Bez wsparcia państwa trudna walka z niską emisją

Część problemów tzw. niskiej emisji jest do rozwiązania przy udziale państwa - uważają specjaliści zajmujący się paliwami węglowymi. Obok kontroli produkcji paliw stałych, sugerują wsparcie wdrożenia i sprzedaży "czystego" paliwa z węgla do "brudnych" pieców.
Bez wsparcia państwa trudna walka z niską emisją

Podczas zorganizowanej w ub. tygodniu w Katowicach konferencji "Węgiel a niska emisja" Aleksander Sobolewski z Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu analizował koszty związane z ograniczaniem tzw. niskiej emisji.

To zanieczyszczenie powietrza pyłami i szkodliwymi gazami ze źródeł zlokalizowanych blisko ziemi w polskich warunkach pochodzi głównie ze spalania w prymitywnych piecach paliw niskiej jakości, np. mułu węglowego czy odpadów.

Czytaj też: Zdaniem samorządów potrzeba zmian w prawie, by chronić powietrze

Sobolewski mówił, że jakości spalin sprzyja stosowanie "czystych paliw" w odpowiednich dla nich instalacjach, przy czym z reguły - im czystsze paliwo, tym wyższa jego cena. Ekspert akcentował, że spalając dostępny węgiel (dobrej jakości) w warunkach domowych można uzyskać czyste spaliny - pod warunkiem zastosowania nowoczesnego kotła retortowego.

Koszt takich urządzeń (od 8 do 10 tys. zł) nawet przy zewnętrznych dotacjach (zwykle do 50 proc.) jest jednak nie do udźwignięcia dla znacznej części społeczeństwa. Dlatego naukowcy z zabrzańskiego Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla opracowali nowe, tzw. kawałkowe paliwo bezdymne, które można "czysto" spalać także w prostych piecach.

Sobolewski przekonywał, że technologia jego wytwarzania jest prosta i stosunkowo tania. W uproszczeniu polega na kontrolowanym częściowym zgazowaniu, czyli spaleniu węgla. Emitowane spaliny ze szkodliwymi substancjami są oczyszczane, a odbiorca otrzymuje schłodzone, przesiane i spakowane paliwo bezdymne.

Takie paliwo, według Sobolewskiego, przy spalaniu w klasycznych, prostych kotłach emituje 10- czy nawet 15-krotnie mniej pyłu i 5-krotnie mniej lotnych związków organicznych niż węgiel typu groszek. Jednocześnie ma wyższą od niego wartość opałową. W najtańszych piecach osiąga 3. klasę emisji w pięciostopniowej skali zgodnej z tzw. normą 303 dla kotłów grzewczych o małej mocy - do 0,5 MW.

"Może to być więc paliwo, które wchodzi w istniejący system infrastruktury" - podkreślił ekspert. "Nie mamy jednak dla niego ceny. (...) Dlatego, że dla podjęcia produkcji konieczne będzie opracowanie systemu wsparcia finansowego" - zastrzegł. Oszacował wstępnie, że koszt produkcji 1 gigadżula mocy z nowego paliwa może być wyższy o 30-50 proc. niż w przypadku węgla typu ekogroszek - przeznaczonego do znacznie droższych kotłów.

Sobolewski zaznaczył, że ten, kogo stać na zakup kotła retortowego, powinien kupować groszek. "Natomiast kogo nie stać na wymianę kotła, państwo musi mu zagwarantować rozwiązanie, które pozwoli na 10-krotne ograniczenie emisji" - ocenił. "Każdy system, który będzie miał ograniczać niską emisję, musi brać pod uwagę tę część społeczeństwa, której nie stać na tę 50-procentową dopłatę do nowego kotła" - zaakcentował.

Naukowiec podkreślił, że skuteczność systemu mającego ograniczać niską emisję wymaga wielu działań równoległych - także zmian prawnych i organizacyjnych. Prócz odpowiedniego wsparcia dla paliw niskoemisyjnych wymienił m.in. system kontroli paliw stałych - od wytwórcy do użytkownika.

Sobolewski postulował również wprowadzenie zakazu sprzedaży w Polsce kotłów małej mocy o 1. i 2. klasie emisyjności (według tzw. normy 303), stworzenie systemu przeglądów, konserwacji i doposażenia instalacji centralnego ogrzewania, wprowadzenie monitoringu pracy kotłów centralnego ogrzewania (czujniki kominowe i popiołowe, by uniemożliwić spalanie odpadów) oraz kompleksową edukację społeczeństwa w tym zakresie.

"Czy to możliwe? To decyzje polityczne. Na początku lat 90. na stacjach benzynowych, obok wchodzącej benzyny bezołowiowej, była benzyna żółta - ołowiowa. Koszt produkcji bezołowiowej jest zdecydowanie wyższy, jednak na stacjach były w tej samej cenie. Wtedy zrównanie kosztów umożliwiła relacja kosztów do wysokości akcyzy. Tu sytuacja jest bardziej skomplikowana, ale rozwiązywalna" - ocenił ekspert.

Wskazał m.in., że po stworzeniu odpowiednich regulacji prawnych kluczem do rozwiązania problemu powinna być współpraca samorządów i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE