Zamieszanie z atrakcyjną działką w Gdyni

Sprawa zwrotu działki na Kamiennej Górze w Gdyni, wywłaszczonej pod budowę parkingu, będzie ponownie rozpatrzona przez władze miasta. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował tak w piątek, gdy okazało się, że nie wiadomo, o który grunt faktycznie chodzi.
Zamieszanie z atrakcyjną działką w Gdyni

Sprawa sięga 1970 r., kiedy działkę w okolicach punktu widokowego na Kamiennej Górze i plaży wywłaszczono pod budowę parkingu. Miejsce jest bardzo atrakcyjne.

W 2008 r. spadkobierczyni właścicieli tej działki wystąpiła o jej zwrot. Powoływała się na przepisy, zgodnie z którymi wywłaszczona nieruchomość ma być zwrócona, jeśli w ciągu siedmiu lat nie rozpoczęto prac związanych z realizacją celu wywłaszczenia lub pomimo upływu dziesięciu lat cel ten nie został zrealizowany. Kobieta wskazała, że wprawdzie na działce parkują samochody, ale wszelka infrastruktura z tym związana, czyli ogrodzenie i utwardzenie nawierzchni, powstała dopiero w 1989 r.

Prezydent miasta odmówił zwrotu działki - stwierdził, że cel został zrealizowany. Jako dowód wskazał dawny plan zagospodarowania terenu i dokumenty, w których zakładano realizację inwestycji do końca 1971 r., a także artykuły prasowe z lat 1971-1972, w których pisano o rozpoczęciu prac, a potem o wykonaniu parkingu.

Spadkobierczyni złożyła odwołanie do wojewody pomorskiego, ale ten - korzystając z tych samych dokumentów, co prezydent - potwierdził, że cel wywłaszczenia został zrealizowany w trzy lata od wywłaszczenia, więc nie ma podstaw do zwrotu.

Kobieta zaskarżyła decyzję wojewody do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku. W skardze napisała, że artykuły prasowe dotyczą innej działki i innego parkingu, znajdujących się w pobliżu jej terenu. Podkreśliła, że ani prezydent, ani wojewoda nie wyjaśnili sprzeczności ich dowodów z dowodami, które ona przedstawiła.

Gdański sąd uznał jej skargę za zasadną. Stwierdził, że urzędy muszą w sposób wyczerpujący zebrać i rozpatrzyć cały materiał dowodowy. Tymczasem z dokumentów urzędowych nie wynika, czy faktycznie i kiedy doszło do rozpoczęcia robót na działce i czy je zakończono - zauważył sąd. Z kolei z artykułów prasowych nie wynika, na której konkretnie działce miały być prowadzone roboty - stwierdził WSA.

Sąd dodał, że urzędy, ponownie badając sprawę, powinny ustalić, czy inwestycja została rozpoczęta i zakończona w odpowiednich terminach i czy wykonano ją legalnie, bo i co do tego są niejasności. Zdaniem WSA, jeśli okazałoby się, że inwestycja została przeprowadzona nielegalnie, to może to być podstawą do uznania, że cel wywłaszczenie nie został zrealizowany we właściwym czasie.

Wojewoda pomorski zaskarżył ten wyrok do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale sąd oddalił w piątek jego skargę (sygn. I OSK 1981/11). NSA zgodził się z sądem I instancji, że urzędy nie zbadały wystarczająco wszystkich okoliczności, w tym zwłaszcza tego, czy faktycznie na spornej działce został wybudowany parking.

Jednocześnie jednak NSA zastrzegł, że wszelkie dywagacje WSA, co do badania legalności inwestycji są nieprawidłowe. Nie ma też znaczenia - zdaniem NSA - czy cel wywłaszczenia został zrealizowany w odpowiednich terminach, jeśli ostatecznie i tak do tego doszło. Zdaniem NSA, jeśli cel wykonano, to nieruchomość nie okazała się zbędna i nie może być zwrócona.

Według NSA wynika to z art. 137 ustawy o gospodarce nieruchomościami, który mówi, że nieruchomość uznaje się za zbędną na cel wywłaszczenia, jeżeli pomimo upływu siedmiu lat nie rozpoczęto prac itd. Kluczowe w tym sformułowaniu jest słowo "pomimo" - podkreślił NSA i wyjaśnił, że przepis nie oznacza, że zwrot należy się zawsze po upływie ustawowego terminu. Oznacza on, że zwrot należy się, jeśli termin upłynął, a celu nadal nie zrealizowano - wyjaśnił NSA.

W tej sprawie nadal nie jest rozstrzygnięte, czy cel - budowa parkingu - został zrealizowany, czy nie i dlatego sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.