Czy lokalizowanie zielonych źródeł energii musi być drogą przez mękę?

  • Edward Trojanowski
  • 17-07-2015
  • drukuj
Nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym miała doprecyzować przepisy dotyczące lokalizowania odnawialnych źródeł energii w Polsce oraz zwiększyć kontrolę mieszkańców nad procesem instalowania OZE w ich okolicy. Miała, ale w obecnym kształcie, nad którym Sejm ma pracować na przyszłym posiedzeniu, zabrakło w niej kilku istotnych zapisów.
Czy lokalizowanie zielonych źródeł energii musi być drogą przez mękę?
Posłowie chcą ograniczyć możliwość lokalizacji OZE w oparciu o decyzje o warunkach zabudowy. Fot. Pixbay

Założenie było chwalebne – ograniczyć możliwość lokalizacji OZE w oparciu o decyzje o warunkach zabudowy i ułatwić mieszkańcom danego terenu włączanie się w proces lokalizowania instalacji opartych na odnawialnych źródłach energii ze względu na konieczność lokalizowania OZE tylko w miejscowych planach zagospodarowani przestrzennego.

To w końcu te dokumenty są uchwalane przez radę gminy (lub miasta) i dają mieszkańcom szansę na szczegółowe określenie, co ma się znajdować w ich sąsiedztwie. Wykonanie, czyli szczegółowe przepisy nowelizacji, pozostawiają już jednak sporo do życzenia.

Gminy mają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego?

Zgodnie z nowelizacją ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, którą Sejm ma się zająć na najbliższym posiedzeniu, wszelkie instalacje korzystające z odnawialnych źródeł energii i dysponujące mocą powyżej 40 kW będą mogły być lokalizowane wyłącznie w oparciu o miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego (MPZP). Nikt jednak nie wziął pod uwagę tego czy gminy mają pieniądze na takie plany, a te 40 kW to wbrew pozorom wcale nie tak dużo.

Jest duże ryzyko, że władze wielu gmin uznają, że nie stać ich na opracowanie planu zagospodarowania. Wszystko przez to, że nawet jeśli inwestor chcący postawić taką farmę, ma pieniądze na współfinansowanie MPZP, to nowelizacja i tak nie przewiduje takiej możliwości.

Bez znaczenia jest fakt, że przecież można było pozwolić inwestorom współfinansować plany zagospodarowania (albo chociaż niezbędną do nich dokumentację planistyczną), a ostateczną decyzję co do kształtu takiego planu i tak zostawić po stronie lokalnych władz.

Czytaj też: Były protesty, ale farmy wiatrowe staną 2 km od zabudowań

Ważną i wartą rozważenia poprawką do nowelizacji jest natomiast umożliwienie właścicielowi lub dzierżawcy gruntu, na którym miałaby stanąć instalacja OZE, składania wniosku o zmianę w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Z pewnością zwiększyłoby to transparentność całego procesu.

W tej chwili, kiedy pojawia się podmiot zainteresowany postawieniem na przykład farmy wiatrowej lub fotowoltaicznej, gmina musi sama wnioskować o zmianę uchwalonego przez siebie miejscowego planu. Gdyby ustawodawca zdecydował się umożliwić inwestorowi samodzielne inicjowanie zmian w MPZP, to od samego początku byłoby jasne dlaczego dana gmina pracuje akurat nad takimi zmianami w miejscowym planie, co mogłoby w większym stopniu zapobiegać ewentualnym protestom czy konfliktom w obrębie lokalnych społeczności.

Możliwość wnioskowania przez inwestora o zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego bez wątpienia ułatwiłaby władzom lokalnym uporządkowanie na swoich terenach chaosu planistycznego. Mogłaby też zwiększyć szanse na uchwalenie na danym terenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, ponieważ nawet gminy które same nie planują u siebie lokalizowania instalacji OZE, mogłyby rozważyć taką propozycję w momencie, kiedy pojawiłby się realny inwestor. W cały proces byliby też oczywiście włączani mieszkańcy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE