Brenna: Historyczna stanica znów będzie tętnic życiem? Gmina szuka pomysłu jak połączyć biznes z tradycją i historią

Na terenie gminy Brenna nie brakuje atrakcji przyrodniczych, ale są i historyczne. Jedną z nich jest tzw. Stanica Kamińskiego, czyli miejsce gdzie w latach 30-tych ub. wieku harcerskie sprawności zdobywali późniejsi uczestnicy Powstania Warszawskiego. Władze gminy marzą o tym, aby znaleźć inwestora, który zagospodaruje teren zachowując ślad historycznej tradycji.
Brenna: Historyczna stanica znów będzie tętnic życiem? Gmina szuka pomysłu jak połączyć biznes z tradycją i historią
Wójt Brennej Jerzy Pilch (fot.brenna.pl)

• W latach 30-tych XX wieku kształciło się tu młode pokolenie harcerzy, późniejszych członków Szarych Szeregów.

• Gmina Brenna szuka partnera, który zainwestuje w ośrodek i zachowa ślad historii.

• O współpracy samorządu i biznesu,  będziemy rozmawiać także z udziałem wójta Jerzego Pilcha, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego od 10 do 12 maja w Katowicach.

 

Od lat na terenie Brennej trwają starania o uratowania opuszczonego ośrodka. Przeszkody formalne i ekonomiczne sprawiły, że problemu ciągle nie udało się rozwiązać.

Trochę historii

Teren pod wzgórzem Bucze okolicznym mieszkańcom kojarzy się z sanatorium dziecięcym, które działało tutaj do 1999 roku, ale starsi pamiętajże, że dawnym folwarków Kossaków w latach 1935-1937 powstał ośrodek harcerski: stanęły trzy pawilony, a przedsięwzięcie sfinansował Skarb Śląski, firmy przemysłowe ze Śląska oraz Naczelnictwo ZHP.

Ośrodek wyrósł dzięki staraniom Aleksandra Kamińskiego „Kamyka”, instruktora Związku Harcerstwa Polskiego i autora powieści „Kamienie na szaniec”.

Bohaterowie szkolnej lektury: Alek, Zośka i Rudy - harcerze Szarych Szeregów, ostatnie wakacje przed wybuchem wojny spędzili właśnie w stanicy pod Buczem.

Jeden z trzech budynków Stanicy (fot.stanicakaminskiego.pl)
Jeden z trzech budynków Stanicy (fot.stanicakaminskiego.pl)

Nic dziwnego, że od lat trwają starania o uratowania opuszczonego ośrodka. Przeszkody formalne i ekonomiczne sprawiły, że problemu ciągle nie udało się rozwiązać.

Gmina Brenna otrzymała nieruchomość aktem darowizny z rąk marszałka, ale wiązało się to zapisaniem tzw. celu darowizny. Samorząd miał związane ręce, nie mógł bowiem wykorzystać terenu inaczej niż pod inwestycję kulturalno-rekreacyjną przeznaczoną dla mieszkańców.

Samorządowcy z Brennej próbowali znaleźć rozwiązanie, w 2012 roku pozyskano nawet obietnicę dofinansowania z funduszy unijnych budowy ośrodka sportowo-rekreacyjnego, ale po analizach gmina zrezygnowała z inwestycji. Jak oceniono koszty utrzymania obiektu przerastałby możliwości tak niewielkiej gminy (tym bardziej, że Brenna ma już Park Sportu w centrum).

- To było przedsięwzięcia ponad siły gminy także dlatego, że przez okres trwałości projektu nie moglibyśmy pobierać opłat, np. za korzystanie z wybudowanych obiektów, czy byłaby to sala sportowa, czy sauna – tłumaczy skarbnik Brennej Joanna Macura. – Nie dalibyśmy rady utrzymać takiego ośrodka.

Dlatego gmina wystąpiła o zmianę zapisów darowizny.

Sejmik zmienił decyzję

Po długich staraniach, w lutym ub. roku sejmik województwa wyraził na to zgodę, co dało samorządowi większe możliwości w znalezieniu ratunku dla stanicy.

- Mamy ten teren do dyspozycji. Są wstępne pomysły przygotowane na podstawie memorandum, czynimy starania, żeby zainteresować inwestorów. Wydaje się, że walory przyrodnicze – bo miejsce jest wkomponowane w park krajobrazowy pod Górą Bucze, jak i historyczne są atutami tego terenu – mówi wójt Brennej Jerzy Pilch.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.