Spór samorząd kontra rząd to coś nadzwyczajnego? Zapytaliśmy w Czechach

  • Michał Wroński
  • 16-06-2017
  • drukuj
O współpracy transgranicznej, różnicach w ustroju samorządów, uniwersalnych problemach z władzą centralną oraz… pomyśle ograniczenia liczby kadencji rozmawiamy z Vitem Slovackiem, burmistrzem Czeskiego Cieszyna.
Spór samorząd kontra rząd to coś nadzwyczajnego? Zapytaliśmy w Czechach
Vit Slovacek, burmistrz Czeskiego Cieszyna. (fot. Michał Wroński / PTWP)

• – Polskiemu burmistrzowi mogę zazdrościć większych kompetencji, ale na pewno nie tego, że jest wybierany w bezpośrednich wyborach – mówi Vit Slovacek, burmistrz Czeskiego Cieszyna.

• – Jestem wybierany wśród radnych, czyli mam jakąś gwarancję, że przez cztery lata mam za sobą ludzi, którzy mnie wspierają. Ograniczenie liczby kadencji? To byłoby sprzeczne z demokracją – komentuje.

• – Specjalne fundusze unijne na współpracę czesko-polską ułatwiają wiele spraw, ale współpracowaliśmy jeszcze zanim te pieniądze się pojawiły i będziemy współpracować gdy już tych funduszy nie będzie – zapewnia burmistrz Slovacek.

***** 

Jak to jest być burmistrzem miasta na granicy? Czy nie jest się pod swego rodzaju presją, bo mieszkańcy zawsze mogą spojrzeć na drugą stronę granicy i powiedzieć „tamten lepiej sobie radzi od naszego”?

Myślę, że różnice nie wynikają z tego, że jest taki czy inny burmistrz. To raczej różnica między Czeską Republiką a Polską, a także różnica między ludźmi jako takimi. Po naszej stronie czasem pojawia się krytyka na zasadzie „patrzcie, ile tam jest sklepów”, „jaka tam jest oferta”. A ja zawsze na to odpowiadam, że to jest oferta tych ludzi, którzy tam sprzedają, którzy mają tam swoje sklepiki i którzy w ten sposób zarabiają na życie. Z kolei po czeskiej stronie na wyższym poziomie niż w Polsce jest system opieki socjalnej. Na pewno natomiast bycie burmistrzem miasta na granicy generuje inne wyzwania.

A czy jest coś, czego pan zazdrości polskiemu burmistrzowi?

W obu krajach system polityczny w samorządzie jest zupełnie inny. Ciężko powiedzieć, który jest lepszy. Polskiemu burmistrzowi mogę zazdrościć większych kompetencji, ale na pewno nie tego, że jest wybierany w bezpośrednich wyborach. Ja jestem wybierany wśród radnych, czyli mam jakąś gwarancję, że przez cztery lata mam za sobą ludzi, którzy mnie wspierają. W Polsce są przypadki, że burmistrz jest innej orientacji politycznej niż rada miasta, czego konsekwencją są różnego rodzaju sprzeczki między nimi. My tego nie znamy. I to na pewno jest ciekawe, że możemy sobie jako burmistrzowie tak nawzajem poskarżyć się, jak to mamy ciężko: ja po czeskiej, a on po polskiej stronie.

A jak w Czechach układają się relacje między samorządem a rządem? Czy też – jak w Polsce – strona samorządowa notorycznie skarży się na brak pieniędzy?

Ten spór nie toczy się tylko w Polsce. W Czechach również ciężko wyciągnąć pieniądze od rządu. Walka jest na co dzień, ale jakoś musimy sobie dawać radę.

Samorządy dokładają do zadań zleconych?

Rząd przesuwa powinności swoje na samorządy, natomiast nie idą za tym takie pieniądze, jakie iść powinny. Myślę, że tak jest wszędzie.

W Polsce od dłuższego już czasu toczy się – dość ostra ostatnio – dyskusja na temat możliwości ograniczenia liczby kadencji burmistrzom i prezydentom miast. Czy tego typu postulaty pojawiały się też w Czechach?

Nie, nie było u nas takiej dyskusji, co wynika właśnie z tego, że burmistrz jest wyłaniany spomiędzy radnych. Moim zdaniem natomiast, takie ograniczenie jest sprzeczne z demokracją. Jeżeli są bezpośrednie wybory burmistrza i jeśli ma on tak duże poparcie mieszkańców, że raz za razem jest wybierany, to chyba ludzie go chcą. Dlaczego powiedzieć „już nie”? W ten sposób odbieramy tym ludziom możliwość wybrania tego, którego uważają za najlepszego.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE