PAN: Przez rozproszoną zabudowę gminy co roku tracą miliony

Nawet 60 mld zł rocznie mogą wynosić koszty uzbrojenia i utrzymania infrastruktury rozproszonej zabudowy w Polsce – wynika z badań prowadzonych w Polskiej Akademii Nauk. Rozpraszanie zabudowy jest wynikiem dużej nadpodaży terenów mieszkaniowych w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego.
PAN: Przez rozproszoną zabudowę gminy co roku tracą miliony
Kompleksowe regulacje Kodeksu urbanistyczno-budowlanego mają rozwiązać problem nadpodaży planów miejscowych. (fot. shutterstock)

• Rozproszenie zabudowy wiąże się z chaosem, dziką zabudową, niskim standardem usług, brakiem szkół i rozcinaniem układów ekologicznych.

• Zgodnie z wyliczeniami naukowców każdy dodatkowy metr powyżej pewnej odległości kosztuje gminę w ciągu kilku lat nawet 1,6 tys. złotych.

• Zdaniem prof. Śleszyńskiego, każda gmina powinna najpierw sporządzić prognozę demograficzną, a dopiero do niej dostosować plany miejscowe. 

Według szacunków prof. Przemysława Śleszyńskiego z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, który koordynuje prace badawcze nt. dokumentów planistycznych w gminach, koszt uzbrojenia obszarów najbardziej rozproszonych jest dla gminy nawet 100 razy większy od kosztów zabudowy zwartej.

"Rozproszenie zabudowy wiąże się z chaosem, dziką zabudową, niskim standardem usług, brakiem szkół i rozcinaniem układów ekologicznych. Koszty uzbrojenia i utrzymania infrastruktury oraz nakładów związanych z obsługą transportową, w tym dojazdów do pracy, w przypadku rozlewającej się zabudowy w skali Polski mogą wynosić nawet 60 mld zł rocznie. O tyle więcej płacą mieszkańcy i przedsiębiorstwa, ale przede wszystkim samorządy, bo to one muszą na oddalone obszary doprowadzić całą infrastrukturę - drogi, kanalizację i wodociągi - a potem ją utrzymać" - uważa Śleszyński.

Czytaj też: Miasta zapowiadają rekordowe budżety i inwestycje. Ale wcale nie będzie tak różowo

Zgodnie z wyliczeniami naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach - prof. Krystiana Heffnera i dr Piotra Gibasa, na które powołuje się Śleszyński - każdy dodatkowy metr powyżej pewnej odległości kosztuje gminę w ciągu kilku lat nawet 1,6 tys. złotych. To w skali całego kraju dziesiątki mld złotych. "Przykładowo właściciel działki oddalonej od zabudowy zwartej płaci kilkaset złotych za przyłącze. Natomiast główne koszty doprowadzenia i utrzymania infrastruktury pokrywa gmina z podatków, czasami z funduszy unijnych, które mogłyby być lepiej wykorzystane" - zaznaczył prof. Śleszyński.

Jak wyliczył prof. Śleszyński, do kosztów wywołanych niekontrolowaną urbanizacją należy zaliczyć też koszty dojazdów do pracy. (fot. PTWP)
Jak wyliczył prof. Śleszyński, do kosztów wywołanych niekontrolowaną urbanizacją należy zaliczyć też koszty dojazdów do pracy. (fot. PTWP)

Jego zdaniem rozpraszanie zabudowy w Polsce jest wynikiem silnej nadpodaży terenów mieszkaniowych w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, na których mogłoby zamieszkać nawet 60 mln osób. Tymczasem pokrycie kraju tymi dokumentami planistycznymi gmin wynosi niecałe 30 proc. powierzchni.

Na pozostałym obszarze buduje się na podstawie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu (tzw. wuzetkach), które - w ocenie naukowca - w jeszcze większym stopniu co wadliwe plany miejscowe, przyczyniają się do chaotycznego rozwoju osadnictwa.

Jak wyliczył prof. Śleszyński, do kosztów wywołanych niekontrolowaną urbanizacją należy zaliczyć też koszty dojazdów do pracy, które z odległości powyżej 5 km generują około 30 mld zł dodatkowych nakładów rocznie.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE