Kibice domagają się budowy stadionu przy al. Piłsudskiego w Łodzi

Ponad 800 sympatyków Widzewa zebrało się w piątek przed łódzkim magistratem, gdzie domagali się od władz miasta budowy stadionu przy al. Piłsudskiego. Podczas dwudziestominutowej demonstracji do kibiców wyszła prezydent Łodzi Hanna Zdanowska.

"Stadion dla Widzewa tylko na Widzewie" - to było główne hasło demonstracji, w której brali udział m.in. akcjonariusz Widzewa Sylwester Cacek i wiceprzewodniczący rady nadzorczej klubu Witold Skrzydlewski. Prezydent Łodzi nie wskazała jednak lokalizacji, w której miasto wybuduje nowy obiekt.

"Cieszę się, że tu jesteście. Życzę zwycięstwa w dzisiejszym meczu z Lechem, a na rozmowy o nowym stadionie zapraszam przedstawicieli klubu po zakończeniu analiz dotyczących realizacji tej inwestycji" - powiedziała kibicom Zdanowska.

Czytaj też: Łodzianie chcą jednego nowego stadionu

Sprawa nowego stadionu przy al. Piłsudskiego ciągnie się od początku 2008 r. Cacek zapowiedział wówczas, że Widzew z prywatnych pieniędzy sfinansuje budowę takiego obiektu. Do 31 sierpnia 2010 r. na miejscu obecnego stadionu miał powstać nowy, z trybunami dla 19 tys. osób, z ponad tysiącem miejsc parkingowych oraz centrum biurowo-handlowo-usługowym.

Warunkiem rozpoczęcia inwestycji miało być przekazanie klubowi przez władze miasta terenów pod budowę w 25-letnią dzierżawę. Doszło do tego w lipcu 2008 r. Później władze Widzewa przedstawiały kolejne koncepcje obiektu, który miał już mieścić nie 19, a ponad 30 tys. widzów. Zmieniały się również warunki stawiane przez klub władzom miasta. Oczekiwał m.in. przedłużenia dzierżawy i przekazania blisko 70 mln zł na przebudowę infrastruktury wokół stadionu.

Po przedłużeniu dzierżawy postawiono kolejny warunek - przekazania na własność terenów pod budowę stadionu za 1 procent ich wartości. Zdaniem miejskich prawników, nie łamiąc prawa, takiego warunku nie można było jednak spełnić.

Dlatego miasto zaproponowało wspólną budowę w partnerstwie publiczno-prywatnym zapewniając ze swojej strony przekazanie pod inwestycję gruntów o wartości ok. 30 mln zł, finansowy wkład w wysokości 101 mln zł na budowę samego stadionu oraz przebudowę - za 24,5 mln zł - układu komunikacyjnego wokół obiektu. Dwie próby znalezienia prywatnego partnera do takiej inwestycji zakończyły się jednak niepowodzeniem.

Od kilku miesięcy stadionem przy al. Piłsudskiego zarządza MOSiR. Widzew od 4 grudnia 2012 r. jest w upadłości z możliwością zawarcia układu. Wśród wierzycieli klubu jest m.in. miasto Łódź, któremu jest winny ponad 1,2 mln zł. Ponad 970 tys. zł z tej kwoty to zaległe opłaty z tytułu umów dzierżawy, których klub swego czasu domagał się od miasta.

Na początku tygodnia prezydent Łodzi poinformowała, że miasto sfinansuje budowę jednego stadionu piłkarskiego. Jako ewentualne lokalizacje magistrat wskazał tereny przy al. Piłsudskiego i al. Włókniarzy (historyczne obiekty Orła). Tym samym zrezygnowano z planów budowy takiego obiektu przy al. Unii, gdzie swoje mecze od blisko 100 lat rozgrywają piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego.

Kibice ŁKS nie pogodzili się jednak z taką decyzją, a swój sprzeciw wobec nowych planów magistratu zamierzają zamanifestować podczas demonstracji zaplanowanej na niedzielę.

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

Od kilku lat władze Widzewa czynią (niestety nieskuteczne) kroki na drodze do gruntownej modernizacji tego obiektu. Ostatnio Sylwester Cacek - większościowy akcjonariusz RTS Widzew Łódź SA, zasugerował, że wszystkiemu winne są władze miasta.
Miasto, które deklaruje sfinansowanie przebudowy st
...adionu użytkowanego przez „Czerwonych” zostało m.in. oskarżone o częste zmiany koncepcji nowej areny. Przypomnijmy, że od marca 2012 r. magistratowi nie udało się znaleźć partnera do budowy 30-tysięcznego obiektu w ramach PPP (oba postępowania nie zainteresowały żadnego prywatnego inwestora) i nie ma gwarancji, że trzecie podejście byłoby skuteczne. W związku z tym władze Łodzi zaoferowały, że same zbudują Widzewowi 15-tysięczny obiekt. Tu jednak okoniem stanął Cacek, który poczuł się taką ofertą obrażony. Problem, jego zdaniem polega na tym, że obiekt podobnej wielkości miałby dostać także ŁKS – w opinii Cacka „klub nie grający w żadnych rozgrywkach” (co nie znaczy, że grał nie będzie – polecam przykład Pogoni Szczecin), co jest dla Widzewa i jego właściciela „policzkiem”. Widzew to bowiem potęga, dlatego zdaniem Cacka zasługuje na minimum 20-tysięczny stadion.
Budowa 30-tysięcznego lub większego stadionu w Łodzi miałaby jedynie sens w przypadku organizacji EURO 2012 tę szansę jednak przegapiono (niepoprawny optymista Cacek liczy na to, że EURO jeszcze w Łodzi zagości...). Zresztą przykład polskich miast, w których zbudowano areny EURO pokazuje, że jest permanentny problem z ich zapełnieniem, ba choćby ze stałą frekwencją na poziomie połowy pojemności stadionu. Na 43-tysięczną PGE Arenę, na mecz Lechii, niedawno przyszło mniej niż 9 tys. widzów. Jest to żałosny widok, który nie pozwala ani na promowanie klubu, ani też samej Ekstraklasy. W innych miastach nie jest lepiej. Zaledwie 30-tysięczne stadiony silnych marketingowo klubów z dużych miast - Legii Warszawa i Wisły Kraków nie wypełniają się szczelnie nawet podczas najbardziej atrakcyjnych meczów. Zresztą o czym tu mówić jeśli np. mecze 18. kolejki T-Mobile Ekstraklasy obejrzało w sumie na ośmiu stadionach 35 tys. widzów, co oznacza, że wszyscy oni zmieściliby się bez tłoku na stadionach w Gdańsku, Poznaniu lub Wrocławiu. Także snujący plany o potędze Widzew nie jest bez grzechu. Średnia widzów na jego 11-tysięcznym stadionie wyniosła w ostatniej rundzie jesiennej ligi 4,3 tys. osób, co daje średnie zapełnienie stadionu rzędu 41,37%.
Oczywiście nowy stadion przyciąga nowych kibiców i pozwala klubowi osiągać większe zyski. Rzeczywistość pokazuje jednak, że w Polsce do utrzymania stadionów raczej się dopłaca, a liczne przykłady przeczą budowie dużych obiektów. Wątpię więc by na meczach Widzewa wypełniały się 20- 30-tysięczne trybuny.
Cacek „starał się też uzasadnić” dlaczego to także miasto potrzebuje większego stadionu. Pomijając fakt, że jak twierdzi prezydent Łodzi – Hanna Zdanowska, nie udało się znaleźć gruntów pod budowę większego stadionu, nie sądzę, by dziś najpilniejszą potrzebą w Łodzi była taka inwestycja. Frekwencja widzów na imprezach kulturalnych, muzycznych i sportowych w Atlas Arenie pokazuje to dobitnie. Cacek zapomina też chyba o bliskości innych miast np. Warszawy, gdzie „wszystkomogący”, pojemny Stadion Narodowy, jak na razie mało skutecznie zdobywa największe imprezy, ale nawet te nieliczne „kąski” są belką w oczach zarządców rywalizujących o nie aren w Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu.
Przeciwstawiając na szali „ambitne cele” związane ze stadionem Widzewa (jakie konkretnie - nie wymieniono), Cacek kopie leżącego sąsiada zza między mówiąc, że z pewnością do 15-tysięcznego stadionu ŁKS miasto będzie musiało dopłacać. Rozumiem, że sam nie boi się o rentowność 20-tysięcznego stadionu Widzewa, i jeśli tylko taki powstanie, biznesmen będzie regulował jego deficyt?
Widoczna w rozumowaniu Cacka aberracja, polegająca na „reanimowaniu trupa [czytaj: ŁKS], nawet kosztem uśmiercenia utrzymującego się jeszcze w elicie sportowej organizmu [czytaj: Widzewa]” nie może być wytłumaczeniem forsowania budowy nikomu nieprzydatnego stadionu, do którego funkcjonowania będą zmuszeni dokładać podatnicy. Jeśli więc miasto wspaniałomyślnie oferuje klubowi 15-tysięczny stadion (nie ma takiego obowiązku, a co więcej liczne przykłady z Włoch pokazują, że model stadionów utrzymywanych przez władze miasta na dłuższą metę się nie sprawdza) to klub, na mecze którego przychodzi garstka widzów, nie powinien oponować. Jeśli zaś marzy o przyszłej potędze niech poprosi o stadion, który w przyszłości można będzie rozbudować, nawet do pojemności 40 tysięcy.
"Sportplus" nr 5/2013
rozwiń

