Liczenie łosi czas zacząć

Około 70 osób, głównie studentów z Białegostoku oraz z Poznania, oraz pracownicy Biebrzańskiego Parku Narodowego i sąsiadujących z nim nadleśnictw Rajgród i Knyszyn, weźmie udział w rozpoczętym w poniedziałek liczeniu łosi nad Biebrzą. Liczenie potrwa kilka dni.

Liczenie jest jednym z elementów szerszych badań naukowych nad łosiami, które prowadzi z zespołem prof. Mirosław Ratkiewicz z Uniwersytetu w Białymstoku. Wyniki tych badań zleconych przez Ministerstwo Środowiska, a finansowanych przez NFOŚ, mają być podstawą do przyjęcia krajowej strategii wobec tych zwierząt. Niektóre środowiska podnoszą bowiem, że łosi jest za dużo i należałoby znieść obowiązujący od 2001 roku zakaz strzelania do tych zwierząt.

Łosie nad Biebrzą liczyć będzie około 70 osób. W poniedziałek rano przed wyjściem w teren przechodzą szkolenie z metody liczenia. Jak powiedział PAP prof. Ratkiewicz, nie wiadomo do końca jaką część z założonego planu liczenia uda się zrealizować. Wszystko zależeć będzie bowiem od pogody, warunków w terenie. Wiadomo, że jest bardzo dużo śniegu, co utrudnia poruszanie się i zwierzętom i ludziom. Wszyscy podkreślają, że w związku z tym, nie chcą płoszyć zwierzyny; spodziewają się też, iż mogą napotkać zwierzęta wycieńczone. Łosie będą obserwowane w wybranych miejscach, głównie na terenach suchych, nie na bagiennych. Dziennie mają się odbywać maksymalnie dwa pędzenia.

Ratkiewicz powiedział PAP, że trudna tegoroczna zima, gdy zwierzęta mają problemy ze zdobywaniem pożywienia, paradoksalnie może dostarczyć naukowcom ciekawych wyników i obserwacji.

"Chcemy zobaczyć jakie jest zagęszczenie łosi tam, gdzie nie ma młodego lasu i tam, gdzie są nasadzenia, czyli w nadleśnictwach sąsiadujących z Biebrzańskim Parkiem Narodowym: Knyszyn i Rajgród" - mówił Ratkiewicz. Może się bowiem okazać, że z powodu braku dostępnych łosiom sosen i świerków w parku, zwierzęta te na przykład czasowo migrują w inne miejsca. Leśnicy od dawna podnoszą bowiem, że łosie niszczą młodniki sosnowe, mocno je objadając. "Gdyby badania wykazały, że łosie czasowo migrują, to już by było coś. Wiadomo bowiem, że wiosną i tak wracają ma bagna" - mówił prof. Ratkiewicz.

W ramach dotychczasowych badań nad wypracowaniem krajowej strategii wobec łosi naukowcy uzyskali m.in. próbki odchodów łosi do transgranicznych badań genetycznych łosi w Polsce i na Białorusi. Już wiadomo, że w Puszczy Białowieskiej, z powodu wybudowanego przed laty płotu rozdzielającego polską i białoruską część puszczy, łosie - podobnie jak żubry - nie mają szans na migrację. Próbki do badań uzyskano za sprawą współpracy naukowej z Białorusią jaką prowadzi Zakład Badania Ssaków PAN w Białowieży - podkreślił Ratkiewicz.

Naukowcy prowadzili też badania w rejonie Kruszynian, Krynek i Bohonik przy wschodniej granicy w Podlaskiem. Jak podkreślił prof. Ratkiewicz, nieoceniona okazała się wiedza i obserwacje w terenie prowadzone przez funkcjonariuszy Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej. Okazało się, że patrolujący granicę pogranicznicy doskonale wiedzą, gdzie bywają tam łosie.

Według danych Biebrzańskiego Parku Narodowego, na jego terenie bytuje około 700 łosi. Szacuje się, że drugie tyle jest w pobliskiej Puszczy Augustowskiej. Łosie w Podlaskiem są częstym widokiem. Bardzo często wychodzą na drogi, powodując wypadki, pojawiały się nawet w Białymstoku.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE