Las czy betonowa pustynia

  • www.sztafeta.pl (ff)
  • 07-10-2011
  • drukuj
Mieszkańcy osiedla Metalowców w Stalowej Woli chcą, by w otoczeniu lasu przy ul Orzeszkowej powstał plac zabaw dla dzieci i park rekreacyjny dla dorosłych. Miasto chce budować tam halę widowiskową.
Las czy betonowa pustynia
– Na naszym osiedlu, brakuje placów zabaw dla dzieci, miejsc do uprawiania sportu, ławek oraz pojemników na śmieci. Na pewno jest wiele osób, które myślą podobnie i chciałyby ten stan rzeczy zmienić. Idealnym miejscem dla powstania parku rekreacji i wypoczynku dla wszystkich mieszkańców może być pobliski las, który decyzją prezydenta ma być wycięty i mają tam powstać bloki oraz sklep wielkopowierzchniowy – niepokoi się Urszula Serafin-Bąk z os. Metalowców.

Kobieta zbiera podpisy pod tą inicjatywą. W ubiegłym roku broniła zaś okolicznego lasu przed wycinką. – Las ten pełni szczególną rolę, bo jest naturalną barierą przed zanieczyszczeniami i hałasem emitowanymi z zakładów przemysłu ciężkiego zgrupowanych wokół HSW SA, oraz trzech dużych odlewni aluminium. Chcemy żyć w czystym środowisku dlatego sprzeciwiamy się tej nieprzemyślanej do końca decyzji. Założyliśmy Komitet Mieszkańców, którego jednym z celów jest zachowanie tego terenu zielonego. Zamiast wycinać 14 hektarów lasu, przy ul. Orzeszkowej, za stadionem, proponujemy utworzyć park. Obecnie las jest brudny, zaśmiecony i należy go uporządkować. Nowy park nie wymaga wielkich nakładów finansowych. Bogata i piękna roślinność już jest, wystarczy tylko wytyczyć i utwardzić alejki, postawić ławki, wyznaczyć miejsca zabaw dla dzieci i to wszystko. Tereny zielone niech nimi pozostaną. Supermarkety, których w Stalowej Woli jest dużo, jeśli muszą być budowane, to niech powstają poza nimi, np. na terenach po zlikwidowanych obiektach HSW czy na terenach Osiedla Karnaty – uważa Urszula Serafin Bąk.

Prezydenta Andrzeja Szlęzaka (zabierz głos/oceń prezydenta) jednak absolutnie nie przekonują argumenty mówiące o tym, że las to taka „zielona bariera” oddzielająca osiedle Metalowców od zanieczyszczeń z Huty i zakładów ze strefy ekonomicznej.

– To jakaś bzdura i niech mi nikt takich głupot nie opowiada – irytuje się Szlęzak. – Ja mieszkam na Ozecie. Mam z jednej strony elektrownię, z drugiej Stahlsmidt, tory pod nosem, bardzo ruchliwe skrzyżowanie. I wiejąca tu róża wiatrów różnie pachnie... I nie narzekam.
Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.