PARTNER PORTALU
  • BGK

Transport publiczny w miastach wojewódzkich. Gdzie najdalej do przystanku

  • pt    7 lutego 2018 - 14:25
Transport publiczny w miastach wojewódzkich. Gdzie najdalej do przystanku
W gminach sąsiadującymi z miastami wojewódzkimi średnia odległość do przystanku wynosi ponad 2 km (fot. mat. KZK GOP)

Odległy przystanek, konieczność przesiadki i kasowanie dodatkowych biletów wraz przekroczeniem granicy gminy. Tak wygląda komunikacja publiczna w wielu samorządach otaczających miasta wojewódzkie.




  1. • W gminach sąsiadującymi z miastami wojewódzkimi średnia odległość do przystanku wynosi ponad 2 km.
  2. • Ośrodek wrocławski i poznański mają najbardziej zintegrowany transport publiczny.
  3. • Częstotliwość komunikacji publicznej w wielu gminach jest niewystarczająca, aby była konkurencyjna wobec podróży samochodem.
  4. Trzeci ,,Raport o stanie polskich miast” Obserwatorium Polityki Miejskiej, inicjatywy Krajowego Instytut Polityki Przestrzennej i Mieszkalnictwa, poświęcony został zarządzaniu i współpracy w miejskich obszarach funkcjonalnych. Jego istotna część dotyczy transportu publicznego - jego dostępności i integracji.
  5. Czytaj też: Komunikacja miejska w Polsce w 2018 roku: Warszawa i Poznań wydadzą najwięcej

Niestety wnioski z raportu są mało optymistyczne. Pomimo że między miastami centralnymi a okolicznymi gminami istnieją liczne powiązania wynikające m.in. z migracji wahadłowych, czyli np. dojazdów do pracy, to wiele samorządów będących w zasięgu funkcjonalnych powiązań nie ma bezpośrednich połączeń komunikacją publiczną z miastem wojewódzkim.

 

Nawet jeśli mają, to jak zwracają uwagę autorzy, częstotliwość i czas podróży nie zachęcają do przesiadki z własnego samochodu. Życie podróżnym utrudnia również brak pełnej integracji usług transportowych. Mieszkańcy mogą jednak liczyć na zmiany.

W ostatnich latach przybywa inicjatyw podjętych przez samorządy w celu poprawy tego stanu rzeczy. Wzorem może być Poznań, który m.in. ma połączenia komunikacją publiczną ze wszystkimi okolicznymi gminami tworzącymi tamtejszy Miejski Obszar Funkcjonalny (MOF).

Odległe przystanki

Przeprowadzone badania wskazują, że w zasięgu pieszego dostępu do zbiorowego transportu publicznego, czyli przyjętego przez zespół Obserwatorium Polityki Miejskiej dystansu 640 m do przystanku autobusowego lub tramwajowego i 960 m dla przystanku kolejowego żyje nieco ponad połowa ludności w strefach zewnętrznych MOF-ów ośrodków wojewódzkich. Średnia odległość do przystanku wynosi natomiast ponad 2 km.

Zdecydowanie najlepszą dostępnością do przystanków komunikacji zbiorowej cechuje się MOF konurbacji górnośląskiej, Poznania oraz Warszawy. Ponad 60 procent mieszkańców z ich stref zewnętrznych mieszka w zasięgu przyjętego w raporcie pieszego dostępu do przystanków. 

W buforze pieszej dostępności żyje również więcej niż połowa mieszkańców stref zewnętrznych MOF Białegostoku, Łodzi i Szczecina.  W najgorszej sytuacji są mieszkańcy gmin wokół Zielonej Góry. Tam tylko co piąty mieszkaniec znajduje się w akceptowalnym buforze dostępności. Niewiele lepiej wygląda sytuacja mieszkańców strefy zewnętrznej MOF-u Bydgosko-Toruńskiego oraz MOF-u Opola. Tamtejsi mieszkańcy mają przeciętnie ponad 3 km do przystanku.







×
KOMENTARZE (3)

  • mzakrzewski, 2018-02-08 08:29:55

    Co wynika z odległości do przystanków, jeśli nic z nich nie odjeżdża? Mieszkałem w okolicy Ryk woj lubelskim. Przystanek blisko, autobus do miasta powiatowego jeden w dnie nauki szkolnej. Dojazd do województwa komunikacją zbiorową to horror. Ludzie kupują sobie transport za 2-3 tyś zł i jeżdżą. W P...RL za lokalne połączenia odpowiadał PKS, bilety były dotowane. Ludzie jeździli do pracy, do szkól. Ale kapitalizm rozwalił transport publiczny, prywatnego zbiorczego brak. Szosy zapchane komunikacyjnym badziewiem, smród/ smog, wypadki.  rozwiń
  • Lucjan, 2018-02-07 22:36:22

    Raport , który sztucznie łączy Bydgoszcz i Toruń jest nic nie warty. Fakty: Bydgoszcz ma sama 360 tys. mieszkańców a odległość między miastami to 50km.
  • w.potega@neostrada.pl, 2018-02-07 16:56:57

    No proszę, zaczynamy myśleć. Zaś Warszawa ciągle chce molocha - spalarnię budować, rękoma Chińczyków.