• PARTNERZY PORTALU

Budżet obywatelski czyli demokracja reglamentowana

  • Andrzej Osnowski
  • 01-02-2016
  • drukuj
• Rada Miasta Mielca uchwaliła tzw. budżet obywatelski na 2016 rok. Przeznaczyła nań kwotę ok. 700 tys. zł.
• Wydatki budżetu miasta skalkulowano tymczasem na 238 mln zł.
• To stanowi zaledwie 0,3 proc. wydatków budżetowych.
Budżet obywatelski czyli demokracja reglamentowana
Rada miasta Mielca uchwaliła tzw. budżet obywatelski na 2016 rok. Przeznaczyła nań kwotę ok. 700 tys. zł. (fot.police.pl)

Rada Miasta Mielca uchwaliła tzw. budżet obywatelski na 2016 rok. Przeznaczyła nań kwotę ok. 700 tys. zł.

Wydatki budżetu miasta skalkulowano w wysokości 238 mln zł. Po stronie dochodów zapisano kwotę 192,5 mln. Wysoki deficyt opiewa na 45,5 mln. (do niego jeszcze wrócę).
700 tysięcy złotych to zaledwie 0,3 proc. (trzy dziesiąte procent) wydatków budżetowych. I tutaj rodzi się pytanie: po co ten cały zgiełk?

Przez kilka miesięcy byliśmy świadkami przepychanek między radą, jej komisjami, radnymi a prezydentem i vice versa. Powoływano ciała koordynujące, dokonywano korekt, modyfikowano harmonogram, konsultowano, wprowadzano zmiany do zmian. Wreszcie góra zrodziła mysz w postaci kadłubowego budżetu obywatelskiego.

Ze zdumieniem przecierałem uszy, gdy prominentny pracownik magistratu mówił: „ Rada wyraża wolę podzielenia się władzą dając jej drobną część samym mieszkańcom”. W tym miejscu pragnę przypomnieć, że u źródeł samorządności leży idea mieszkańców jako suwerena władztwa lokalnego.

A więc Rada łaskawie „dzieląc się cząstką władzy” zaprzecza idei samorządności.
Przed laty, kiedy rodziły się pierwsze koncepcje takiego budżetowania, sam byłem jego orędownikiem. Dzisiaj widzę, że jest to proteza, która nie wytrzyma próby czasu.

Czym w istocie jest budżet obywatelski? W pierwotnych założeniach przewidywano, że mieszkańcy miasta samodzielnie będą decydować o przeznaczeniu części miejskiego budżetu. Sami będą zgłaszać projekty do realizacji- o zasięgu ogólnomiejskim i lokalnym. W otwartym głosowaniu będą mogli wybrać, które z tych propozycji zostaną sfinansowane.

Taką koncepcję uważam za zgrabną figurę retoryczną, ale do samorządności ma się jak pięść do nosa.

Organami władzy w gminie są: rada i wójt (burmistrz, prezydent) i oni w imieniu mieszkańców sprawują pełnię władzy i nie powinni wyręczać się tzw. budżetem obywatelskim w odpowiedzialności za lokalne decyzje finansowe.

Obecnie, kiedy funkcjonują okręgi jednomandatowe, radny winien najlepiej znać potrzeby mieszkańców swojego okręgu. Wszyscy radni zasiadający w radzie są zatem wyrazicielami interesów całej lokalnej społeczności.

Na poparcie mojej tezy przywołam pełne brzmienie ustępu 1 w art. 23 ustawy o samorządzie gminnym: „Radny obowiązany jest kierować się dobrem wspólnoty samorządowej gminy. Radny utrzymuje stałą więź z mieszkańcami oraz ich organizacjami, a w szczególności przyjmuje zgłaszane przez mieszkańców gminy postulaty i przedstawia je organom gminy do rozpatrzenia, nie jest jednak związany instrukcjami wyborców”.

Jak z tego wyraźnie wynika nie ma potrzeby konstruowania wadliwych i wątpliwie potrzebnych przybudówek w postaci tzw. budżetu obywatelskiego. Sam budżet miasta jest w swej istocie budżetem obywatelskim bo radni uchwalający go są obywatelami tego miasta.

Konieczność zaangażowania pracowników magistratu do przygotowania, nadzorowania i rozliczania projektów z tzw. budżetu obywatelskiego to prosta droga do rozrostu biurokracji oraz wzrostu wydatków na jego obsługę. Obawiam się, że koszty całkowite obsługi takiego budżetu mogą przekroczyć wartość skierowanych środków. A więc efektywność jest kontrskuteczna. Czy zatem opłaca się skórka za wyprawkę?

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE