Wały i zbiorniki retencyjne nie uchronią nas przed powodzią

  • Tomasz Elżbieciak
  • 16-08-2010
  • drukuj
Przed powtórką z Bogatyni nie uda nam się zabezpieczyć infrastrukturą. - Nie wyobrażam sobie budowy ogromnych wałów i zbiorników, które wypełnią się raz na 100 lat - twierdzi hydrolog z Uniwersytetu Śląskiego, dr Damian Absalon.
Wały i zbiorniki retencyjne nie uchronią nas przed powodzią

Przed takimi sytuacjami jak w Bogatyni nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć się infrastrukturą. Nie wyobrażam sobie budowy ogromnych wałów przeciwpowodziowych i zbiorników, które wypełnią się raz na 100 lat. To z ekonomicznego punktu widzenia niedopuszczalne - mówi portalowi hydrolog z Uniwersytetu Śląskiego, dr Damian Absalon.

Jego zdaniem, błędem jest szukanie zabezpieczenia przed powodziami tylko w budowie wałów rzecznych oraz dużych zbiorników retencyjnych. Obecna infrastruktura mogłaby wystarczyć, gdyby więcej uwagi poświęcano tzw. retencyjnemu przysposobieniu zlewni, czyli przystosowaniu terenu do racjonalnego obiegu wody oraz wykorzystania jej potencjału.

- Przed tego typu sytuacjami jak w Bogatyni nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć infrastrukturą. Nie wyobrażam sobie budowy ogromnych wałów przeciwpowodziowych i zbiorników, które wypełnią się może raz na 100 lat. To z ekonomicznego punktu widzenia niedopuszczalne - tłumaczył dr Absalon.

W jego opinii lepsze efekty mogłoby przynieść właśnie racjonalny obieg wody, na który powinno się złożyć kilka elementów.

Pierwszy z nich powinien dotyczyć infiltracji wody, czyli jej wsiąkaniu w podłoże, które w miastach często utrudniają m.in. duże parkingi lub place. Woda z dużych i nieprzepuszczalnych powierzchni jest odprowadzana kanalizacją deszczową do najbliższego potoku - nieprzygotowanego na przyjęcie dużej ilości wody w małym czasie. Tutaj receptą może być pozostawianie na tego typu obiektach większej ilości powierzchni, która jest w stanie przyjąć wodę.

W minimalizowaniu skutków powodzi mogłoby też pomóc budowanie lub odtworzenie małych zbiorników retencyjnych o powierzchni do kilku hektarów, które w przeszłości służyły m.in. do napędzania młynów wodnych. Ich realizacja, ze względu na stosunkowo małe rozmiary, nie niosłaby ze sobą potrzeby wypełnienia tylu formalności, co przy budowie dużych zbiorników. Mniejsza byłyby też skala negatywnych skutków społecznych, m.in. przesiedlenia mieszkańców.

Ostatni element takiego systemu miałby ograniczyć szybki spływ wody. W tym celu należałoby przyjrzeć się temu, w jaki sposób odprowadzana jest woda z infrastruktury drogowej, ponieważ często zasila ona inne cieki wodne. W ograniczeniu tego impulsu powodziowego mogłyby pomoc rozprowadzenie wody w sąsiedztwie drogi lub wybudowanie tam zbiorników.

- Te rozwiązania mogłyby pomóc w ograniczeniu wielkich inwestycji w infrastrukturę przeciwpowodziową, a przy tym dałyby efekt na poziomie lokalnym. Obserwowane przez nas ostatnio zjawiska to typowe lokalne powodzie, wynikające z opadów o tzw. charakterze nawalnym. Ocieplanie klimatu nie ma tu nic do rzeczy, bo one zdarzały się również w przyszłości. Kwestią dyskusji jest tylko to, czy są intensywniejsze niż kiedyś - wskazał hydrolog.

- Nie ma szans na to, aby obwałować całe rzeki. Cały świat już od tego odchodzi. W Niemczech, po powodzi na Łabie w 2003 r., wręcz zwiększono powierzchnie przeznaczone do zalewania. Taki system polderów częściowo działa też na górnej Odrze - mówił Absalon.

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

Nie róbmy nic, Nie będzie nic. Tak niech za latem minie lato, Potem Komunę obwińmy za to.

Eterno Vagabundo, 2010-08-17 18:34:25 odpowiedz

Moze postawic krzyze ? Na pewno powodz sie na tym zatrzyma.

error, 2010-08-16 15:37:43 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE