Nie dojdzie do rewitalizacji stawu Kalina. Unieważniono przetarg

Władze Świętochłowic unieważniły przetarg na dokończenie rewitalizacji tamtejszego stawu Kalina. Powołują się na błędy w złożonych ofertach. Zapewniają, że będą starały się dokończyć projekt, mimo że nie uda się to przy wsparciu dotychczasowych środków z UE.

Umowę z poprzednim wykonawcą miasto zerwało we wrześniu ub. roku uznając, że nie wywiązywał się on z harmonogramu prac (poprzedni wykonawca za sytuację obwiniał samorząd i projektantów). W grudniu ub. roku ruszył przetarg na dokończenie prac, który ostatecznie nie zostanie rozstrzygnięty.

Jak poinformował w środę (8 kwietnia) świętochłowicki magistrat, w przetargu wpłynęły dwie oferty - złożone przez konsorcjum firm Mostostal Zabrze i Port Service z Gdańska oraz firmę Mo-Bruk z Zabrza. Ich propozycje opiewały odpowiednio na ponad 41 i 45 mln zł.

Komisja przetargowa, która analizowała dokumenty, dopatrzyła się jednak błędów mających uniemożliwiać dokończenie postępowanie. Wśród nich miasto wymieniło: niewłaściwie przygotowany harmonogram, nieodpowiadające wymogom referencje oraz brak wystarczającego doświadczenia w zakresie rewitalizacji stawów i utylizacji odpadów.

"Komisja przetargowa powołana do przeprowadzenia postępowania rekomendowała odrzucenie jednej z ofert oraz wykluczenie drugiej, a w konsekwencji umorzenie całego przetargu" - uściślił wiceprezydent Świętochłowic Bartosz Karcz. Oferenci mogą zweryfikować tę decyzję przed Krajową Izbą Odwoławczą.

W najbliższych dniach władze miasta zapowiadają spotkanie z przedstawicielami Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach (WFOŚiGW) oraz resortu środowiska. Wspólnie mają ustalić dalsze działania związane z finansowaniem przedsięwzięcia.

Świętochłowice dostały bowiem pierwotnie 85-procentowe dofinansowanie oszacowanego wstępnie na 51,8 mln zł projektu - z unijnych środków programu Infrastruktura i Środowisko (umowa z pierwotnym wykonawcą opiewała ostatecznie na niespełna 30 mln zł). Wkład własny miał pochodzić z budżetu miasta (w 20 proc.) i pożyczki WFOŚiGW (w 80 proc.).

Ponieważ dotychczasowe unijne dofinansowanie musiałoby zostać rozliczone do końca 2015 r., wiadomo już, że nie wesprze ono opóźnionego projektu. Miasto ma jednak nadzieję, że dostanie środki UE na lata 2014-20 - przekonuje m.in., że w tym okresie działania związane z ochroną środowiska mają być wspierane w większym stopniu niż dotąd.

Pięciohektarowy staw Kalina uprzykrza życie mieszkańcom świętochłowickiej dzielnicy Zgoda od lat. Z bezodpływowego, zanieczyszczonego fenolem zbiornika wydobywa się fetor. Głównym trucicielem były pobliskie zakłady chemiczne produkujące farby i lakiery. W pobliżu stawu usypano hałdę odpadów poprodukcyjnych. Spływające z niej wody skaziły zbiornik.

W poprzednich latach próbowano ograniczać zanieczyszczenia. Wokół hałdy powstał ekran o głębokości 10-12 m, który okazał się niewystarczającą barierą. Skażony pozostał też sam staw - na dnie zalega warstwa chemicznego osadu. Ponieważ wcześniejsze próby zmniejszania uciążliwości Kaliny okazały się nieskuteczne, miasto przygotowało kompleksowy projekt jej rewitalizacji.

Pierwszym wykonawcą było konsorcjum trzech firm: Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe VIG z Dąbrowy Górniczej, Port Service z Gdańska i PPR Complex z Krakowa. Prace ruszyły w marcu ub. roku. We wrześniu miasto zerwało umowę wskazując, że wykonawca nie wywiązywał się z harmonogramu prac i podważał wcześniejsze ustalenia.

Kierownictwo firmy VIG odpowiadało, że władze miasta lekceważyły zgłaszane im problemy, które uniemożliwiały uzyskanie oczekiwanego efektu prac. Miały m.in. zataić informacje o zanieczyszczeniach, które po zakończeniu robót nadal wpływałyby na jakość wody. Wykonawca uznał, że konieczne są zmiany w projekcie i zastosowanej technologii. Akcentował też, że to on odstąpił od umowy, a przyczyną było nierozliczenie prac wykonanych do końca lipca ub. roku.

"Gdyby wykonawca rzetelnie realizował zapisy umowy, dziś świętochłowiczanie cieszyliby się nowym miejscem wypoczynku i rekreacji. Nie odzyskamy straconego czasu, ale możemy wyegzekwować należne nam kary umowne. Złożymy wniosek do sądu domagając się stosownego odszkodowania w wysokości ponad 6 mln zł wraz z odsetkami" - zapowiedział w środę wiceprezydent Karcz.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE