Art déco w Stalowej Woli nie wszystkim się podoba

  • sztafeta.pl
  • 26-10-2012
  • drukuj
W grudniu zakończy się pierwszy etap remontu wnętrz hotelu „Hutnik" w Stalowej Woli. To miała być wizytówka miasta w stylu art déco. Ale czy rzeczywiście jest? Wątpliwości - i to spore - mają ci, którzy już widzieli efekty tych prac.
Art déco w Stalowej Woli nie wszystkim się podoba
- Nie wiem, co to jest przed wejściem? Podjazd dla niepełnosprawnych wygląda jak bunkier - irytuje się jeden ze stałych bywalców restauracyjnego baru.

Jego kolega również nie zostawia suchej nitki na remoncie. - Jak wygląda art déco to można sobie pójść i pooglądać w naczelnej dyrekcji Huty. Wystarczy porównać, jak wyglądają drzwi w „Hutniku", a jak w dyrekcji. Jedyne, co może się tutaj podobać, to posadzki - uważa mężczyzna.

Posadzki mogą się podobać. Fatalne wrażenie robi jednak olbrzymia szklano-aluminiowa ściana „wieńcząca" schody. Schody i balustrada wrażenie robią bardzo dobre, ale efekt psuje ta „zapora" na górze.

Rewelacyjne prezentuje się zaś palmiarnia, a w szczególności piękna lampa zwisająca z sufitu. - Tylko kogo będzie stać na oświetlenie tą lampą palmiarni? Pobiera cztery kilowaty energii na godzinę! Trzeba ją włączać specjalnym przełącznikiem, nie kontaktem. A patrz pan na posadzki: może ładne, ale po pierwszej imprezie już się porysowały... - narzeka nasz rozmówca.

Styl jak ze spożywczego

Hotel „Hutnik" podlega pod magistrat, który zarządzanie obiektem przekazał Muzeum Regionalnemu w Stalowej Woli. Jak remont ocenia dyrektorka muzeum Lucyna Mizera? - Mnie się podoba, ale proszę z ocenami, szczególnie tymi negatywnymi, poczekać do zakończenia prac - prosi szefowa muzeum. Często bywa w „Hutniku" i na bieżąco nadzoruje prace.

Rozwiewa też wątpliwości malkontentów, którzy w już wyremontowanych pomieszczeniach czy detalach nie widzą art déco. - Koncepcja przestrzenna obiektu była zatwierdzona przez ośmiu wybitnych specjalistów z dziedziny sztuki tego okresu, a na bieżąco prace monitoruje dwóch takich ekspertów - podkreśla Lucyna Mizera.

Mimo takiego artystycznego podejścia, trudno zrozumieć, jak można było zeszpecić schody szklaną ścianą, jaką spotkać można w każdym spożywczym sklepie samoobsługowym?

- To konieczność. Ściana musiała stanąć ze względów przeciwpożarowych. Straż pożarna nie odebrałaby obiektu po remoncie - tłumaczy Lucyna Mizera.

Jeden z dziesięciu za 2,5 miliona

Ale i w magistracie, mimo artystycznego zacięcia projektantów, mówią o tym, jak udało się uniknąć zgoła nieartystycznych uchybień. - Piękną klatkę schodową chciano zepsuć elektryczną tablicą rozdzielczą z bezpiecznikami. Zauważyliśmy to i interweniowaliśmy - mówi jeden z urzędników. Ostatecznie w miejscu skrzynki rozdzielczej wisi okazałe lustro.

A jak obiekt podoba się prezydentowi Andrzejowi Szlęzakowi? To on przekonywał przecież, że po remoncie hotel może stać się wizytówką miasta. Perełką. - Na razie nie chcę komentować, będę musiał porozmawiać z władzami muzeum - mówi krótko włodarz miasta.

Robotnicy pracują właśnie w holu przy głównym wejściu. Po klatce schodowej i palmiarni to ostatnie pomieszczenie do zrobienia. Remont zakończy się 15 grudnia, kosztuje 2,5 miliona złotych. I to dopiero jeden z dziesięciu etapów modernizacji obiektu. Na pozostałe na razie brak pieniędzy.

Właścicielem „Hutnika" formalnie jest muzeum. Mimo to nadal dominującą funkcją obiektu (obok jest też część wystawowa) będzie funkcja hotelowo-gastronomiczna. Odpowiadają za nią dzierżawiący restaurację państwo Schlage. Zgodnie z umową dzierżawa wygasa im za 3 lata i kto po tym terminie będzie raczył gości obiadami, zdecyduje przetarg.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE