Kamienica w Warszawie wyremontowana bez zgody konserwatora

- Zabytkowa kamienica przy Krakowskim Przedmieściu, w której kilka miesięcy temu otworzono klub go go, musi wrócić do pierwotnego kształtu. Przeprowadzony przez najemcę remont został zakwestionowany przez konserwatora zabytków.

Klub go go działa od kilku miesięcy w zabytkowej kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu, w pobliżu pl. Zamkowego. Jego właścicielem jest firma Event, która prowadzi sieć klubów erotycznych w całym kraju.

Ponieważ kamienica - tak jak cały Trakt Królewski - objęta jest ochroną konserwatorską, na początku roku miasto zapowiedziało kontrolę budynku. Chodziło o sprawdzenie, czy remont, jaki przeprowadził najemca lokalu, został przeprowadzony zgodnie z przepisami i sztuką konserwatorską, czy kamienica zachowała swój zabytkowy charakter.

Kontrola odbyła się w styczniu. "Konserwator wskazał, że remont, który najemca przeprowadził wewnątrz lokalu oraz reklama, która zawisła na jego zewnętrznej elewacji zostały zrealizowane bez zgody stołecznego konserwatora zabytków" - streścił wynik inspekcji rzecznik stołecznego ratusza Bartosz Milczarczyk.

Najemca został zobowiązany do wstrzymania wszystkich prac w budynku oraz przywrócenia stanu sprzed remontu zabytkowych elementów. Jak poinformował Milczarczyk, pełnomocnik najemcy zapoznał się z treścią decyzji Stołecznego Konserwatora Zabytków.

Na początku roku przeciwko działalności klubu erotycznego przy Trakcie Królewskim zaprotestowali duchowni i parafianie pobliskiej archikatedry warszawskiej. Jej proboszcz, ksiądz Bogdan Bartołd rozważał nawet zorganizowanie, wspólnie z parafinami, zbiorowej modlitwy przed klubem.

Sprawą otwarcia klubu byli też oburzeni kombatanci z Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. W liście otwartym do władz miasta apelowali oni "o rozwagę i niedopuszczenie do przekształcenia historycznego traktu w merkantylny śmietnik służący jedynie osiąganiu przez współczesnych dorobkiewiczów maksymalnego zysku".

Prezes zarządu firmy, która otworzyła lokal, Jan Szybawski w oświadczeniu rozesłanym wówczas do mediów dystansował się od kontrowersji, jakie wzbudził klub. Przypominał, że jego firma zatrudnia w całym kraju ponad tysiąc osób i zgodnie z prawem płaci podatki od swojej działalności.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.