PaKo, 2013-05-13 10:25:01 odpowiedz

Od kilku lat władze Widzewa czynią (niestety nieskuteczne) kroki na drodze do gruntownej modernizacji tego obiektu. Ostatnio Sylwester Cacek - większościowy akcjonariusz RTS Widzew Łódź SA, zasugerował, że wszystkiemu winne są władze miasta.
Miasto, które deklaruje sfinansowanie przebudowy st
...adionu użytkowanego przez „Czerwonych” zostało m.in. oskarżone o częste zmiany koncepcji nowej areny. Przypomnijmy, że od marca 2012 r. magistratowi nie udało się znaleźć partnera do budowy 30-tysięcznego obiektu w ramach PPP (oba postępowania nie zainteresowały żadnego prywatnego inwestora) i nie ma gwarancji, że trzecie podejście byłoby skuteczne. W związku z tym władze Łodzi zaoferowały, że same zbudują Widzewowi 15-tysięczny obiekt. Tu jednak okoniem stanął Cacek, który poczuł się taką ofertą obrażony. Problem, jego zdaniem polega na tym, że obiekt podobnej wielkości miałby dostać także ŁKS – w opinii Cacka „klub nie grający w żadnych rozgrywkach” (co nie znaczy, że grał nie będzie – polecam przykład Pogoni Szczecin), co jest dla Widzewa i jego właściciela „policzkiem”. Widzew to bowiem potęga, dlatego zdaniem Cacka zasługuje na minimum 20-tysięczny stadion.
Budowa 30-tysięcznego lub większego stadionu w Łodzi miałaby jedynie sens w przypadku organizacji EURO 2012 tę szansę jednak przegapiono (niepoprawny optymista Cacek liczy na to, że EURO jeszcze w Łodzi zagości...). Zresztą przykład polskich miast, w których zbudowano areny EURO pokazuje, że jest permanentny problem z ich zapełnieniem, ba choćby ze stałą frekwencją na poziomie połowy pojemności stadionu. Na 43-tysięczną PGE Arenę, na mecz Lechii, niedawno przyszło mniej niż 9 tys. widzów. Jest to żałosny widok, który nie pozwala ani na promowanie klubu, ani też samej Ekstraklasy. W innych miastach nie jest lepiej. Zaledwie 30-tysięczne stadiony silnych marketingowo klubów z dużych miast - Legii Warszawa i Wisły Kraków nie wypełniają się szczelnie nawet podczas najbardziej atrakcyjnych meczów. Zresztą o czym tu mówić jeśli np. mecze 18. kolejki T-Mobile Ekstraklasy obejrzało w sumie na ośmiu stadionach 35 tys. widzów, co oznacza, że wszyscy oni zmieściliby się bez tłoku na stadionach w Gdańsku, Poznaniu lub Wrocławiu. Także snujący plany o potędze Widzew nie jest bez grzechu. Średnia widzów na jego 11-tysięcznym stadionie wyniosła w ostatniej rundzie jesiennej ligi 4,3 tys. osób, co daje średnie zapełnienie stadionu rzędu 41,37%.
Oczywiście nowy stadion przyciąga nowych kibiców i pozwala klubowi osiągać większe zyski. Rzeczywistość pokazuje jednak, że w Polsce do utrzymania stadionów raczej się dopłaca, a liczne przykłady przeczą budowie dużych obiektów. Wątpię więc by na meczach Widzewa wypełniały się 20- 30-tysięczne trybuny.
Cacek „starał się też uzasadnić” dlaczego to także miasto potrzebuje większego stadionu. Pomijając fakt, że jak twierdzi prezydent Łodzi – Hanna Zdanowska, nie udało się znaleźć gruntów pod budowę większego stadionu, nie sądzę, by dziś najpilniejszą potrzebą w Łodzi była taka inwestycja. Frekwencja widzów na imprezach kulturalnych, muzycznych i sportowych w Atlas Arenie pokazuje to dobitnie. Cacek zapomina też chyba o bliskości innych miast np. Warszawy, gdzie „wszystkomogący”, pojemny Stadion Narodowy, jak na razie mało skutecznie zdobywa największe imprezy, ale nawet te nieliczne „kąski” są belką w oczach zarządców rywalizujących o nie aren w Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu.
Przeciwstawiając na szali „ambitne cele” związane ze stadionem Widzewa (jakie konkretnie - nie wymieniono), Cacek kopie leżącego sąsiada zza między mówiąc, że z pewnością do 15-tysięcznego stadionu ŁKS miasto będzie musiało dopłacać. Rozumiem, że sam nie boi się o rentowność 20-tysięcznego stadionu Widzewa, i jeśli tylko taki powstanie, biznesmen będzie regulował jego deficyt?
Widoczna w rozumowaniu Cacka aberracja, polegająca na „reanimowaniu trupa [czytaj: ŁKS], nawet kosztem uśmiercenia utrzymującego się jeszcze w elicie sportowej organizmu [czytaj: Widzewa]” nie może być wytłumaczeniem forsowania budowy nikomu nieprzydatnego stadionu, do którego funkcjonowania będą zmuszeni dokładać podatnicy. Jeśli więc miasto wspaniałomyślnie oferuje klubowi 15-tysięczny stadion (nie ma takiego obowiązku, a co więcej liczne przykłady z Włoch pokazują, że model stadionów utrzymywanych przez władze miasta na dłuższą metę się nie sprawdza) to klub, na mecze którego przychodzi garstka widzów, nie powinien oponować. Jeśli zaś marzy o przyszłej potędze niech poprosi o stadion, który w przyszłości można będzie rozbudować, nawet do pojemności 40 tysięcy.
"Sportplus" nr 5/2013
rozwiń

PaKo, 2013-05-13 10:10:49 odpowiedz

Trudno się dziwić, że władze Łodzi nie chcą budować dwóch nowych stadionów. Jaka gmina by to udźwignęła? Stadiony - o ile nie mają to być stadiony stricte miejskie czy narodowe - powinny być budowane głównie ze środków klubów. Jeżeli nie mają własnych środków - niech poszukają prywatnych sponsorów. ...W ten sposób preferowane będą kluby dobre (nie tylko takie, które mają "tradycje"). I to jest zdrowa sytuacja. A oglądanie się na dawne dokonania - to bzdura. ŁKS (czy inne polskie kluby) chętnie odwołuje się do swoich tradycji, ale zapomina przy tym, że za tymi tradycjami stało wsparcie ze strony przedsiębiorstw, które utrzymywały kluby. Był to więc pewien rodzaj sponsoringu - chociaż państwowy. Jeśli dzisiaj ŁKS znajdzie sobie sponsora, to jego problemy się skończą. Ale trzeba też pamiętać, że problemy zaczęły się głównie dlatego, że kondycja ŁKS-u była mizerna. A kto chciałby ładować kasę w słaby klub bez perspektyw? rozwiń

krzyciel, 2013-05-13 09:57:48 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE