Chrońmy pszczoły. Zawdzięczamy im 80 proc. wszystkiego, co jemy

W środę do siedziby Ministerstwa Rolnictwa przyjechali pszczelarze, którzy w ramach trwającego rajdu promują "zdrową" koegzystencję człowieka z pszczołami i innymi owadami zapylającymi. Meta rajdu popularnych maluchów (fiatów 126) 16 września w Koszalinie, gdzie odbywać się będą XXXV Ogólnopolskie Dni Pszczelarza.
Chrońmy pszczoły. Zawdzięczamy im 80 proc. wszystkiego, co jemy
W Polsce rośnie liczba pni pszczelich, obecnie to ponad 1,5 mln. fot. pixabay

• Od 2004 roku na wsparcie pszczelarstwa w Polsce ze środków krajowych i unijnych przeznaczono ponad 185 mln zł - informuje resort rolnictwa.

• Prawdopodobnie w połowie 2018 r. zapadną pierwsze decyzje ws. stosowania pestycydów z grupy neonikotynoidów.

• Producenci miodu zachęcają również, by w ogrodach zostawiać miejsca "półdzikie", które staja się oazą dla pszczół.

 

Prezes stowarzyszenia pszczelarzy zawodowych Piotr Mrówka podkreślił, że bez pszczół na naszych stołach byłoby bardzo skromnie.

- 80 proc. wszystkiego, co jemy zawdzięczamy pszczołom w pośredni bądź bezpośredni sposób. Dlatego należy chronić pszczoły - zaznaczył.

Prezes dodał, że każdy z nas może przyczynić się do poprawy bytu pszczół i owadów zapylających sadząc w ogrodach czy na balkonach rośliny, które stanowią pokarm dla takich owadów. Są to np. szczypiorek, kocimiętka, lawenda, mięta pieprzowa, czy tymianek. Według pszczelarzy producenci nasion takich roślin powinni też umieszczać na opakowaniach informacje, że są one pożyteczne dla owadów zapylających.

Producenci miodu zachęcają również, by w ogrodach zostawiać miejsca "półdzikie", które staja się oazą dla pszczół. Owadom zapylającym można również pomóc budując sztuczne gniazda z suchych łodyg roślin.

Pszczelarze opowiadają się również za racjonalnym stosowaniem pestycydów. Szczególnie chodzi o te z grupy neonikotynoidów. Ze wstępnych danych z Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) wynika, że są one groźne dla owadów zapylających.

Ekolodzy i pszczelarze twierdzą, że pestycydy z grupy neonikotynoidów negatywnie wpływają na system nerwowy i odpornościowy owadów, co ma wpływ na ich zdrowie i życie. Takie związki chemiczne paraliżują też zdolności komunikacyjne pszczół - nie mogą znaleźć one pożywienia bądź uli.

Przeciwnego zdania są np. producenci rzepaku, którzy twierdzą, że za obecny problem wymierania pszczół odpowiadają bardziej choroby pasożytnicze tych owadów, a nie neonikotynoidy.

Do końca br. w UE obowiązuje moratorium na stosowanie takich pestycydów.

Dyrektor departamentu hodowli i ochrony roślin w MRiRW Bogusław Rzeźnicki tłumaczył, że na przełomie 2017/2018 r. EFSA ma przedstawić ostateczny raport dot. neonikotynoidów, który może posłużyć KE do ewentualnego dalszego przedłużenia moratorium.

Zdaniem przedstawiciela MRiRW pierwsze decyzje w tej sprawie zapadną najprawdopodobniej w połowie przyszłego roku.

Pszczelarze chcą też, by UE przeznaczyła więcej pieniędzy na wsparcie tej gałęzi gospodarki.

Rzeźnicki przyznał, że na forum UE trwa na ten temat dyskusja (obecnie trwa przegląd Wspólnej Polityki Rolnej). Wskazał jednak, że pierwszych konkretnych programów można spodziewać się dopiero po 2020 r., czyli po zakończeniu obecnej perspektywy finansowej.

Dyrektor wyjaśnił, że w Polsce realizowane są programy wsparcia pszczelarstwa.

Poinformował, że od 2004 roku na pomoc pszczelarzom wydano ponad 185 mln zł. Największym dofinansowaniem objęto zakup leków przeciwko warrozie (39 proc. tej kwoty) oraz zakup pszczół (31 proc.). Z kolei 22 proc. przekazano na zakup sprzętu pszczelarskiego.

Budżet aktualnie realizowanego programu na lata 2016/2017-2018/2019, wynosi 17,8 mln euro.

Według danych ministerstwa liczba pszczelarzy w Polsce wzrasta. Obecnie jest ich ok. 67 tys. Rośnie też liczba pni pszczelich, obecnie to ponad 1,5 mln.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE