Inwestor o Balicach: "Sparaliżowani" na własne życzenie

Wstrzymanie ruchu lotniczego w Balicach nie miało żadnego uzasadnienia - twierdzą przedstawiciele Kancelarii Prawnej Nieruchomości, reprezentującej inwestora centrum logistycznego w Morawicy. Dopatrują się w całym zamieszaniu "drugiego dna".
Inwestor o Balicach: "Sparaliżowani" na własne życzenie

Przypomnijmy, że z powodu pracującego na wysokości dźwigu przez dwa dni (4 i 5 lipca) lotnisko w Balicach zostało niemal sparaliżowane.

Czytaj też: Zawirowania wokół lotniska w Balicach

Zdaniem inwestora, wstrzymując ruch lotniczy służby lotniska wiedziały, że dźwig pracował na wysokości, która nie stanowi żadnego zagrożenia dla startujących lub lądujących samolotów. Podejmując działania zmierzające do zatrzymania budowy w sąsiedztwie lotniska, władze Portu Lotniczego posługiwały się dokumentem, który nie ma żadnego zastosowania w obiegu prawnym i nigdy nie został doręczony inwestorowi - pisze w oświadczeniu Kancelaria Prawna Nieruchomości, reprezentująca Witek Logistic Airport- inwestora prowadzącego budowę w Morawicy.

Podejmując decyzję o wstrzymaniu ruchu na krakowskim lotnisku, władze Portu Lotniczego powoływały się na decyzję Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego odmawiającą prowadzenia prac z wykorzystaniem dźwigu o wysokości 17 metrów, która do tej pory nie została doręczona inwestorowi i nie ma żadnego zastosowania w obiegu prawnym.

- Ta decyzja z punktu widzenia prawa nie istnieje. Co więcej, nie mogła ona zostać wydana, bo Prezes ULC nie ma delegacji ustawowej do wydawania tego rodzaju decyzji. Nie byliśmy poinformowani o żadnym postępowaniu administracyjnym w tej sprawie, nie otrzymaliśmy żadnej decyzji w sposób, jaki przewiduje procedura postępowania administracyjnego. Dokument ten nie ma żadnego zastosowania w obiegu prawnym, jest "królikiem z kapelusza" w rękach prezesa Portu Lotniczego, który od wielu tygodni nie reagował na nasze próby uzgodnienia warunków prowadzenia prac w rejonie lotniska. Mało tego, operacyjnym pracownikom lotniska od pewnego czasu zabroniono uzgadniania czegokolwiek z kierownikiem budowy. Czy tak zachowuje się profesjonalny menadżer jednego z największych portów lotniczych w Polsce? - mówi Józef Wojewodzic z Kancelarii Prawnej Nieruchomości.

Dodaje, że zanim kierownictwo Portu Lotniczego uznało dźwig na placu budowy w Morawicy za zagrożenie, zamontowane zostało przy jego użyciu 18 słupów. Dźwig pracował w tym okresie wyłącznie na bezpiecznych wysokościach do 15 metrów, co - zdaniem służb lotniczych i nadzoru budowlanego - w żaden sposób nie wpływa na pracę lotniska. Inwestor i wykonawca każdorazowo informował na bieżąco operacyjne służby lotniska o prowadzonych pracach.

- Budowa jest położona w odległości około 1 km od końca pasa startowego. Zgodnie z dokumentacją lotniska w rejonie tym można bez jakiegokolwiek oddziaływania na lotnisko budować obiekty o wysokości od 15 do 20 metrów. Jednak rozpoczynając prace z użyciem dźwigu, wielokrotnie zwracaliśmy się do przedstawicieli lotniska z prośbą o określenie ewentualnych wytycznych, jakichś ograniczeń np. dotyczących wysokości dźwigów. Nigdy nie otrzymaliśmy takiej informacji, co z dzisiejszej perspektywy uważam za skandal. Reprezentanci lotniska nie pojawili się także na spotkaniu zorganizowanym przez Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, w czasie którego miały zostać ustalone zasady operacyjnej współpracy kierownika budowy ze służbami bezpieczeństwa ruchu na lotnisku. Decyzja kierownictwa Portu Lotniczego o wstrzymaniu ruchu na lotnisku 4 lipca br. była irracjonalna. Dzień później lotnisko wstrzymało loty w momencie, kiedy generalny wykonawca prowadził prace na wysokości 3-6 metrów polegające na rozładunku elementów konstrukcji z samochodów, informując zresztą wcześniej o tym służby Portu Lotniczego. To absurd! - mówi Józef Wojewodzic.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

To przecież wiadomo, że chodzi o pieniądze. Właściciel dźwigu, pracującego na lotnisku, podczas ruchu lotniczego, chciał albo wyłudził, dodatkowe pieniądze za tak zwane trudnościowe. Dlatego też w Polsce, najwięcej remontów lub przebudowy dróg, odbywa się w środku sezonu letniego, kiedy właśnie, jes...t największy ruch pojazdów. Stanowi to "podstawę" do naliczania dodatkowych pieniędzy przez wykonawcę, przy minimalnie podwyższonych nakładach, za ew. oznakowania miejsca robót drogowych. "Trudnościowe" może w niektórych przypadkach sięgać nawet 50% wszystkich, prawdziwych i naciąganych, kosztów robót. Dlatego w Polsce, koszt budowy i remontu dróg, jest największy w europie. Czyste złodziejstwo a nie tam jakieś"drugie dno." rozwiń

ślimak, 2011-07-20 01:32:22 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE