PARTNER PORTALU
  • BGK

Bytomskie PiS przygotowało „Czarną księgę odpadów”

  • aw/PAP    10 października 2017 - 13:54
Bytomskie PiS przygotowało „Czarną księgę odpadów”

"Czarna księga odpadów w Bytomiu" została zamieszczona na stronie pisbytom.pl (fot:pisbytom.pl)

Kluczowe spółki odpowiedzialne za nielegalne składowanie odpadów w Bytomiu są ze sobą powiązane personalnie i biznesowo – wskazuje „Czarna księga” przygotowana przez bytomskie PiS. Akcentuje też, że samorządy mają narzędzia do poradzenia sobie z problemem.




• "Czarną księgę odpadów w Bytomiu" przedstawili podczas wtorkowej (10 października) konferencji prasowej m.in. przewodniczący bytomskiej rady miasta Mariusz Janas (PiS) oraz autor opracowania, dziennikarz i pracownik biura posła Wojciecha Szaramy - szefa gliwickiego okręgu Prawa i Sprawiedliwości - Maciej Bartków.

• Jak przekazała rzeczniczka bytomskiego magistratu Katarzyna Nylec, władze miasta do czasu publikacji depeszy nie zdążyły zapoznać się z "Czarną księgą".

Autorzy "Księgi" nie zamierzają kierować swoich ustaleń do organów ścigania; wyjaśniają, że w części z nich trwają już postępowania policji i prokuratury - także z zawiadomienia przewodniczącego Janasa.

"Jeżeli chodzi np. o powiązania spółek, że jedna osoba jest w dziesięciu innych, to nie jest przestępstwo. (…) Nie formułujemy jakichś kategorycznych zarzutów, żądając jakiejś natychmiastowej reakcji. Bardziej chodzi nam o nagłośnienie problemu i pokazanie, że samorządowcy mają wystarczające narzędzia, żeby taki problem przerwać" - powiedział pytany o cel opracowania Bartków.

Podczas konferencji sygnalizował, że "księga" - przygotowana na podstawie m.in. decyzji dotyczących gospodarki odpadami wydanych przez prezydenta miasta i marszałka, wypisów z KRS, materiałów NIK oraz dokumentów IPN - koncentruje się na spółkach działających w najgłośniejszych miejscach składowania odpadów w Bytomiu: w dzielnicy Bobrek, na miejskim wysypisku i w rejonie ul. Magdaleny.

Mówiąc o Bobrku i wymieniając nazwy kilku działających tam spółek Bartków akcentował, że są one ze sobą powiązane. "To są generalnie klany, ludzie są związani ze sobą ściśle. (…) Nie jest prawdą, jak te firmy się tłumaczą np. w czasie kontroli, że np. odczuwany smród nie pochodzi z mojego terenu, ale od firmy obok, z którą nic nas nie łączy. Tak nie jest, one działają ręka w rękę" - mówił Bartków.

Prezentował fragmenty z protokołów kontroli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w tych spółkach, w których "ujawniono działalność niezgodną z wydaną decyzją".

Akcentował przy tym, że państwo uwzględniło takie sytuacje w Ustawie o odpadach, przewidując kary za nieprawidłowości w ewidencjach odpadów w postaci grzywny lub aresztu, a za zbieranie, przetwarzanie odpadów bez zezwolenia lub gospodarowanie nimi niezgodnie z zezwoleniem - kary administracyjne od 1 tys. zł do 1 mln zł.

"Chcielibyśmy zadać pytanie WIOŚ w Katowicach, dlaczego nie karze tych podmiotów takimi karami. Jeżeli dowiadujemy się, że kary wynoszą 5-20 tys. zł, to jest po prostu śmieszne" - uznał. "Polskie prawo daje samorządowcom skuteczne instrumenty do walki z nielegalnym składowaniem, przetwarzaniem, przemieszczaniem lub utylizowaniem odpadów" - stwierdził.

"To nie jest tak, jak podkreślają czy to marszałek, czy prezydenci różnych miast, że nic nie mogą" - zaznaczył przedstawiciel bytomskiego PiS wskazując, że zgodnie z Ustawą o odpadach zezwolenie na gospodarowanie odpadami może być wydane na okres krótszy niż 10 lat (czyli np. na rok). Samorząd może też odmówić wydania decyzji, a także podjąć kroki do jej wycofania







KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.