PARTNER PORTALU
  • BGK

Reklama terenów inwestycyjnych – miecz, który może zranić

  • Adam Sierak    25 kwietnia 2016 - 07:48
Reklama terenów inwestycyjnych – miecz, który może zranić

Mniej lub bardziej poważne produkcje reklamowe terenów inwestycyjnych w ostatnich latach zalały internet. (fot.youtube.com)

Z terenami inwestycyjnymi, które próbują sprzedać miasta i gminy w całej Polsce, jest problem – często przez lata leżały odłogiem i nikt o nich wie. Do tego nie jest to dżem czy suplementy diety, które leżą na sklepowych półkach. Czy spot reklamowy może pomóc? Tak, ale UE nie bez przyczyny nie daje już możliwości uzyskania znacznych środków na promocję terenów inwestycyjnych.




Mniej lub bardziej poważne produkcje reklamowe terenów inwestycyjnych w ostatnich latach zalały internet, media branżowe. Wiele z nich można było obejrzeć w przerwie filmowych megahitów emitowanych w ogólnopolskich stacjach telewizyjnych. Na ile takich spotów reklamowych w ogóle zwróciliśmy jakąkolwiek uwagę? No właśnie - większość z nich przechodzi bez echa.

Dobra reklama to inwestycja na lata

Radzionków – małe miasto w województwie śląskim, które po odłączeniu się od Bytomia jest samodzielną gminą dopiero od 16 lat – na wypromowanie swoich terenów inwestycyjnych w latach 2010-2012 wydał prawie 2 miliony złotych. Spoty reklamowe stanowiły dużą część tej kwoty.

Formind – agencja, która pracowała dla miasta – zaproponowała niesztampowe podejście. Zamiast ujęć z lotu ptaka reklamowanych terenów, film o tym jak w Radzionkowie w lektyce urzędnicy noszą potencjalnego inwestora.

- Mina burmistrza Radzionkowa była bezcenna. Pierwsza kampania, która realizowaliśmy, była tuż przed wyborami samorządowymi – no i zażartował, że jak pokażemy że inwestorów noszą tu na rękach, to jego wyniosą z tego urzędu. – opowiada Maciej Leśnik, właściciel Formind.

Rok później w spocie dla tego 16 tysięcznego miasta w otoczeniu urzędników po bagnach w woderach brodził już inwestor z Azji i przez telefon krzyczał: „Stary, te urzędasy we wszystkim pomagają. Przenosimy tu cały biznes”. Na kolejnym ujęciu burmistrz Gabriel Tobor po japońsku odpowiadał: „Pewnie, bo inwestorów traktujemy po królewsku!”

- Efekt przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Środki które zainwestowaliśmy wielokrotnie się zwrócił w postaci sprzedanych gruntów - mówi Jarosław Wroński z Urzędu Miasta w Radzionkowie.

W okresie przeprowadzania kampanii, czyli w latach 2010-2012, gminie udało się sprzedać łącznie 24 działki inwestycyjne. Sprzedano również działki, które nie były objęte programem kampanii.

- Zbyt przesadzona i absurdalna reklama, którą czasami widzimy, narzuca pewne niepożądane skojarzenia, natomiast reklama inteligentna, pomysłowa, z humorem buduje rozpoznawalność i pozytywną aurę wokół promowanego produktu – dodaje Krystian Dudek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.

Płock nie chciał popłynąć

Koncepcyjnej przesady wystraszyły się władze Płocka. Jeszcze na etapie pracy nad scenariuszem spotu lokalni urzędnicy popuścili wodze fantazji.

- Pierwszy pomysł był taki, że mamy wytatuowanego mężczyznę. Widzimy tylko jego dłonie i trzymany przez niego aparat. Codziennie robi fotografię w innym miejscu i tak podróżujemy po terenach wokół Płocka. Dopiero na koniec widzimy, że to biznesmen który przyjechał podpisać z prezydentem umowę – relacjonuje Anety Pomianowskiej - Molak, z Wydziału Rozwoju i Polityki Gospodarczej Miasta.







KOMENTARZE (1)

  • ewa, 2016-04-25 16:22:34

    cenzura ma się dobrze.Ale nic wam już nie pomoże.