Ziemia do adopcji

  • Nowy Przemysł (Tomasz Elżbieciak, Zbigniew Konarski)
  • 23-04-2012
  • drukuj
Gdy z mapy miasta znika zakład przemysłowy, przedsiębiorcy zwykle ostrzą sobie zęby na atrakcyjne działki, a samorządowcy zastanawiają się, co zrobić z tym fantem.
Ziemia do adopcji

Niektórzy mówią o nich: miejskie ugory, trafnie definiując istotę problemu związanego z terenami zdegradowanymi przez działalność przemysłową. To rzeczywiście rozległe, martwe połacie ziemi, nieprzynoszące zysków, szpecące krajobraz.

Główny Urząd Statystyczny podaje, że w roku 2010 było w Polsce ponad 60 tys. ha gruntów zdewastowanych i porzuconych przez przemysł. Przy czym z naukowych analiz wynika, że liczba ta jest i tak zaniżona. Co więcej, zanikanie tradycyjnych gałęzi przemysłu, zwłaszcza tego ciężkiego, powoduje, że jest ich coraz więcej.

W zagospodarowaniu terenów poprzemysłowych zwykle chodzi o coś więcej – o jego rewitalizację, czyli przywrócenie do życia, nadanie mu nowej funkcji i wartości.

Spór o koncepcję

Na terenach upadłej Stoczni Szczecińskiej Nowej, gdzie zadomowiły się firmy wykorzystujące infrastrukturę „postoczniową”, praca wre, ale to nie to, czego w Szczecinie oczekują. W mieście toczy się debata nad przyszłością stoczniowych terenów. Spór dotyczy samej koncepcji. Czy dalej powinno się tam budować statki, czy też należy o tym raz na zawsze zapomnieć?

W październiku 2011 roku media ogłosiły, że likwidowana stocznia ruszy na nowo. Plan przygotowało Towarzystwo Finansowe Silesia, które rok wcześniej kupiło jej tereny od Agencji Rozwoju Przemysłu. Statki miałyby być budowane na mniej więcej jednej czwartej stoczniowych placów. Pozostałe zamierzano zrewitalizować: część zajęłyby firmy z sektora przemysłu lekkiego, resztę – kompleks rekreacyjno-biznesowy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.