Nie tylko Warszawa ma problem z dziką reprywatyzacją

Powinien powstać rejestr prokuratorów i sędziów, którzy na przestrzeni lat ignorowali sprawę dzikiej reprywatyzacji i wręcz swoim zaniechaniem czy współdziałaniem z takimi gangami, przyczyniali się do tego, że dzika reprywatyzacja kwitła w Polsce - uważa Agnieszka Wojciechowska van Heukelom z Europejskiego Centrum Inicjatyw Obywatelskich w Łodzi.
Nie tylko Warszawa ma problem z dziką reprywatyzacją
Fot. Shutterstock

• Ekspertka z Europejskiego Centrum Inicjatyw Obywatelskich w Łodzi wylicza, że problem z dziką reprywatyzacją dotyczy nie tylko Warszawy. 

• Wskazuje na przykłady tych samych firm, aktywnych w Łodzi, Poznaniu czy Krakowie.

• Skalę zjawiska i skalę działań tych przestępców będzie widać dopiero, jeżeli te wszystkie informacje zostaną umieszczone w jednym rejestrze - oceniła Wojciechowska van Heukelom.

- Komisja weryfikacyjna zajmuje się obecnie tylko kwestią Warszawy, ale nie rozwiążemy problemu dzikiej reprywatyzacji w Polsce, jeżeli nie powstanie rzetelny rejestr osób i podmiotów gospodarczych, które nieuczciwe przejmowały kamienice - powiedziała Agnieszka Wojciechowska van Heukelom.

Podobnie - jej zdaniem - powinien powstać rejestr prokuratorów i sędziów, którzy na przestrzeni lat "ignorowali sprawę dzikiej reprywatyzacji i wręcz swoim zaniechaniem czy współdziałaniem z takimi gangami, przyczyniali się do tego, że dzika reprywatyzacja kwitła w Polsce".

- Mamy przykłady tych samych firm, aktywnych w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie. Skalę zjawiska i skalę działań tych przestępców będzie widać dopiero, jeżeli te wszystkie informacje zostaną umieszczone w jednym rejestrze - oceniła Wojciechowska van Heukelom.

Wojciechowska przyznaje, że problem dzikiej reprywatyzacji w Łodzi jest ogromny. "Wydaje mi się, że na skalę równą bądź większą niż w Warszawie, ponieważ Łódź nie była zburzona, było to miasto czterech kultur, gdzie większość właścicieli nieruchomości, znakomita ich część przepadła w czasie wojny i w okresie powojennym" - podkreśliła.

Jak zaznaczyła, miasto Łódź zawiaduje jedynie wąską częścią nieruchomości, natomiast w stosunku do bardzo wielu kamienic korzyści przez całe lata, od zakończenia wojny do chwili obecnej, czerpią osoby nieuprawnione. Osoby, które podszywają się pod spadkobierców właścicieli i które te kamienice w sposób bezczelny wyłudzają. "Miasto sobie z tym kompletnie nie radzi, nie radzi sobie z tym też łódzka prokuratura ani sądy" - zaznaczyła ekspertka ECIO w Łodzi.

Jako przykład podała kamienicę przy ul. Traugutta 5 w Łodzi, która padła łupem tzw. gangu fałszywych spadkobierców. "W tym wypadku sąd w Łodzi uznał ustny testament i na tej podstawie ta nieruchomość oraz inna nieruchomość przy ulicy Rewolucji, miały być zwrócone właścicielom. Ciekawe jest to, że na czele gangu fałszywych spadkobierców stał były członek zarządu województwa łódzkiego, czyli urzędnik, polityk" - dodała Wojciechowska van Heukelom.

- Nieudolność sądu w Łodzi jest tak ogromna, że udało mu się sprzedać ponownie inną kamienice (Legionów 68) zagarniętą przez gang, kiedy siedział w więzieniu. Prokuratura zwracała się oczywiście o zabezpieczenie tych nieruchomości w księgach, jako będących przedmiotem przestępstwa, jednak sąd z niewyjaśnionych powodów tego nie zrobił i kamienica poszła w następne ręce - opowiadała.

Jej zdaniem łódzcy urzędnicy, którzy są zobowiązani informować mieszkańców o zmianie właściciela nieruchomości, nie robią tego, a mieszkańcy dostają po prostu karteczki z nowym kontem do regulowania opłat.

- Zwracaliśmy się wielokrotnie do sądu w Łodzi, żeby w takiej sytuacji czynić depozyt sądowy, żeby ludzie mogli wpłacać czynsze do sądu, dopóki sprawa się nie wyjaśni. Niestety sądy takie wnioski również odrzucały. Mamy masę nieruchomości, w stosunku do których wiadomo już, że są wyłudzone, a na przestrzeni lat trzykrotnie prokuratura w Łodzi umarzała śledztwa w ich sprawie - podkreśliła.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE