Ruszy kolejna fala inwestycji drogowych?

Wiosną 2014 r. może ruszyć kolejna fala inwestycji drogowych. Czy inwestor publiczny i budowlańcy wyciągnęli wnioski z negatywnych doświadczeń ostatnich lat?
Ruszy kolejna fala inwestycji drogowych?

Dzięki wsparciu w postaci unijnych środków Polska systematycznie odrabia infrastrukturalne zaległości. Obecnie kierowcy mają do dyspozycji ok. 1,4 tys. km autostrad oraz 1,2 tys. km dróg ekspresowych. W 2020 r. sieć szybkich tras ma liczyć już ok. 2 tys. km autostrad i 3,3 tys. km ekspresówek.

Założenia budżetu unijnego na lata 2014-20 przewidują, że tylko w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko Polska otrzyma 24,2 mld euro, z czego na drogi przypadnie prawie połowa tej kwoty.

GDDKiA ogłosiła już przetargi na budowę ok. 40 odcinków dróg ekspresowych w ramach nowej perspektywy finansowania z UE. W branży budowlanej ożywają nadzieje na kilka lat zasobnego w zlecenia rynku.

Od marzeń do upadku

Żaden inny sektor budownictwa nie napędza w takim stopniu koniunktury jak drogownictwo. Rok 2012, gdy finiszowano już z większością inwestycji, przyniósł spadek produkcji budowlano- montażowej o prawie 4 proc. Tymczasem po trzech kwartałach 2013 r. rynek skurczył się o ponad 15 proc. i do końca tego roku nie ma już szans na znaczącą poprawę tego wyniku.

Czytaj też: Nasza zima zła. I coraz droższa

Z drugiej strony na przesadny optymizm nie pozwala wspomnienie wydarzeń właśnie z 2012 r., w którym doszło do gwałtownego przesilenia w polskim budownictwie. Okazało się, że ogromny zastrzyk pieniędzy nie musi oznaczać dynamicznego rozwoju, a wręcz przeciwnie - może doprowadzić do poważnych problemów, a nawet destrukcji.

Szeroko otwarty rynek doprowadził do wojny cenowej, a następnie galopujące ceny materiałów sprawiły, że kontrakty obliczone na niewielkie zyski zaczęły przynosić potężne straty.

Efektem była seria spektakularnych upadłości na czele z takim krajowym potentatem jak PBG i całym szeregiem jego spółek zależnych. Przed podobnym losem Polimex-Mostostal uchroniła interwencja kapitałowa rządowej Agencji Rozwoju Przemysłu.

- Wydaje nam się, że w ostatnich latach inwestor publiczny oraz wykonawcy trochę się już nauczyli i nie dojdzie znów do takiej wojny cenowej - mówi Dariusz Grzeszczak, członek zarządu Erbudu. -Przed pięcioma laty, widząc, jaka sytuacja panuje na tym rynku, postanowiliśmy odpuścić.

Po ubiegłorocznej "drogowej apokalipsie" GDDKiA zapowiedziała, że wprowadzi szereg zmian w nowych przetargach, które zmniejszą ryzyko po stronie wykonawców, a w efekcie zabezpieczą też samego zamawiającego.

Często zapomina się przecież, że upadające spółki czy opóźnione inwestycje to nie tylko duży problem dla branży budowlanej. To także wymierne straty dla budżetu państwa, gdyż później oddany do użytku odcinek autostrady czy drogi ekspresowej oznacza, że nowa trasa później zacznie na siebie zarabiać i wzmacniać krajową gospodarkę. Zarówno pośrednio, poprzez poprawę stanu infrastruktury i skrócenie czasów przejazdu, jak i bezpośrednio - z poboru opłat od kierowców.

To drugie jest szczególnie istotne, gdyż każdy kilometr nowej drogi to w przyszłości także koszty jej utrzymania.

W skrajnych przypadkach poślizg na placu budowy może skutkować utratą unijnego dofinansowania.

Choć do rozliczenia obecnej perspektywy finansowej budżetu UE mamy czas do 2015 r., to chociażby zaawansowanie prac na odcinku autostrady A1 Stryków-Tuszyn, realizowanym przez konsorcjum Polimeksu- Mostostalu, może budzić w tym względzie pewne obawy.

Czytaj więcej: www.wnp.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE