PARTNER PORTALU
  • BGK

Jarocin Festiwal to "jakość z najwyższej półki. Trudno będzie dorównać jej nawet tym, którzy robią największe festiwale"

  • Bartosz Dyląg, AW    21 czerwca 2016 - 13:11
Jarocin Festiwal to "jakość z najwyższej półki. Trudno będzie dorównać jej nawet tym, którzy robią największe festiwale"
Festiwal w Jarocinie to dla miasta szansa, ale też duże obciążenie – mówi burmistrz Jarocina Adam Pawlicki. Fot. jarocin.policja.gov.pl

– Mieszkańcy w prawie 90 proc. utożsamiają się z tym festiwalem. Większość z nich od zawsze go pamięta. Festiwal cały czas jest marką promocyjną numer jeden dla Jarocina – mówi burmistrz Jarocina Adam Pawlicki, dodając, że promocja gmin nie może być jak dmuchany balon.




Slayer, The Prodigy, Five Finger Death Punch, D.O.A., TSA, Farben Lehre, Oberschlesien, Acid Drinkers, Luxtorpeda, Koniec Świata, Kabanos, Sweet Noise, Kobranocka, Hunter, Scream Maker oraz Ga-Ga/Zielone Żabki, Red Electrick, Drivealone i Katarzyna Nosowska (w projekcie Nowsza Aleksandria) oraz Bluee Deep Shorts. Chyba łatwo jest promować Jarocin poprzez festiwal?

Adam Pawlicki, burmistrz Jarocina: – Nie jest łatwo, bo to jest i szansa, i duże obciążenie. Jest to pewien gorset, który obliguje do określonych rzeczy. Przypomnę, że tuż po nieszczęsnym momencie na początku lat 90., kiedy podjęto decyzję, że festiwal ma się nie odbywać, zorientowano się, że to był fatalny błąd, potem próbowano bodaj dwa razy coś zrobić w formie festiwalu i niestety, nie udało się to.

Dopiero w 2005 roku zrobiliśmy coś w rodzaju przypomnienia festiwalu i na szczęście od tego czasu wypracowuje on swoją nową drogę. Dziś często się mówi: „kiedyś było inaczej”. Zgadza się, bo kiedyś żyliśmy w innym kraju, w PRL, gdzie była oaza wolności w Jarocinie podczas festiwalu, gdzie człowiek czuł się wolny. W tej chwili wolność mamy wszędzie. Wszędzie można grać, śpiewać, co się chce. Mamy zupełnie inne warunki. W tej chwili festiwal w Jarocinie szuka swojego miejsca.

Ten rok ma być przełomowy dla festiwalu.

– Zgadza się, z kilku względów. Przede wszystkim festiwalu nie organizuje już państwo ani żadna instytucja rządowa, tylko firma prywatna, z którą gmina podpisuje umowę. Byłem na różnych festiwalach w Polsce i myślę, że jakość przeprowadzenia festiwalu w Jarocinie jest z najwyższej półki i trudno będzie dorównać jej nawet tym, którzy robią największe festiwale.

Nie przesadza pan?

– Chodzi mi o to, że tamte festiwale są wielkie, trzeba daleko wszędzie iść, pokonywać potężne przestrzenie. Tutaj wszystko jest skomasowane, przemyślane, zaplanowane. Jarocin odnajduje przede wszystkim to, co najważniejsze w festiwalu – muzykę. Odnajduje swoją formułę muzyczną, za którą uznaliśmy hard rock i heavy metal.

Myślę, że ten rok może być przełomowy, dlatego że takiego festiwalu nie ma, że takie zespoły jak Slayer, Prodigy, Five Finger Death Punch spowodują, że fani tej muzyki przyjadą do Jarocina, bo innej możliwości, innego festiwalu tej klasy, rangi nie ma.

Przełomowy także dlatego, że moim zdaniem w tym roku, biorąc pod uwagę całą historię festiwali w naszym mieście, będzie rekord frekwencji. Może się mylę, ale sprawdzimy to w drugi weekend lipca.

Z tego, co słyszę, Jarocin chwali się festiwalem.

– Oczywiście. Kiedyś nasze miasto było rozpoznawalne poprzez festiwal i fabrykę mebli. W tej chwili fabryka mebli jest mniej rozpoznawalna, natomiast festiwal cały czas jest marką numer jeden dla Jarocina, stąd też jedyne w swoim rodzaju muzeum Spichlerz Polskiego Rocka, które pokazuje historię muzyki rockowej w Polsce.

Dla władz miasta festiwal jest okazją do promocji, a dla mieszkańców?

– Mieszkańcy w prawie 90 proc. utożsamiają się z tym festiwalem. Większość z nich od zawsze go pamięta. W latach 70. były Wielkopolskie Rytmy Młodych, a później Muzyka Młodej Generacji czy Jarocin Festiwal, to jest już tak długi okres, że praktycznie prawie wszyscy mieszkańcy pamiętają, że ten festiwal był od zawsze.





REKLAMA




×
KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.