Modlin: na razie nie zwalniamy pracowników

  • newseria.pl
  • 06-02-2013
  • drukuj
Zamknięte lotnisko w Modlinie traci dziennie ponad 150 tys. zł, ale płynność finansowa spółki nie jest zagrożona. Pracownicy na razie wykorzystują zaległe urlopy wypoczynkowe. Tymczasową restrukturyzację władze lotniska dopuszczają tylko w ostateczności.
Modlin: na razie nie zwalniamy pracowników

Ponadto, według przedstawicieli portu, przewoźnicy, którzy do grudnia latali do Modlina, nie maja podstaw, by domagać się odszkodowań.

- Wizz Air przeniósł się na Lotnisko Chopina przed zamknięciem, więc nie ma nawet tutaj tytułu prawnego do żądania odszkodowań. Podobnie jest z Ryanairem, z którym nawet nie mieliśmy umowy - mówi Marcin Danił, wiceprezes lotniska w Modlinie.

Czytaj też: Lada dzień plan naprawy pasa w Modlinie

Podkreśla, że linie lotnicze nie potrzebują umowy, by latać do dowolnego lotniska. Wystarczy, że zaakceptują cennik i zdobędą sloty, czyli zezwolenia na wykonanie operacji lotniczej w określonych godzinach. Marcin Danił dodaje, że wbrew doniesieniom medialnym przewoźnicy nie mają podstaw prawnych, by domagać się odszkodowania za częste przekierowania i odwołania lotów, spowodowane mgłą czy złymi warunkami pogodowymi.

- Co do tego okresu, w którym przewoźnicy zmuszeni są do ponoszenia dużo wyższych opłat na Lotnisku Chopina, to my też za to nie możemy brać odpowiedzialności. Tam, gdzie będą wykazane poniesione szkody, oczywiście rozważymy to i w ramach umów, porozumień będziemy starali się te szkody wyrównać. Natomiast to nie będzie w taki bezpośredni sposób, jak informowano w mediach - zastrzega Marcin Danił.

Wiceprezes podwarszawskiego lotniska przyznaje jednak, że zamknięcie kilometrowej długości fragmentów pasa to poważny problem finansowy dla spółki. Choć w Modlinie nadal mogą lądować małe samoloty, przewożące kilkoro pasażerów, taki ruch jest minimalny i nie generuje istotnych przychodów.

Marcin Danił tłumaczy, że dziennie lotnisko traci ok. 150-180 tys. zł. Według niego kwota ta obejmuje przychody, których port lotniczy nie osiąga, a mógłby. Jednak dzięki nadwyżkom wypracowanym w ciągu sześciu miesięcy działalności, w ciągu których lotnisko obsłużyło ok. 900 tys. pasażerów, płynność finansowa spółki nie jest zagrożona.

- Jeśli mówimy o długotrwałym funkcjonowaniu portu lotniczego bez przychodów, to wiadomo, że ta płynność będzie zagrożona. Na pewno jak najszybciej musimy uruchomić port lotniczy. Ale chodzi nam o to, by zrobić te remonty w sposób właściwy i ostateczny, więc nie zależy nam tylko na tymczasowych naprawach, ale na dokonaniu ostatecznych napraw nawierzchni, by taka sytuacja się więcej nie powtórzyła - podkreśla Marcin Danił.

Problemy pracowników i przedsiębiorców współpracujących z lotniskiem

Tymczasem port lotniczy musi ograniczać koszty. Terminal pasażerski jest zamknięty, by oszczędzać na ogrzewaniu i elektryczności. Służby operacyjne są utrzymywane przez port w ograniczonym zakresie. Strefa bezpieczeństwa i liczba pracowników ochrony zostały zmniejszone, ale wciąż funkcjonują. Cały czas pracują również osoby odpowiedzialne za kontrolę drogi startowej. Według Marcina Daniła ich zadaniem jest m.in. obserwacja tego, jak nawierzchnia znosi wahania temperatury.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.