Gdańsk zapłaci 300 mln zł odszkodowania deweloperom?

35 lat po Sierpniu na terenie stoczni znowu trwa walka. Tym razem stawką jest nie upadek „komuny”, ale rozwój Gdańska i ewentualne odszkodowania dla właścicieli znajdujących się tam działek, które mogą wynieść co najmniej 300 mln zł.
Gdańsk zapłaci 300 mln zł odszkodowania deweloperom?
Twa walka o kształt terenów dawnej Stoczni Gdańskiej. Fot. Jerzy Pinkas

Władze Gdańska widzą to tak: albo ten teren stanie się 120-hektarowym muzeum – a tego miasto nie chce – albo powstanie tu nowoczesna dzielnica mieszkaniowo-usługowa z zachowaniem zabytkowych pozostałości po stoczni.

Skansen czy nowoczesne osiedle?

Spór dotyczy także nazwy miejsca. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz chciałby Młodego Miasta – pełnego energii, życia, nowoczesności. Wbrew pozorom nazwa jest zakorzeniona w historii, bowiem Młode Miasto istniało w średniowiecznym Gdańsku.

Tymczasem eksperci od konserwacji i ochrony zabytków widzą tu raczej teren zwany Stocznią Solidarności – gdzie dba się o stare hale, dźwigi, zwrotnice, a jeśli już buduje, to z uwzględnieniem historycznych miejsc, budynków, panoram i nazw ulic, jakie znajdowały się w zakładzie.   

Czy możliwy jest kompromis, czyli stworzenie nowoczesnej i przynoszącej miastu dochód dzielnicy, wpisanej jednak w krajobraz starych dźwigów i budynków? Teoretycznie tak.

Czytaj też: Władze Gdańska pozwolą na wyburzenie wszystkiego na terenie byłej stoczni?

– Na Zachodzie, także w Niemczech, jest dużo terenów poprzemysłowych, ale zainteresowanie inwestorów dotyczy głównie tych miejsc, które mają jakąś wyjątkową historię – mówi Basil Kerski, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności. – Elementy dawnej zabudowy fabrycznej łączone są tam z nowoczesnym budownictwem. Jest nawet moda na mieszkanie w takich dzielnicach, z czego inwestorzy mogą się tylko cieszyć. W Gdańsku też warto tego spróbować, bo przecież teren, jaki został po stoczni, to część historii, którą zna cały świat.

Inwestorzy: skończymy w sądzie!

Chęć zbudowania nowoczesnej dzielnicy nie zwolniła władz miasta z poczucia odpowiedzialności za postoczniowe tereny. Magistrat chciał sprecyzować, które konkretnie zabytki chronić i w jaki sposób. Możliwych wariantów było kilka: zrobienie w tym miejscu parku kultury, pomnika kultury, wpisanie poszczególnych obszarów do rejestru zabytków.

Urząd Miejski zlecił więc kilka miesięcy temu specjale studium, które dla Gdańska wykonał polski odział ICOMOS (Międzynarodowa Rada Ochrony Zabytków i Miejsc Historycznych). Jest to instytucja o niekwestionowanym autorytecie – jej opinie i ekspertyzy są praktycznie nie do podważenia.

Władze martwią się najbardziej tym, że nowe wytyczne pociągną za sobą potrzebę zmiany już istniejącego planu zagospodarowania przestrzennego z 2004 roku. Stare plany trzeba będzie wyrzucić do kosza. Jeśli ktoś z inwestorów-właścicieli planował tam np. budowę obiektów wyższych niż 30 metrów, a zgodnie z nowymi warunkami nie będzie mógł go już postawić, to może się to skończyć żądaniami wielomilionowych odszkodowań od skarbu państwa i miasta.

Nikt nie chce pod własnym nazwiskiem mówić o wysokości ewentualnych odszkodowań, jakie trzeba będzie wypłacić właścicielom postoczniowych terenów. Po prostu nie da się na razie policzyć, można tylko z grubsza szacować.

– Co najmniej 300 milionów – mówią pracownicy Wydziału Urbanistyki, Architektury i Ochrony Zabytków Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

– Nasze roszczenia będą adekwatne do strat – zapewnia jeden inwestorów.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

Do pudi: Lepiej wybudować apartamenty, niż dać temu terenowi popaść w kompletną ruinę.

token, 2015-08-31 00:00:07 odpowiedz

Budyniowi najbardziej pasuje postawic apartamenty, wiadomo ze na nich da sie zarobic najwiecej, moze jeszcze jakies mieszkanie dostanie.

pudi, 2015-08-30 18:28:19 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE