Gliwice wciąż dyskutują o Drogowej Trasie Średnicowej

Samorząd Gliwic nadal uzgadnia zapisy umowy na unijne dofinansowanie budowy Drogowej Trasy Średnicowej w centrum tego miasta. Ze względu na kilkudziesięciomilionowe zaległości płatnicze wobec wykonawcy od końca czerwca prace na budowie praktycznie stoją.
Gliwice wciąż dyskutują o Drogowej Trasie Średnicowej
Choć na początku lipca przedstawiciele miasta, woj. śląskiego oraz Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju informowali o porozumieniu ws. dalszego finansowania budowy, według rzecznika gliwickiego magistratu Marka Jarzębowskiego kwestia podpisania kluczowej umowy powinna stać się jasna w połowie najbliższego tygodnia.

"My tę umowę czytamy dokładnie, cały czas trwają rozmowy i uzgodnienia, próby wyjaśnień niejasności. Niektóre sprawy, które były dla nas wątpliwe, zostały już wyprostowane. Traktujemy sprawę śmiertelnie poważnie, bo nie mówimy o 20 mln zł, lecz o setkach milionów złotych" - zaznaczył Jarzębowski. Jak dodał, w pracach tych ciągle uczestniczy m.in. prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz.

Chodzi o trasę łączącą miasta aglomeracji górnośląskiej i tzw. odcinek G2, który przebiega przez śródmieście Gliwic. Jego wykonawca początkowo zwalniał tempo robót, a od końca czerwca zabezpiecza budowę, prowadząc tylko prace konieczne ze względów technologicznych. Tzw. termin gwarancji zapłaty upływa 26 lipca, co oznacza, że po tej dacie wykonawca teoretycznie mógłby odstąpić od umowy.

Kontynuacja budowy DTŚ w Zabrzu i Gliwicach to jeden z największych projektów samorządu woj. śląskiego. Województwo koordynuje, wraz ze spółką DTŚ SA, tę gminną inwestycję na podstawie umowy z 1999 r. Miasta przejęły budowę trasy po zmianie prawa, uniemożliwiającej jej kontynuowanie jako inwestycji centralnej.

Pierwotne finansowanie wszystkich odcinków DTŚ w Zabrzu i Gliwicach oparto na zaciągniętym przez budżet państwa kredycie w Europejskim Banku Inwestycyjnym (160 mln euro), rezerwie subwencji ogólnej, Regionalnym Programie Operacyjnym Woj. Śląskiego na lata 2007-2013 (RPO) oraz budżetach miast - Zabrza i Gliwic.

Zawirowania przy G2 to efekt wyższych niż pierwotnie zakładano dotychczasowych kosztów budowy DTŚ w Zabrzu i Gliwicach. W finansowaniu powstała kilkusetmilionowa luka. Aby ją wypełnić, najpierw w ub. roku uzgodniono z Bankiem Gospodarstwa Krajowego linię kredytową na 400 mln zł, gwarantowaną przez Zabrze i Gliwice środkami z przyszłych rat rezerwy subwencji ogólnej.

Potem samorządy i resort rozwoju uzgodniły też, że odcinek G2 zostanie "przeniesiony" z RPO do krajowego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, z którego na ten cel ma trafić ponad 460 mln zł. Realizację projektu ma od marszałka przejąć miasto. To jednak m.in. obawia się odpowiedzialności za inwestycję, na którą do tej pory nie miało wpływu.

Jednocześnie, ponieważ MIR stwierdziło, że finansowanie DTŚ nie jest dopięte, nie wniosło do Ministerstwa Finansów o przekazanie ostatniej transzy kredytu z EBI (ok. 200 mln zł). Zbyt późno też i w kwotach mniejszych niż wnioskowane spływały środki z rezerwy subwencji ogólnej budżetu państwa.

3 lipca br. problemy te były omawiane podczas spotkań w Centrum Unijnych Projektów Transportowych (CUPT) oraz MIR. Jak podało po drugim z nich biuro prasowe resortu, "strony osiągnęły porozumienie we wszystkich spornych kwestiach dotyczących finansowania tej inwestycji". Również Jarzębowski mówił, że "impas został przełamany".

Marszałek woj. śląskiego Mirosław Sekuła informował wtedy, że w efekcie rozmów odblokowana została ostatnia transzy kredytu z EBI. Zastrzegł jednak, że kwota ta nie spłynie raczej w lipcu. Pieniądze mogłyby stosunkowo szybko napłynąć z zaliczki na poczet umowy na unijne środki. Tę jednak najpierw Gliwice musiałyby podpisać.

Już po 3 lipca prezydent Frankiewicz na łamach miejskiego informatora wymieniał, że umowa z CUPT (na fundusze UE) przewiduje m.in. porozumienie z marszałkiem m.in. w kwestii podziału ryzyka, wykreślenie wyłącznej odpowiedzialności miasta wobec osób trzecich oraz określenie sposobu obliczania wkładu własnego.


Na początku lipca Sekuła przekazał też, że działania na rzecz zabezpieczenia budowy podjął wykonawca - negocjując uzyskanie tzw. faktoringu. Oznacza to pozyskanie banku, który zapłaciłby zaległe faktury - za odpowiedni procent pokryty później przez samorządy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE