MdM nie sprzyja zrównoważonemu rozwojowi miast

Stworzenie programu finansowego wsparcia dla młodych w zakupie pierwszego mieszkania to krok w dobrą stronę zwłaszcza, że Polacy mają często problem z usamodzielnianiem się. Z drugiej strony, pierwsze 12 miesięcy funkcjonowania programu MdM pokazało, że jego kontynuacja może nasilać proces rozlewania się miast.
MdM nie sprzyja zrównoważonemu rozwojowi miast
Mat. prasowe

Wiele obiektów objętych dofinansowaniem znajduje się w dzielnicach daleko od centrum i to właśnie tam zaczynają migrować młodzi. Kolejne 3 lata trwania programu może zwiększyć niekontrolowany rozrost aglomeracji i generować dodatkowe koszty samorządowe i społeczne. Warto pomyśleć nad alternatywą dla MdM.

Czytaj też: Mieszkania komunalne przynoszą duże zyski miastu

Program Mieszkanie dla Młodych wspiera osoby do 35 roku życia w zakupie pierwszego mieszkania o metrażu do 50 mkw. w 2014 r., a od 2015 r. - do 65 mkw. Dofinansowanie sięgające od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych, można traktować jako część wkładu własnego wymaganego przy zakupie inwestycji mieszkaniowej.

Będzie to szczególnie ważne od 1 stycznia 2015 r., kiedy w życie wejdzie nowa Rekomendacja S, ze wskaźnikiem LTV na poziomie 90%. Październikowa podwyżka limitów cenowych za mkw. zwłaszcza w Warszawie, gdzie ceny poszły w górę o 7,4 proc. zwiększyła dostępność mieszkań w wysokim standardzie w atrakcyjnych dzielnicach bliżej centrum. Mimo to, nadal największą ofertę mieszkaniową ze wsparciem państwa generują obrzeża – w przypadku stolicy głównie Białołęka czy Ursus.

Czytaj też: Sasin obiecuje mieszkania dla lokatorów reprywatyzowanych budynków

Program MdM niewątpliwie pomógł ponad 12 tysiącom młodych osób w usamodzielnieniu się poprzez zakup pierwszego mieszkania. Zwiększył również popyt na lokale na rynku pierwotnym, dzięki czemu wiele firm deweloperskich odnotowuje bardzo dobre wyniki sprzedaży i planuje kolejne inwestycje. Na osiedlu Skanska na Pradze-Południe również część lokali jest kupowana ze wsparciem finansowym państwa. Niestety, biorąc pod uwagę m.in. aspekty społeczne i urbanistyczne, to, co dziś wydaje się dobrym rozwiązaniem dla młodych, w perspektywie długofalowej może prowadzić do zbytniego rozrostu tzw. miejskich sypialni i puchnięcia przedmieść.

Według danych GUS, w latach 1995-2013, liczba ludności aglomeracji warszawskiej wzrosła aż o 332 tys., a w samej Warszawie tylko o 89 tys. Młodzi odpływają do tańszych dzielnic i na obrzeża miast mimo, że są oddalone od centrum o co najmniej kilka kilometrów. Tymczasem, mieszkanie na peryferiach to bardzo wysokie koszty przede wszystkim dla samorządów. Konieczne jest wybudowanie dróg, chodników, oświetlenia, doprowadzenie wody, gazu, energii, powstanie czy rozbudowa szkół, przedszkoli i innych instytucji użytku publicznego, poprowadzenie linii komunikacji miejskiej.

Do tego dochodzą koszty społeczne i środowiskowe, wynikające m.in. ze wzmożonego ruchu samochodowego i zakorkowania dróg wylotowych. Jak pokazuje ostatni raport „The New Climate Economy” dotyczący m.in. konsekwencji rozlewania miast na świecie, średnie koszty świadczenia usług miejskich są wyższe o 10-30% i nawet o 50% wyższe w związku ze wzmożonym transportem.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.