Nie ma chętnych na miejskie nieruchomości

Hotel Leśny przy ul. Toszeckiej, budynek byłej dyrekcji Huty Gliwice czy Zameczek Leśny przy ul. Chorzowskiej - to tylko część nieruchomości, których, w ostatnim czasie, zamierzał się pozbyć gliwicki magistrat. Za każdym razem bezskutecznie. Powód? Kiepska sytuacja na rynku nieruchomości oraz zbyt wygórowane żądania cenowe.
Nie ma chętnych na miejskie nieruchomości

Sprzedaje nie tylko magistrat. Okazałych nieruchomości bezowocnie usiłują pozbyć się także inne instytucje.

Politechnika Śląska kilkukrotnie ogłaszała przetarg, z ceną wywoławczą ponad 5,5 mln zł, na zbycie kilkupiętrowej kamienicy przy ul. Zwycięstwa, w której zlokalizowany jest Hotel Diament Economy (fot. poniżej). Co decyduje o tym, że spore obiekty, często zlokalizowane w dobrych punktach atrakcyjnego dla inwestorów miasta, od dłuższego czasu nie mogą znaleźć nowych właścicieli?

- Sytuacja na rynku nieruchomości jest ściśle związana ze stanem gospodarki, a widać gołym okiem, jaki on jest. Jeżeli do tego dołożymy fatalne i niespójne polskie prawo, które decyduje o tym, że żaden przedsiębiorca nie ma poczucia stabilizacji oraz blokadę kredytową banków, co skutkuje brakiem pieniędzy na inwestycje - to mamy to, co mamy. Jeśli chodzi np. o budynek dyrekcji Huty Gliwice, to ma on charakter obiektu reprezentacyjnego, nie jest on budynkiem mogącym przynosić dochód, a oto przecież chodzi w inwestowaniu w nieruchomości - tłumaczy Adam Nitka z agencji Nitka & Czapla Gliwice.

Puste i niezagospodarowane nieruchomości to dla gminy kłopot w postaci nie tylko zbędnego wydatku (na który składa się koszt utrzymania nieruchomości - m.in. ogrzewanie, energia elektryczna), lecz także niechlubnej wizytówki. Próba sprzedaży niektórych obiektów ma długą historię - budynek po dawnej dyrekcji Huty Gliwice przy ul. Mitręgi po raz pierwszy trafił na sprzedaż w 2011 roku. Z kolei Hotel Leśny próbowano sprzedać po raz pierwszy w 2001 roku.

Cztery lata temu cena wywoławcza wyniosła 10,7 mln zł, a dwa lata później, mimo kryzysu, wzrosła do aż 12 mln zł.

Nie powinno więc dziwić, iż żaden z przetargów nie zakończył się rozstrzygnięciem. W końcu w maju tego roku podjęto decyzję o wydzierżawieniu kompleksu prywatnemu przedsiębiorcy za stosunkowo niską stawkę w wysokości około 8 tys. zł miesięcznie. Umowa będzie obowiązywać przez dziesięć lat.

Nieskutecznie, póki co, próbuje się wydzierżawić także budynek znajdujący się w kompleksie Radiostacji Gliwice przy ul Tarnogórskiej (fot. powyżej). Tutaj na drodze mogą stać przepisy - miasto zastrzega, że przeznaczenie obiektu przy wieży ma być stricte hotelarsko-gastronomiczne. Biorąc pod uwagę nieciekawą lokalizację oraz nieszczególny potencjał turystyczny obiektu, taki warunek może skutecznie odstraszyć potencjalnych dzierżawców.

Oprócz sprzedaży i dzierżawy, są też inne metody na pozbycie się "kłopotliwych" nieruchomości.

Na początku roku szerokim echem odbiła się decyzja gliwickich radnych, którzy na wniosek prezydenta miasta, podjęli decyzję o zamianie dawnego budynku Zespołu Szkół Specjalnych nr 6 na niezabudowane działki przy ul. Kozielskiej należące do gliwickiej kurii. Co ciekawe, zdaniem eksperta, decyzja Rady Miejskiej była jak najbardziej słuszna.

- Uważam tą decyzję za rozsądną z czysto gospodarczego punktu widzenia, bo wyłącznie tak należy ją oceniać. Tereny przy ulicy Kozielskiej, obok CH Arena, mają potencjał gospodarczy i widocznie potrzebne były gminie dla realizacji celów wynikających z planu zagospodarowania przestrzennego. Z kolei obiekt na ulicy Ziemowita (fot. powyżej - przyp. red.) dla gminy mógł stanowić chyba wyłącznie koszty związane z utrzymaniem, bo o korzystnej sprzedaży w najbliższych latach można zapomnieć. Tymczasem ze względu na sąsiedztwo katedry i innych obiektów obok, należących do kurii, na pewno będzie on obiektem dobrze wykorzystanym - komentuje Adam Nitka.

Paradoksalnie, reputacja Gliwic jako miasta przyjaznego firmom oraz atrakcyjnego dla inwestorów, przyczynia się do bezowocnych prób sprzedaży budynków. Okazuje się, że m.in. taka opinia przekłada się do zbyt wygórowanych cen za nieruchomości, jak miało to miejsce choćby w przypadku Hotelu Leśnego.

- Zawyżanie cen jest pokłosiem okresu sztucznie nadmuchanej przez banki i deweloperów hossy w latach 2007-2008. Nie wszyscy potrafią się pogodzić z tym, że ceny nieruchomości drastycznie spadły od tego czasu. A ci, którzy mają pieniądze, potrafią liczyć, co im się opłaca - kończy Adam Nitka.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

To zobaczcie ile teraz stoi wolnych hal w Jartomie - czegoś takiego to ja nie pamiętam od lat. Nie sądzę również, aby sytuacja mogła się prędko zmienić - w sumie to bardzo ciekawe, że podać może osiągnąć aż taki poziom. Dla inwestorów to perfekcyjny okres!

bogo, 2013-12-16 12:23:36 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE