna z dwunastu skontrolowanych spółek nie przestrzega "dobrych praktyk" lub instrukcji eksploatacyjnych - uważa NIK. Skontrolowanym starostom (poza suwalskim) zarzuca, iż nie poświęcają wystarczającej uwagi sprawom melioracji, m.in. nie kontrolują stanu urządzeń, nie wydają decyzji ponaglających i motywujących właścicieli do naprawy bądź konserwacji urządzeń, nie zwracają uwagi podległym spółkom na konieczność zwiększania składek członkowskich.

- Większość starostów nie posiada nawet aktualnych danych dotyczących stanu technicznego urządzeń - piszą kontrolerzy w raporcie. NIK ostrzega, że zaniedbania z lat wcześniejszych nawarstwiają się - obecnie są już tak duże, że część urzędników nie podejmuje żadnych działań, bo nie potrafi poradzić sobie z problemem. Podaje przykład starosty białostockiego, który przyznał, że aby zlikwidować zaniedbania tylko na jego terenie, trzeba by wszcząć blisko 18 tysięcy postępowań.

Według NIK stan techniczny urządzeń melioracyjnych jest zły na 99 proc. skontrolowanych terenów poza spółkami wodnymi oraz na 25 proc. gruntów pod kontrolą tych spółek. Najpoważniejsze zaniedbania, które stwarzają niebezpieczeństwo w czasie ulewnych opadów lub suszy, dotyczyły niedrożnych studzienek, zamulonych i zarośniętych rowów melioracyjnych, z których część nigdy nie była konserwowana, zniszczonych zastawek i przepustów.

NIK zwraca uwagę, że zły stan techniczny urządzeń powoduje pogorszenie produktywności gleb, przyczynia się do ich biodegradacji, a niedrożne systemy melioracyjne mogą powodować zanieczyszczenie wody pitnej. - Wieloletnie zaniedbania są tak duże, że wiele urządzeń (np. rowów) wymaga gruntownej odbudowy. W większości przypadków koszty odbudowy i renowacji będą porównywalne z kosztami nowych inwestycji - ocenia NIK.

Starosta białostocki Wiesław Pusz zwraca uwagę, że w powiecie dominują nieduże gospodarstwa, o średniej powierzchni 11-12 ha, dysponujące niższą klasą gleb. Ich sytuacja ekonomiczna jest zła i przestają one produkować na rynek. Odnosząc się do sytuacji na łąkach powiedział, że tam, gdzie jest intensywna produkcja mleka, rolnicy łąki koszą i o nie dbają. - Pozostali odchodzą od produkcji mleka i te łąki często nie są koszone albo koszone raz do roku, żeby dostać dopłaty - powiedział. Dodał, że spółki wodne to organizacje rolników, a starostwo ma jedynie nadzór merytoryczny. Zwrócił uwagę, że znacznie zostało ograniczone państwowe dofinansowanie do ich działalności.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.