Orliki z podciętymi skrzydłami

Wiele ze zbudowanych obiektów ma wady projektowe i wykonawcze – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat Orlików.
Orliki z podciętymi skrzydłami

Jedno z poważniejszych zastrzeżeń dotyczy jakości materiałów. Chodzi tu między innymi o nawierzchnię, która w pierwszych edycjach projektu musiała spełniać normy FIFA.

Szybko się z tego pomysłu wycofano, co dało pole do popisu podwykonawcom, korzystających z mało bezpiecznych i nieestetycznych materiałów importowanych z Chin.

Najczęściej urzędnicy gmin oszczędzali na tak zwanych piłkochwytach, które miały chronić ogrodzenie przed uderzeniami piłki. Chlubnych wyjątków jest niewiele.

W Koszalinie i w Prudniku urzędnicy zdecydowali się zaprojektować i wykonać ogrodzenie LEGI Ballfang, które zostało stworzone specjalnie na potrzeby projektu „Moje boisko – Orlik 2012”. Wyposażone jest w akustyczne tłumiki, które wchłaniają energię kinetyczną, powstającą przy uderzeniu piłki, jednocześnie wyciszając hałas.

Obiekty często nie mają swojego animatora, albo są nim stażyści bez doświadczenia. W dodatku nie wiadomo, jakie powinien mieć kwalifikacje, dlatego gminy korzystają z Orlików jako z nowych miejsc pracy i w ten sposób walczą z lokalnym bezrobociem, zatrudniając ludzi z przypadku.

Tak jak w Grudziądzu, gdzie z powodu braku moderatora, Orlik przez całe wakacje stał nieużywany, a młodzież zamiast grać w piłkę, oglądała bramę zamkniętą na kłódkę.

Nie zmienia to faktu, że projekt „Moje boisko – Orlik 2012” poprawił infrastrukturę, przynajmniej, jeżeli chodzi o ilość, ale niestety nie o jakość.

Dopóki urzędnicy będą oszczędzać na materiałach czy obsłudze, projekt może okazać się krótkofalowym zrywem, po którym pozostaną zapuszczone, nienadające się do użytku boiska.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.