PARTNER PORTALU
  • BGK

Łódź. Walka ze smogiem nie taka prosta. Warto inwestować w niskokosztowe czujniki?

  • Katarzyna Domagała-Szymonek    19 stycznia 2018 - 20:25
Łódź. Walka ze smogiem nie taka prosta. Warto inwestować w niskokosztowe czujniki?
Lepiej ostrzegać obywateli o zagrożeniu, niż tego nie robić w ogóle - uważa Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. (fot. Grupa PTWP)

Z danych Polskiego Alarmu Smogowego wynika, że średnio dwie gminy w tygodniu informują o zamiarze lub zainstalowaniu na swoim terenie czujników badających jakość powietrza. Taki plan ogłoszono również w Łodzi. Jednak łatwo nie będzie. Jakość urządzeń okazała się kością niezgody między miejskimi radnymi PiS a przedstawicielami magistratu.




  • W Łodzi miejskich radnych PiS oraz Urząd Miasta poróżniła kwestia urządzeń, jakie miałyby przeprowadzać pomiar jakości powietrza.
  • Lepiej ostrzegać obywateli o zagrożeniu, niż tego nie robić w ogóle - uważa Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. 
  • Przy wyborze czujników miasta powinny kierować się własnym rozumem, a nie słuchać handlowców z firm - dodaje.

Obydwie strony tego sporu są zgodne w jednej kwestii - walkę ze smogiem trzeba podjąć. To, co ich różni, to odpowiedź na pytanie, jak i czym z nim walczyć. W budżecie na 2018 rok Łódź przeznaczyła 150 tys. zł na uruchomienie systemu mobilnych czujników pomiaru jakości powietrza (łatwych do przeniesienia). Obecnie trwa przetarg, który ma wyłonić firmę odpowiedzialną za badania.

Jak tłumaczy radny Marcin Chruścik, zarezerwowane w miejskim budżecie pieniądze na mobilne badania jakości powietrza (miałyby zostać przeprowadzone w 56 miejscach w mieście), powinno przeznaczyć się na zakup wyższej jakości urządzeń stacjonarnych.

Czytaj więcej: Projekt ustawy o jakości węgla wymaga korekty

Urząd ma odmienne zdanie w tej kwestii. Podaną przez Chruścika propozycję nazywa czysto komercyjną. – Za realizacją „stacjonarnego” rozwiązania stoi firma, która ma wsparcie potężnego operatora ubezpieczeniowego i żąda od wszystkich korzystających z tych pomiarów danych osobowych – mówi Krzysztof Honkisz z UMŁ. Wskazuje, że urządzenia wykorzystywane do tego badania nie posiadają ani atestów, ani certyfikatów, które pozwalałyby brać te dane za wiarygodne.

– Miarodajna, rzetelna stacjonarna stacja monitorowania – taka, z jakiej korzysta Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska - kosztuje ok. 350 tys. zł. Do tego dochodzą koszty rocznego utrzymania urządzeń – wylicza Honkisz.

Lepiej wiedzieć coś niż nic

Zdaniem Piotra Siergieja z Polskiego Alarmu Smogowego, to czy miasta inwestują w czujniki stacjonarne czy mobilne nie ma najmniejszego znaczenia. Istotna jest jakość używanego sprzętu oraz to, co i kiedy chcą mierzyć. Jak wylicza, przy założeniu, że miasto 150 tys. zł chciałoby przeznaczyć na zakup 56 czujników, to koszt pojedynczego urządzenia wahałby się w granicy około 2,5 tys. zł. 

- Byłyby to czujniki niskokosztowe, dzięki którym będziemy mogli dowiedzieć się jedynie, czy zanieczyszczenie powietrza jest wysokie, średnie lub słabe. Natomiast sama wartość liczbowa tego zanieczyszczenia w mikrogramach na metr sześcienny będzie rzeczą drugorzędną. Będziemy wiedzieć, że normy są przekroczone, ale nie dowiemy się dokładnie o ile - wyjaśnia Siergiej. 

Czytaj więcej: Lublin walczy ze smogiem. Z pomocą ekspertów i mieszkańców

Czy warto więc inwestować w tego typu urządzenia? – Uważam, że lepiej mieć taką sieć pomiarową, niż żadnej. Lepiej ostrzegać obywateli o zagrożeniu, niż tego nie robić w ogóle – odpowiada Siergiej.







×
KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.