Ryanair i inne linie lotnicze wykorzystują samorządy, które realizują ambicje polityczne za pieniądze podatników

  • Bartosz Dyląg
  • 28-11-2016
  • drukuj
- Czasami wysokość samorządowych dopłat jest na tyle atrakcyjna, że liniom niespecjalnie już musi zależeć na tym, czy ktoś tam lata, czy nie. Najlepszym przykładem jest Ryanair, który już połowę swoich przychodów ma nie z działalności przewozowej, tylko z rozmaitych dopłat od władz lokalnych - zauważa Adrian Furgalski, ekspert od transportu, Grupa Doradców TOR.
Ryanair i inne linie lotnicze wykorzystują samorządy, które realizują ambicje polityczne za pieniądze podatników
Na potencjał lotniska składa się przede wszystkim jego lokalizacja - uważa Adrian Furgalski. Fot. mat. prasowe

Dlaczego niektóre lotniska regionalne mają więcej regularnych połączeń, a inne mniej?

Adrian Furgalski, ekspert od transportu, Grupa Doradców TOR: – Odpowiedź jest prosta, jest to związane z tym, że jedno lotnisko rozwija się szybciej, a drugie wolniej. Na potencjał lotniska składa się przede wszystkim jego lokalizacja, a więc jaki jest potencjał gospodarczy czy turystyczny regionu, jaka jest zamożność mieszkańców, bo w ogóle liczba podróży przypadająca na mieszkańca danego kraju jest ściśle związana z poziomem i wzrostem PKB.                        

W przypadku Polski trzeba także wziąć pod uwagę emigrację zarobkową i wynikające z niej relacje rodzinne, ponieważ wymaga to regularnych kontaktów.

Proszę wyjaśnić to na przykładach.

– Decyduje przede wszystkim potrzeba. Na przykład połączenia między Polską a Wielką Brytanią powstają właśnie ze względu na pracę lub odwiedziny rodzinne. Kraków ma np. połączenia otwierane ze względu na potencjał turystyczny, Katowice – gospodarcze, a w Warszawie – jako stolicy – wchodzą w rachubę wszystkie czynniki, plus funkcja hubu, czyli centrum przesiadkowego LOT.

Jakie przykłady decyzji dotyczących otwierania złych połączeń przychodzą panu do głowy?

– Związane są one najczęściej z utrzymywaniem portów, których sam sens istnienia jest mocno wątpliwy, a połączenia utrzymywane są sztucznie. Nie szukając nawet zagranicznych relacji, to w krajowych na pewno takim przykładem będzie lotnisko w Zielonej Górze.

Czytaj też: Zielona Góra: czy potrzebne jest lotnisko w Babimoście?

Można zadać pytanie: czemu tam jest tak mało połączeń i są to loty tylko do Warszawy?

– Ponieważ nie ma tam wystarczającego potencjału ani do lotów warszawskich, ani do połączeń międzynarodowych, co jest efektem bliskości, czy portu berlińskiego czy krajowego lotniska w Poznaniu, które mają świetną ofertę.

Jeśli popatrzymy na połączenia regularne z Warszawą, to trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy one mają sens? W 32-osobowych samolotach Saab lata średnio stamtąd trzech pasażerów? Lotnisko jest utrzymywane tylko dlatego, że samorząd do tego połączenia dopłaca.

To samo mamy w innych młodych lotniskach utrzymywanych bezsensownie – np. w Radomiu, gdzie przewoźnicy są nie ze względu na potencjał, tylko ze względu na dopłaty od samorządu.

A czy to nie same linie decydują o otwieraniu połączeń?

– Część naszych portów lotniczych zbudowana została na „wariackich papierach”, motywowana ambicjami politycznymi i trzeba będzie do nich przez kilkadziesiąt lat dopłacać sporo pieniędzy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE