Dzień nauczyciela skłania do refleksji. Prezydent i nauczyciel o tym, jak modernizować szkołę

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej rozmawiamy z Januszem Kotowskim, prezydentem Ostrołęki, który przez 17 lat był nauczycielem. - Mam pełną świadomość, że moja obecna praca nie jest na stałe, nie doprowadzi mnie do emerytury. Mam plan "B" -  w dniu święta nauczycieli mówi Kotowski. Co to za plan? Powrót do zawodu nauczyciela.
Dzień nauczyciela skłania do refleksji. Prezydent i nauczyciel o tym, jak modernizować szkołę
Janusz Kotowski, prezydent Ostrołęki (fot. UM Ostrołęka)

• 14 października wypada Dzień Edukacji Narodowej. W Polsce z tej okazji świętuje ponad 600 tysięcy nauczycieli.

• O perspektywy w tym zawodzie, zamieszanie wokół zmian, sposoby zarządzania czy zarobki nauczycieli zapytaliśmy Janusza Kotowskiego, prezydenta Ostrołęki, który jest nauczycielem. 

• Przyznaje, że powrót do wykonywania tego zawodu jest dla niego planem B. Gdyby przegrał wybory samorządowe.  

*****

Jakiego przedmiotu uczył pan w szkole?

Miałem trzy specjalności. Uczyłem religii, filozofii i języka niemieckiego. W sumie jako nauczyciel pracowałem siedemnaście lat. Kawał czasu.

Jak pan wspomina te czasy?

Zawsze ze wzruszeniem i poczuciem, że był to bardzo wartościowy czas w moim życiu, jeśli chodzi o sprawy zawodowe. Nieskromnie mówiąc, zawsze miałem bardzo dobre relacje z młodymi ludźmi. Poza jednym rokiem cały czas pracowałem z młodzieżą dorastającą. Uczyłem w szkołach, kiedyś nazywanymi średnimi, później gimnazjalnymi. Teraz chyba znów można o nich mówić "średnie". 

Jak zmieniło się pana podejście do oświaty, kiedy został pan prezydentem miasta? Przeszedł pan na ciemną stronę mocy.

Jako nauczyciel miałem swoje zadanie - w 45 minut dotrzeć z pewnymi ważnymi rzeczami do młodego człowieka. Ale cała sprawa obudowy, tego jak szkoła funkcjonowała, skąd pochodziły na to pieniądze, wtedy mnie nie interesowała. Pierwsza różnica, jaką odczułem po objęciu stanowiska prezydenta, to dużo większa odpowiedzialność za oświatę. Teraz odpowiadam za cały system. Chodzi tu zarówno o to, by w szkołach działo się dobrze w sensie dydaktycznym czy wychowawczym, ale też żeby szkoła funkcjonowała jak najlepiej w systemie samorządowym. Choć odpowiedzialność zdecydowanie mi się poszerzyła, to nie znaczy, że jest ona ważniejsza niż kiedyś. Jest inna. 

W miastach na prawach powiatu, takich jak Ostrołęka, która ma budżet na poziomie 300 milionów złotych, na liście wydatków oświata jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Budżet na ten cel stanowi 46 procent. To oznacza, że praktycznie połowa środków miasta idzie na to, żeby utrzymać przedszkola i szkoły na dobrym poziomie . 

Kiedy zaczął pan decydować o podziale budżetu na oświatę, koledzy z dawnej pracy odwrócili się? 

Mam wrażenie, że nie. Może dlatego, że Ostrołęka - mimo niezbyt bogatych możliwości - w ostatnich latach bardzo mocno postawiła na oświatę. Szkoły poszły do przodu. Wszystkie przeszły termomodernizację. Mamy jedenaście boisk ze sztuczną nawierzchnią. Warunki pracy nauczycieli, uczniów, pracowników szkoły poprawiły się. Dlatego mam nadzieję, że w tym środowisku nie straciłem znajomych.

Natomiast napięcia rzeczywiście były. Głównie gdy chodziło o sprawy organizacji pracy w szkole i tak zwanych godzin nadliczbowych. Myśmy w Ostrołęce postawili sobie jasny cel - uniknięcie zwolnień wśród nauczycieli. Mimo że niż demograficzny dotarł i tutaj, uczniów było mniej, tym samym godzin do podziału też było mniej. Dlatego próbowaliśmy wykorzystać wszystkie możliwe rezerwy, by nie stracić dobrych ludzi. Znaleźliśmy na to sposób - ograniczyliśmy nadliczbówki. Tym samym nawet dobry, sprawdzony nauczyciel może liczyć w mieście na etat. Kiedy zostaje kilka godzin do podziału, dyrektor wyrzuca je na wakat. Tym samym dajemy szansę nowemu nauczycielowi, który został zwolniony, czy jest zaraz po studiach i bardzo chce pracować, a nikt do tej pory nie dał mu szansy.

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

"Tym samym nawet dobry, sprawdzony nauczyciel może liczyć w mieście na etat." Najpierw etaty dostają swoi, a potem dobrzy?

Pan Tarej, 2017-10-14 09:30:01 odpowiedz

Dlaczego "trudno powiedzieć, ile z tej kwoty musieliśmy wyłożyć z racji reformy" ? Panie Prezydencie! Podstawowe odejmowanie: od wydatków całkowitych odejmujemy wydatki na remonty zaplanowane.

matematyk, 2017-10-13 11:13:36 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE