Miasta korkują się we wrześniu. Wszystko przez efekt motyla

Po wakacyjnym rozluźnieniu na drogach następuje tzw. "korkowy efekt motyla”. Polega on na tym, że nawet niewielkie zwiększenie liczby samochodów powyżej standardowej wielkości owocuje zmniejszeniem prędkości jazdy. Jak to wygląda w naszych miastach?
Miasta korkują się we wrześniu. Wszystko przez efekt motyla
Jako że przepustowość ulic zależy od natężenia ruchu, po przekroczeniu pewnego progu zaczyna dramatycznie spadać (fot.pixabay)

 • Z początkiem września kierowcy w największych miastach znów muszą odstać swoje w korkach.

• Pokonanie ulic w godzinach szczytu może zajmować nawet 60 proc. czasu więcej niż zwykle.

• Wrzesień co roku przynosi takie zmiany, bo to tzw. "korkowy efekt motyla”.

Jako że przepustowość ulic zależy od natężenia ruchu, po przekroczeniu pewnego progu zaczyna dramatycznie spadać. Dzieje się tak również z powodu wzrostu liczby sytuacji drogowych powodujących utrudnienia (wymuszone zwolnienia na skrzyżowaniach, „zapchane” lewoskręty itp.). Oczywiście po kilku dniach sytuacja się normuje. Kolejny taki efekt zobaczymy np. w październiku, gdy na uczelnie wrócą studenci.

Jak wynika z analiz NaviExpert, każde z polskich miast ma swoją specyfikę, jednak analizując zeszłoroczne dane można założyć, że podobnie jest i w tym roku.

Kraków - średnio 8, czasem 15 min więcej

„Najrówniejsze” wyniki prezentował Kraków. Zarówno w szczycie porannym, jak i popołudniowym, kierowcy podróżujący na początku września po centrum spędzali w swoich autach średnio o jedną czwartą czasu więcej niż podczas podróży w tych rejonach w drugiej połowie sierpnia. Co to znaczy? Jeśli standardowo w sierpniu przykładową trasę pokonywali w 30 minut, we wrześniu musieli na nią przeznaczyć prawie 8 minut więcej. Pamiętajmy jednak, że to tylko średnia z wielu tras. Były i takie odcinki, na których czasy przejazdu wydłużyły się nawet o połowę.

Wrocław i Poznań - poranne ptaszki

Ciekawie sytuacja wyglądała także w Poznaniu. Z większymi niż zwykle korkami podróżujący po centrum kierowcy musieli się liczyć głównie rano. Średnie czasy przejazdów na analizowanych trasach wydłużyły się rok temu o blisko 20 proc. Lepiej było w szczycie popołudniowym. Między godzinami 15 a 18, kierowcy spędzali w swoich autach średnio 7 proc. więcej czasu niż zwykle. Oczywiście i w tym przypadku były trasy, które tę średnią znacznie przekraczały – nawet ponad 8-krotnie.

Podobną do poznańskiej specyfiki miał Wrocław. Także i tu większą różnicę zauważyli kierowcy podróżujący rano (15 proc. wzrost czasów przejazdów), niż popołudniami (7 proc.). W przypadku Wrocławia jednak odchylenia od średniej na najbardziej zakorkowanych odcinkach dróg nie były tak spektakularne, jak w przypadku Poznania, i w szczycie porannym dochodziły do 30 proc., a popołudniowym do 17 proc.

Warszawa i popołudniowy horror na drogach

O ile zeszłoroczne poranne podróże stołecznych kierowców po centrum nie wiązały się ze zbytnim wydłużeniem czasów przejazdów (średni wzrost o 6 proc.), tak już po południu zmiana ta była bardzo wyraźna i oznaczała konieczność spędzania w aucie średnio prawie 1/3 czasu więcej niż zwykle.

Na najbardziej zakorkowanych warszawskich trasach czasy przejazdu wydłużyły się natomiast nawet o 60 proc. względem wartości z dwóch ostatnich tygodni sierpnia.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.