Muzeum Śląskie i Budimex spotkają się w sądzie

  • Wnp.pl/Gazeta.pl
  • 04-12-2012
  • drukuj
Muzeum Śląskie i firma Budimex, odpowiedzialna za budowę jego wartej 320 mln zł siedziby spotkają się w sądzie. Wykonawca domaga się dodatkowych 13 mln złotych i wydłużenia terminu realizacji o cztery miesiące.
Muzeum Śląskie i Budimex spotkają się w sądzie

W zeszłym tygodniu do Muzeum Śląskiego dotarło pismo z sądu okręgowego w Katowicach wzywające do złożenia odpowiedzi na pozew Budimexu. Firma jest generalnym wykonawcą nowej siedziby muzeum powstającej na terenie po kopalni "Katowice".

Budowlańcy pracujący na pogórniczej działce od początku nie mieli łatwego zadania. We wrześniu zeszłego roku, gdy wykop pod nowy budynek dopiero powstawał, masy ziemi zaczęły się przesuwać, a zabytkowe budynki pękać. Sytuacja została opanowana, ale wymagała przeprowadzenia szeregu dodatkowych prac. To właśnie o nie toczy się spór.

Zdaniem Budimexu takich problemów zwyczajnie nie dało się przewidzieć. Muzeum Śląskie stoi zaś na stanowisku, że budowlańcy sami są sobie winni, bo nie uwzględnili wszystkich czynników ryzyka. Każda ze stron ma na potwierdzenie swojego stanowiska stosowne ekspertyzy.

- Prowadzone od blisko roku rozmowy nie przyniosły rezultatu, pozostało nam więc rozstrzygnąć tę sprawę sądzie. Nie wyobrażam sobie innego rozwiązania w sytuacji, gdy w grę wchodzi tak duża kwota - mówi Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego. Dodaje też, że w przypadku dużych inwestycji takich jak budowa nowej siedziby muzeum, podobne spory są rzeczą zwykłą.

Budimex domaga się dodatkowych ponad 13 mln złotych i wydłużenia terminu realizacji budowy o 122 dni. To by oznaczało, że budowa, której zakończenie planowano na marzec przyszłego roku dobiegłaby końca dopiero w lipcu.

Scenariusz zakładający tak duże opóźnienie jest jednak mało realny. Budimex nawet jeśli jest pewien słuszności swojego wniosku, nie może stawiać wszystkiego na jedną kartę. W razie niepomyślnego rozstrzygnięcia sprawy w sądzie, za każdy dzień opóźnienia inwestycji z własnej winy wykonawca firma będzie musiał płacić ogromne kary. Wszyscy mogą być więc pewni, że nie zostanie na placu budowy ani jednego dnia dłużej, niż będzie to konieczne. Opóźnienia nie wróży też sytuacja na budowie.

- Dyskusja nie ma żadnego wpływu na sytuację na placu budowy. Prace toczą się normalnie - mówi Jodliński.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.