PARTNER PORTALU
  • BGK

Czy radny musi udostępnić numer telefonu? Radny z Legnicy podał go na billboardzie

  • Michał Nowak    26 lipca 2017 - 07:35
Czy radny musi udostępnić numer telefonu? Radny z Legnicy podał go na billboardzie
Jarosław Rabczenko z Legnicy chce być w kontakcie z mieszkańcami. Będzie kandydował po raz kolejny na fotel prezydenta miasta. (fot. Jarosław Rabczenko, Facebook)

Czy numer telefonu komórkowego do radnego powinien być upubliczniony? Część radnych uważa, że tak. Jeden radny opublikował nawet swoją "komórkę" na billboardach.




• Radny z Legnicy postanowił udostępnić numer swojego telefonu na billboardach, które pojawiły się w różnych punktach miasta.

• Upublicznianie przez radnych swoich numerów telefonów komórkowych nie jest jednak praktyką często stosowaną.

• Ci, którzy udostępniają swoje numery, mówią, że tak trzeba. Dzięki temu są w kontakcie z mieszkańcami, choć często komunikują się również poprzez e-mail i Facebooka.

Większość rajców nie lubi dzielić się swoimi numerami telefonów z mieszkańcami. Na stronach urzędów miejskich i w Biuletynach Informacji Publicznej ograniczają się do publikacji imienia i nazwiska, oraz służbowego adresu e-mail. Chcąc się z nimi skontaktować, trzeba zadzwonić na telefon biura rady miejskiej, co zwykle kończy się umówieniem spotkania w ratuszu, podczas dyżuru radnego.

Ale dyżury to przestarzała i nieefektywna forma kontaktu z mieszkańcami – przynajmniej z takiego założenia wyszedł radny Jarosław Rabczenko z Legnicy, szef klubu Platformy Obywatelskiej. Dlatego podał do informacji publicznej swój numer komórkowy, e-mail i stronę na Facebooku. Ale nie zrobił tego za pośrednictwem internetu czy urzędu miasta, ale poprzez reklamę outdoorową. Z początkiem lipca w mieście zawisło kilkanaście billboardów z wizerunkiem radnego i hasłem: „Porozmawiajmy o Legnicy”.

Dzwonimy więc na numer telefonu podany na billboardzie. Radny nie odbiera, ale odpisuje, że jest na spotkaniu i oddzwoni. I faktycznie, już po godzinie słowo staje się czynem.

- Zaczął pan już żałować tej akcji? – zaczepiamy radnego.

-  Absolutnie nie – odpowiada. – Swój numer podawałem już w kampanii wyborczej. W końcu nikt lepiej nie podpowie co należy zrobić w mieście niż sami jego mieszkańcy.

Przyznaje, że akcja z billboardami zachęciła ludzi do dzwonienia, ale nie jest tak, że teraz trudno opędzić się od telefonów: - To nie jest tak, że od tego momentu linia telefoniczna ciągle „grzeje”. Dzwoni po kilkanaście osób dziennie. Niekiedy ludzie dzwonią tylko po to, żeby sprawdzić czy rzeczywiście odbiorę. Inni zgłaszają rzeczy z pozoru błahe, jak nieskoszony trawnik czy dziura w jezdni. Bywają też zgłoszenia poważniejsze, kiedy trzeba się spotkać z mieszkańcami twarzą w twarz, aby na przykład przejrzeć jakieś dokumenty – tłumaczy Rabczenko.

Czytaj też: Radna musi przeprosić posłankę

Dodaje, że od początku bycia radnym używa również Facebooka, gdzie akurat aktywność jest bardzo duża zarówno po jego stronie, jak i po stronie mieszkańców. Zwraca jednak uwagę, że znaczna część społeczeństwa nie posiada kont na Facebooku, stąd pomysł, aby również rozpowszechnić swój telefon.







×
KOMENTARZE (5)

  • zpiekłarodem, 2017-08-20 06:07:37

    Radny, który ukrywa swój numer telefonu, adres internetowy i inne możliwości skontaktowania się z Nim przez wyborców, ma na pewno wiele do ukrycia przed mieszkańcami lokalnej społeczności. Albo, po prostu, nie umie kontaktować się z ludźmi słowem mówionym i pisanym. Zaś, bardzo dobrze "rozumiej...ą" się i kontaktują, lecz tylko ze "swoimi" wyborcami i innymi mocodawcami. To są przeważnie drobni cwaniacy, którzy zostali wybrani przez kolesiów + rodzinkę lub "z urzędu" jako szefowie różnych firm zatrudniających wielu pracowników albo dotychczasowi urzędnicy wysokiego szczebla i ludzie tam zatrudnieni głosują na nich nawet ze strachu w obawie przed zwolnieniem. Zwykły "śmiertelnik" zamieszkały w gminie czy mieście, szczególnie powiatowym, nie ma po prostu szans się przebić przez PRL-owską ordynację wyborczą i inne warunki aby zostać radnym. Jeżeli jednak ktoś taki "przebije" się przez ten pancerz układów i układzików, na dłuższą metę nie wytrzyma, bo zostanie zaszczuty przez różne pomówienia i intrygi. Chyba, że da się "ułożyć" wobec wójta, burmistrza czy prezydenta miasta i będzie "działał" na "ich" kiwnięcie palca. To, taka Polska "rzeczywistość", czyli "piekiełko".  rozwiń
  • Janina 5, 2017-08-01 05:38:02

    Znam pana radnego jeszcze z kampanii wyborczej i uważam ,że jest to człowiek szczery i godny zaufania, po to dał ten telefon by współpracować z mieszkańcami Legnicy, rozwiązywać problemy i bolączki, na pewno zagłosuję na niego gdyż w ratuszu potrzebna jest młodość a nie stereotyp.
  • Michał, 2017-07-31 18:33:25

    Do Mieszkaniec lca: Typowa legnicka maruda. Wszystko źle, wszyscy głupi a ja taki mądry