Budownictwo energooszczędne i pasywne: ile można zyskać i czego brakuje?

  • Piotr Toborek
  • 22-09-2015
  • drukuj
Skomplikowane procedury, brak fachowej kadry, niska świadomość i myślenie „od wyborów do wyborów” to główne przeszkody w szybszym rozwoju budownictwa energooszczędnego - twierdzą znawcy tematu.
Budownictwo energooszczędne i pasywne: ile można zyskać i czego brakuje?
Ogrzanienie tej hali, zbudowanej w technologii pasywnej, kosztuje gminę Słomniki 5 tys. zł rocznie. Fot.slomniki.pl

Nad Polską "wiszą" unijne dyrektywy, które obligują nas do wypełnienia norm energooszczędności. Dla budynków użyteczności publicznej zaczną obowiązywać już od 2019 roku. Czasu jest więc niewiele, a ciągle budownictwo energooszczędne i termomodernizacja nie są czymś normalnym i oczywistym.

Jakie przeszkody stoją przed samorządami, które chcą budować energooszczędnie? Co jest potrzebne do tego, aby gminy śmielej sięgały po nowe technologie?

"Zapyta ktoś, czy warto się starać, żeby zmniejszyć zużycie energii o 1 procent? Warto..."

– Oprócz technologii potrzebna jest także świadomość społeczna; myślę o mieszkańcach, ale przede wszystkim urzędnikach lokalnych – mówi Kazimierz Furtak, rektor Politechniki Krakowskiej, która przoduje w badaniach nad technologiami energooszczędnymi.

– My, a dokładnie Małopolskie Laboratorium Budownictwa Energooszczędnego działające na Politechnice, współpracujemy z samorządami i staramy się przekonywać do budowania energooszczędnego. Bo nie może być tak, że gmina coś robi dlatego, że jest to modne, to musi być działanie z przekonaniem i ze zrozumieniem – dodaje profesor i podkreśla: – Do tanga trzeba dwojga, potrzebne jest większe zainteresowanie inwestorów, bo naprawdę możemy i powinniśmy budować znacznie więcej budynków energooszczędnych.

Podobnie twierdzi Márta Szigeti Bonifert, dyrektor Regionalnego Centrum ds. Ochrony Środowiska w Europie Środkowo-Wschodniej.

– Są dyrektywy unijne, plany, założenia, ale nic samo się nie zrobi, tak naprawdę wszystko rozgrywa się tam na dole, to mieszkańcy, burmistrzowie, wójtowie muszą chcieć dbać o środowisko, chcieć oszczędzać. To musi być przekonanie, że nie chodzi o jakieś fanaberie urzędników z Brukseli, tylko o nasze pieniądze i zdrowie.

Do inwestycji energooszczędnych nie zachęca zapewne bowiem ciągle pokutująca opinia, że oszczędności w stosunku do poczynionych inwestycji są niewielkie albo wręcz nie ma ich wcale.

Jak podkreśla Bonifert, mniejsze zużycie energii to mniej zanieczyszczeń powietrza - i tak trzeba to liczyć.

– Zapyta ktoś, czy warto się starać, żeby zmniejszyć zużycie energii o 1 procent? Warto, bo powoduje to spadek szkodliwych emisji o ponad 2 procent. Tak musimy myśleć, inaczej niewiele da się zrobić – dodaje.

Dorota Zawadzka-Stępniak, wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, przypomina: – My jesteśmy nie tylko od finansowania ekologicznych inwestycji, ale także od ich inspirowania i doradzania. Szkolimy doradców, którzy mają wspierać urzędników w gminach i zachęcamy do takich inwestycji.

Od ubiegłego roku NFOŚiGW prowadzi program pilotażowy Lemur, który ma wspierać energooszczędne inwestowanie; podpisano kilkanaście umów, m.in. na hale sportowe, przedszkola, szkoły.  – Jeszcze we wrześniu rusza drugi nabór do tego programu. Gminy są zainteresowane, jest wiele telefonów i pytań – wylicza wiceprezes.

Program Lemur NFOŚiGW i inne są zbyt skomplikowane?

Andrzej Wiszniewski, prezes Narodowej Agencji Poszanowania Energii uważa, że „szału nie ma”, bo winne są procedury.

– Ta ilość umów, np. w programach prowadzonych przez NFOŚiGW, w stosunku do potrzeb to naprawdę niewiele, tam są jednak mocno rozbudowane procedury, bez ich uproszczenia nie przyśpieszymy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE