Tarnów chce budować spalarnię odpadów

W Tarnowie ma powstać spalarnia odpadów komunalnych, gdzie utylizowane były śmiecie także z terenu sąsiednich gmin. Koszt inwestycji to ok. 300-400 mln zł.

List intencyjny o współpracy w zakresie gospodarowania odpadami komunalnymi podpisali 4 lipca br. przedstawiciele województwa małopolskiego, miasta Tarnowa (sprawdź notowania prezydenta) oraz Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej z Tarnowa.

Wolę przystąpienia do porozumienia zadeklarowały ponadto gminy leżące w obrębie powiatów tarnowskiego, brzeskiego, bocheńskiego i dąbrowskiego.

Głównym celem współpracy jest budowa zakładu termicznej obróbki odpadów komunalnych. Szacuje się, że inwestycja ma kosztować ok. 300-400 mln zł., część pieniędzy ma być pozyskanych z funduszy europejskich.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Spalarnie pieniędzy
Gminne władze wydają tysiące złotych na bezużyteczne opracowanie naukowe
Profesor Lech Sitnik, specjalista budowy maszyn, od lat podróżuje po polskich gminach i ze zdumiewającą łatwością sprzedaje za grube pieniądze swoją bajeczną wprost receptę na pozbycie się tysi
...ęcy ton śmieci. Patent profesora do złudzenia przypomina pewne rozwiązanie zastosowane – z opłakanym rezultatem – we Włoszech i Niemczech.

„Gospodarka odpadami jest jedną z najtrudniejszych dziedzin działalności ludzkiej” – ostrzega – jakby na wszelki wypadek – opracowanie naukowe, którego autorem jest profesor Politechniki Wrocławskiej Lech Sitnik, a przedmiotem – Bezskładowiskowa Strategia Gospodarki Odpadami, zwana też Ekomix. Skrótowo rzecz ujmując (szerzej w ramce) profesor proponuje wszystkie możliwe odpady hurtem wkładać do gigantycznego pieca i nie tyle unicestwiać, ile przekształcać w pożyteczne gazy, granulaty, a nawet odzyskiwać sól kuchenną i siarkę.

Władze samorządowe płacą więc za Strategię nawet 80 tys. zł wcale nie dlatego, że jest ona bardzo skomplikowana, przeciwnie – wydaje się im genialnie prosta. Wierzą, że dzięki Strategii raz na zawsze uporają się z nierozwiązywalnym dotąd problemem nie tylko zwykłych śmieci komunalnych, ale również złomu, szmat, akumulatorów, odpadów szpitalnych, osadów z oczyszczalni ścieków, szlamów ze zbiorników paliw, padłej trzody, a nawet gnojowicy. I to bez uciążliwej selekcji odpadów, na którą tak naciska Unia Europejska.

Najpierw seminarium

Peregrynacje profesora Sitnika, który naukowo nie jest związany z technologiami zagospodarowania odpadów, ale pracuje w Instytucie Konstrukcji i Eksploatacji Maszyn Politechniki Wrocławskiej (jednocześnie jest prezesem Fundacji Proeko, zajmującej się m.in. pracami badawczo-wdrożeniowym w dziedzinie odpadów), choć pozornie chaotyczne, mają pewną logikę. Z reguły wybiera miasta i miasteczka znajdujące się w pobliżu większych aglomeracji: Zgierz (Łódź), Pruszków, Łomianki, Piaseczno, Łowicz (Warszawa), Kępno (Wrocław), Jędrzejów (Kraków). Był też w Kaliszu i Białymstoku.

Najpierw w gronie władz samorządowych bez rozgłosu odbywa się seminarium poświęcone Strategii. Autorytet naukowca nie dopuszcza wątpliwości. – To jest tak bezpieczny zakład, że gdyby było miejsce, postawilibyśmy go na rynku. Nie ma żadnych wyziewów, wycieków, komina – tak profesor próbował w lipcu 2000 r. oczarować pomysłem lokalne media w Kępnie. Spotkanie odbywało się w gabinecie już wcześniej oczarowanego burmistrza Piotra Psikusa.

W gminie Łomianki burmistrza Łucjana Sokołowskiego i radnych profesor przekonał bez udziału prasy. Błyskawicznie, bez jakichkolwiek konsultacji, zaowocowało to umową na kwotę 75 tys. zł za „Opracowanie założeń strategii Ekomix dla jej wdrożenia w Gminie Łomianki”. Pierwsza rata wynagrodzenia profesora w kwocie 40 tys. zł została przekazana w 14 dni po podpisaniu umowy. Zanim ktokolwiek zobaczył opracowanie.

Jeszcze silniej czary podziałały w Jędrzejowie. Tu nie tylko zamówiono opracowanie za 80 tys. zł, ale także powołano Międzygminny Związek Ekologia i dwie spółki Eko-Ester i Eko-Operator. Pierwsza ma się starać o kredyty i dotacje, druga, którą będzie reprezentować prof. Sitnik, zajmie się obsługą zakładu.

Samorządowcy – jak widać – wszędzie pomysłem inwestycji byli zachwyceni. Gminy, miasta, powiaty zyskają wreszcie upragnione dochody, zmniejszy się bezrobocie, okoliczni rolnicy na nowych traktorach ruszą w pola rzepaku (składnik bardzo potrzebny w proponowanej przez profesora technologii – patrz ramka), rozwinie się infrastruktura, bo przecież ciężarówki będą dowozić wsad z bliższej i dalszej okolicy. Do Łomianek pojazdy z odpadami wjeżdżałyby co 14 minut. W opracowaniu przedstawione są tego typu szczegóły oraz sugestie przebudowy, a nawet budowy nowej infrastruktury drogowej.

Pieniądze da Unia

Władze samorządowe bez cienia wątpliwości przełykały wiadomość, ile to wszystko miałoby kosztować. W gminie Łomianki, gdzie instalacja przerabiałaby 200 tys. ton odpadów rocznie (śmieci łomiankowskie stanowiłyby zaledwie 3 proc. wsadu do genialnego pieca), koszt inwestycji oszacowano na 292 mln zł i to bez obsługi kredytu. To blisko dziesięcioletni budżet gminy. W Jędrzejowie koszt przedsięwzięcia wyniósłby 389 mln zł. W Kępnie kwoty dochodziły do 500 mln zł.

Pieniądze miałyby spłynąć z Unii Europejskiej; profesor w swoich opracowaniach żongluje nazwami i pojęciami: ISPA, PHARE, SAPARD, dotacje, kredyty umarzalne. Nam jednak powiedział, że środki aż w 70 proc. pochodziłyby z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, którego przyrzeczenie w tym względzie już uzyskał. Rzeczniczka NFOŚiGW Jolanta Czudak-Kiersz wyraziła jednak zdziwienie, ponieważ NFOŚiGW jakiekolwiek dotacje przydziela dopiero na konkretną inwestycję po przedłożeniu dokładnych planów.

Żadnych wątpliwości samorządowców nie budził też fakt, iż genialny pomysł profesora nigdzie dotychczas nie został zrealizowany.

Szwajcar był pierwszy, Niemcy w to wdepnęli

Profesor Sitnik, choć uważa Ekomix za swój autorski pomysł, nie dostanie za niego Nobla, ponieważ ten sposób utylizacji odpadów wymyślił ktoś inny. Co prawda wsad rzepakowy jest pomysłem własnym, jednak cała reszta to spędzająca sen z powiek ekologom i niektórym prokuratorom technologia (a zarazem firma) znana na świecie pod nazwą Thermoselect. Opracował ją na początku lat 90. szwajcarski inżynier Günther Kiss.

Swój pierwszy eksperymentalny zakład Szwajcar otworzył bez jakichkolwiek zezwoleń we Włoszech w Villadossla. Po interwencji mieszkańców, zaniepokojonych emisjami z instalacji, zakład został zamknięty. Ale Kiss był uparty i w ciągu dwóch lat zbudował w Verbani nad Lago Maggiore dwie kolejne instalacje. W jednej doszło do poważnej eksplozji, w drugim zakładzie gromadzone były niebezpieczne odpady. Kiss został skazany na 11 miesięcy pozbawienia wolności za fałszowanie dokumentów i naruszanie przepisów ochrony środowiska. Thermoselect był już wtedy kontrolowany przez firmę Rheticus, zarejestrowaną w Liechtensteinie.

W 1993 r. dyrektor departamentu ochrony powietrza włoskiego ministerstwa ochrony środowiska Corrado Clini, wydał decyzję, na mocy której zakład Thermoselectu w Verbani otrzymał status zakładu energetycznego i został zwolniony z przestrzegania przepisów ochrony środowiska dotyczących spalania odpadów. Jednak kolejne wybuchy w instalacji, nielegalne składowanie odpadów toksycznych, zrzuty ścieków do miejskiej kanalizacji powodowały zainteresowanie włoskiej prokuratury.

Do tego doszły dwa skandale korupcyjne w Szwajcarii. Wyszło na jaw, że w 1991 r. Kiss przekazał 800 tys. franków szwajcarskich gazecie „Il Matino”, związanej z partią Lega del Ticino, a w 1994 r. Thermoselect próbował przekupić jednego z urzędników komisji przetargowej, odpowiedzialnej za wybór technologii utylizacji odpadów dla szwajcarskiego kantonu Ticino.

Mimo wszystko Thermoselect chce podbijać świat. Stara się przekonać do inwestycji Brazylię, Argentynę, Puerto Rico, Liban i Czechy. Bez skutku. Udaje się w końcu w Niemczech.

W 1998 r. w Karlsruhe rozpoczęto prowadzoną w szybkim tempie budowę wielkiej instalacji Thermoselectu, mającej przetwarzać aż 225 tys. ton odpadów rocznie. Właścicielem licencji i operatorem zakładu został niemiecki gigant energetyczny Energie Baden-Württemberg (EnBW), którego szef Eberhard Benz uwierzył w cud i wydał na instalację 220 mln marek (patrz ramka). Cudu jednak nie było, pojawił się za to wątek korupcyjny: lokalna gazeta „Badisches Tagblatt” donosi, że firma Thermoselect w 1995 r. przekazała 100 tys. marek dotacji partii CDU, z której wywodziły się władze Karlsruhe, odpowiedzialne wówczas za wydanie decyzji o budowie spalarni.

W ciągu ostatnich dwu lat, z powodu rozlicznych awarii i nieprawdopodobnie kosztownych remontów (sama naprawa pieca 30 mln marek), niemiecka spalarnia praktycznie była nieczynna lub pracowała wyłącznie w trybie próbnym. Ledwie 4 stycznia 2002 r. otrzymała zgodę od zarządu miasta na pracę przy pełnej wydajności, już na początku lutego 2002 r. została znów zamknięta. Jak wyjaśniono niemieckiej prasie – tym razem przeprowadzony jest remont węzła oczyszczania spalin. Innego zdania jest Ingo Gödeke, niemiecki chemik, przyglądający się od lat nieszczęsnemu eksperymentowi: – Jestem przekonany, że znów są problemy z wymurówką ognioodporną pieca. Ciągłe remonty wynikają między innymi z tego, że ta wewnętrzna warstwa jest niszczona przez stopiony wsad. Technicy Thermoselectu sprawiają wrażenie, jakby nie mieli pojęcia o procesach chemicznych.

Według centrali Thermoselectu w Locarno spalarnia w Karlsruhe funkcjonuje normalnie.

Różne bzdury oglądano

Profesor Jerzy Wandrasz z Katedry Technologii i Urządzeń Zagospodarowania Odpadów Politechniki Śląskiej, uchodzący za czołowego polskiego znawcę nowoczesnych metod utylizacji odpadów, na pytanie o technologie Thermoselect i Ekomix nie kryje oburzenia: – Ja już różne bzdury w życiu oglądałem. Byłem w zakładzie Thermoselectu w Verbani we Włoszech. To jest przecież technologia hutnicza! Trzeba spełnić całą masę uwarunkowań. Profesorowi Sitnikowi wydaje się, że jak doda rzepaku, to się coś poprawi.

Co na temat kłopotów niemieckiej instalacji sądzi sam profesor Sitnik? – To są jakieś błędne informacje. Nie wiem, skąd je pani wzięła.

Pomimo że profesor odżegnuje się od związków z Thermoselectem i twierdzi, że jego pomysł różni się od tamtej technologii, w swoich opracowaniach naukowych publikuje zdjęcia instalacji z Karlsruhe i przynajmniej od dwóch lat organizuje do niej wyjazdy.

Dr Ryszard Szpadt z Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Wrocławskiej: – Byłem w Karlsruhe w lipcu 2000 r., w okresie, kiedy instalacja była w fazie rozruchu. Wyjazd organizował pan Sitnik; pracował w zespole, którym kierowałem. Zadaniem zespołu była ocena różnych instalacji europejskich do termicznego przekształcania odpadów. Prof. Sitnik wycofał się z prac naszego zespołu. Być może dlatego, że nie podzielaliśmy jego entuzjastycznych opinii odnośnie Thermoselectu i nie przedstawiliśmy tej instalacji jako przydatnej do zastosowania w warunkach polskich.

Na początku lipca 2001 r. profesor Sitnik zabrał kolejną grupę, między innymi samorządowców, na wycieczkę do Niemiec. Najpierw grupa zwiedziła będącą wciąż w budowie, a właściwie zatrzymaną budowę instalacji Thermoselectu w bawarskim Ansbach i następnie, dokładnie 6 lipca – w dniu wznowienia pracy instalacji w trybie próbnym – dotarła do Karlsruhe.

– Tam wychodzi tlen czystszy niż tlen z powietrza – oznajmił potem jeden z łomiankowskich radnych wciąż oszołomiony tym, co ujrzał w Niemczech. Działo się to podczas zebrania komisji, na której wiceburmistrz Łomianek Jerzy Raczek referował wrażenia z wyprawy. Radni nie zostali poinformowani, że w przytomności wycieczkowiczów z Polski spalarnia nie spalała odpadów, tylko chodziła na próbę. Nie przekazano im również żadnych danych o dotychczasowej pracy instalacji.

Radni z Kępna wrócili z Niemiec równie zachwyceni jak łomiankowscy. Dr Tadeusz Pająk z Katedry Maszyn i Urządzeń Energetycznych Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki Krakowskiej AGH był obecny na spotkaniu zarządu i rady Kępna i prezentował swoje stanowisko w kwestii Thermoselectu i idei prof. Sitnika. Do samorządowców nic nie docierało. – Życzę tej technologii jak najlepiej – mówił i podczas tamtego spotkania, i teraz dr Pająk. – Niemniej jestem bardzo sceptyczny, głównie co do energetycznej efektywności tej instalacji. Krajowe i wspólnotowe rozporządzenia wymagają dodatniego bilansu energetycznego. Uważam także, że technologia jest niedojrzała technicznie. Kraje takie jak Polska nie mogą sobie pozwolić, by angażować tak duże środki finansowe w rozwiązania, które nie sprawdziły się w skali przemysłowej albo których konstrukcja takie ryzyko sugeruje.

Zabronić nie można

Upór radnych Kępna to nic w porównaniu z podkrakowskim Jędrzejowem. Gdy pomysł spalarni dotarł do wiadomości mieszkańców, rozpoczęły się protesty. Ale Międzygminny Związek Ekologia nie został w końcu powołany na darmo i wytypował nową lokalizację. Sąsiedniej gminie Moskorzew przedstawiono świetlaną przyszłość w cieniu spalarni. Zagraniczni goście, hotel, zatrudnienie. Rada gminy podjęła uchwałę o przekazaniu gruntu pod inwestycję, ale po protestach mieszkańców uchwałę odwołano.

Międzygminny Związek Ekologia wciąż więc szuka. – To jest przecież jego zadanie statutowe – mówi lekko zakłopotany Leszek Kapcia, nowy burmistrz Jędrzejowa i jednocześnie prezes Związku Ekologia. Pracuje dopiero cztery tygodnie i nie bardzo orientuje się w temacie.

– To jest o tyle kuszący pomysł, że nie wiąże się z komplikacjami typu selekcja. Tam może trafić wszystko – przekonuje wiceburmistrz Jędrzejowa Waldemar Woźniak. Za miesiąc lub dwa rozstrzygną, czy kontynuują temat. A te 80 tys. wydane na opracowanie? To w końcu problem starostwa powiatowego. Oni zapłacili.

Burmistrz Łomianek Łucjan Sokołowski, pytany o sens wydania pieniędzy na Strategię, odpowiada: – Zadaniem wspólnoty samorządowej jest poszukiwanie nowych rozwiązań i wiedzy. Takie zadanie zostało uwzględnione w budżecie gminy i zostało wykonane. Dzięki temu wiemy, że instalacja w Karlsruhe działa i nic się w niej złego nie dzieje.

W Kępnie, które wydało – według burmistrza Piotra Psikusa – tylko 30 tys., sprawa przycichła. – Nie wierzę, że nie wróci – mówi Jan Sienkiewicz, rzecznik Kępińskiej Izby Gospodarczej, który twierdzi, że gdyby doszło do realizacji pomysłu, Kępno dopłaci jeszcze 50 tys. zł.

Co na to wszystko Ministerstwo Środowiska? – Ministerstwo jest zainteresowane nowymi technologiami utylizacji odpadów, ale problemem jest strona finansowa takiego przedsięwzięcia. Nie możemy udowodnić, że taka technologia – jak proponowana przez prof. Sitnika – nie działa. Nie możemy tego zabronić. Gmina może budować, co chce – mówi Bartosz Zambrzycki z Departamentu Inwestycji i Rozwoju Technologii Ministerstwa.

Ja się nie boję

– Nie znam nowych pomysłów pana Sitnika. Myślę, że nie ma on doświadczenia w gospodarce odpadami, ale próbuje zrobić biznes, gdyż ta dziedzina ma szanse rozwoju w przeciwieństwie do tej, którą on reprezentuje – uważa dr Ryszard Szpadt.

Krytycy profesora nie mają wątpliwości, że jeśli jest on autorem jakiegoś patentu, to raczej biznesowego. Pozostaje tylko pytanie: czy profesor działa w pojedynkę, czy w porozumieniu z firmą Thermoselect? Oto odpowiedź, jaką otrzymaliśmy z centrali Thermoselectu w Locarno, podpisana przez Gudulę Freytag: „Profesor Sitnik reprezentuje firmę Ekodiag, która proponuje utylizację odpadów metodą Thermoselectu w Polsce. I w tym charakterze odwiedza instalację w Karlsruhe”.

Firma Ekodiag ma siedzibę we Wrocławiu i jest oficjalnym przedstawicielem Thermoselectu w Polsce. Jej prezesem jest prof. Piotr Wrzecioniarz, kolega prof. Sitnika z tego samego instytutu. Nie może ukryć zdenerwowania: – Ależ firma Ekodiag nie ma nic wspólnego z wycieczkami organizowanymi przez prof. Sitnika. Wycieczki organizuje Fundacja Proeko i prof. Sitnik na własną rękę. Co więcej, prof. Wrzecioniarz twierdzi, że nie ma pojęcia o sprzedaży opracowań reklamujących technologię Ekomix polskim gminom, choć – jak utrzymuje – jest ona wspólnym dziełem obu panów profesorów: Wrzecioniarza i Sitnika.

Tymczasem prof. Sitnik twierdzi, że w trzech, może czterech gminach ma już podjęte uchwały o przystąpieniu do inwestycji. Są teraz na etapie wydawania wstępnych pozwoleń i warunków zabudowy. Które to gminy?

– Nie chcę podawać nazw – mówi. Bo obawia się protestów? – Tu nie ma co protestować. Może boi się kłopotów podobnych do tych w Karlsruhe? – Nie boję się – profesor ucina rozmowę.

Joanna Onoszko-Krośkiewicz

Hurtem do pieca
Co proponuje prof. Sitnik (patrz też schemat)

Zapakowane hurtem do pieca odpady zostaną sprasowane, odgazowane, wysuszone i podgrzane do temperatury 600oC. Substraty organiczne na tym etapie ulegną zwęgleniu. Następnie przetłoczy się je do wysokotemperaturowego reaktora, do którego dozowany byłby czysty tlen. Reakcje egzotermiczne dostarczą takiej ilości ciepła, że temperatura w reaktorze osiągnie 2000oC. Węgiel zamieni się w gaz, a reszta stopi się i spłynie do basenu, gdzie zestali się w dwa rodzaje granulatu: metaliczny i ceramiczny. Gaz przemieści się ku górze reaktora, tam będzie szokowo schładzany i wielostopniowo oczyszczany. Z tego gazu otrzymamy na dodatek metanol. Granulat ceramiczny posłuży do produkcji betonu. Poza tym w procesie powstanie sól kuchenna, siarka i woda.

Dodatkowo rozwiązane będą wszelkie problemy polskiego rolnictwa. Jak Polska długa i szeroka, zasiany zostanie rzepak, ponieważ 80 proc. przerabianego w instalacji wsadu ma stanowić słoma rzepakowa. Natomiast z ziarna rzepakowego będzie w specjalnej dodatkowej instalacji tłoczony olej, który posłuży do produkcji paliwa.

Kłopoty w Karlsruhe
Po 6 tys. godzin pracy instalacji w Karlsruhe przy niepełnym obciążeniu przepaliła się ognioodporna wymurówka pieca, chociaż Thermoselect dawał gwarancję na co najmniej 16 tys. godzin. Od 1999 r. do końca 2000 r. spalono tu trzecią część tego, co zakładano. Nigdy nie przekroczono 70 proc. maksymalnej wydajności pieca i 4 godzin nieprzerwanej pracy.

Ciągle coś szwankuje. Dźwigi, odpływ żużlu. Pompa eksplodowała. Przede wszystkim jednak dokonane podczas awaryjnego trybu pracy instalacji pomiary emisji toksycznych pyłów, dioksyn i furanów wykazują przekroczenie wszelkich dopuszczalnych norm w gazach odlotowych opuszczających komin. Według niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” (25 września 2000 r.) istnieje podejrzenie, że przy kominie głównym spaliny są rozcieńczane.

- UWAGA - bedziemy mieli niebawem w kazdej gminie spalarnie !!!!!
Bo zamiast racjonalnej Zintegrowanej Gospoadarki Odpadami na szczeblu regionalnym, tak by sie ten interes opacal, zacznie sie gaszenie pozarow i kazdy polak / samorzadowiec i w tym przypadku bedzie znawca - a tylko Zintegrowana Gospodarka - tak owszem w tym jest miejsce dla termicznego przetwarzania, ale to jest najdrozsze - a w strumieniu odpadow jest 38 - 42 % masy biodegradowalnej z ktora mozna sobie w dzisiejszych czasach poradzic przy udziale firm posiadajacych te technologie - jak biocrude technnology z kanady - nawet finsnujac instalacje i operacje w 100 % ach - tyle, ze jako ze nie jest to dotacja, wiec nie ma za duzo "na rozkurz", ale jesli sa tacy co uslysza ten glos, zapraszamy do kontaktu:
tadejurkiewicz@hotmail.com
32 209 44 56
600 209 893




rozwiń

biocrudepolska, 2011-07-07 06:04:51 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE