Władze Kielc zajmą się schroniskiem

Kontrola weterynaryjna w kieleckim schronisku dla zwierząt w Dyminach wykazała, że nie przestrzegano tam procedur sanitarnych i zasad związanych z kwarantanną.
Władze Kielc zajmą się schroniskiem

Władze miasta zapewniają, że sfinansują konieczne inwestycje. O schronisku zrobiło się głośno jesienią 2010 r., kiedy do internetu trafiły zdjęcia maltretowanych zwierząt. Sprawą zajęła się prokuratura. Placówka została skreślona z rejestru schronisk, a prowadzącemu ją Przedsiębiorstwu Usług Komunalnych zakazano działalności związanej z prowadzeniem schronisk. Opiekę nad czworonogami miasto przekazało Świętokrzyskiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami "Zwierzak" (ŚTOZ).

Czytaj też: Gdańsk zbuduje cmentarz dla zwierząt

O wynikach kontroli przeprowadzonej 20 czerwca w schronisku poinformował podczas konferencji zwołanej przez ŚTOZ, powiatowy lekarz weterynarii Wiesław Wyszkowski. Wykazała ona uchybienia dotyczące wymagań technicznych i sfery organizacyjnej placówki. Za kwestię priorytetową Wyszkowski uznał zapewnienie właściwej kwarantanny i izolacji zwierząt chorych, dokończenie remontu części boksów, usunięcie podłoża, dezynfekcję, spalenie starych bud i ustawienie nowych. To ma uchronić zwierzęta przebywające w schronisku przed zarażaniem się chorobami od przybywających z zewnątrz czworonogów.

Wśród uchybień organizacyjnych Wyszkowski wymienił duży ruch zwierząt w schronisku. Podkreślił, że to co dzieje się ze zwierzętami musi być udokumentowane, istotna jest procedura mycia naczyń, zmienianie odzieży, kiedy przechodzi się od zwierząt chorych do zdrowych, właściwe przechowywanie paszy. Pracownicy powinni mieć zakresy obowiązków i ściśle ich przestrzegać.

Weterynarz ostrzegł, że jeśli dojdzie do utraty kontroli nad rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych, to trzeba będzie wydać decyzję o opróżnieniu schroniska. Podkreślił, że docenia wkład osób prowadzących obecnie placówkę, a ich wysiłki widać w zmianie zachowania psów. - Entuzjazm trzeba jednak przekuć w procedury realizowane z żelazną konsekwencją - dodał Wyszkowski.

Czytaj też: Bank zwierzęcej krwi w Olsztynie

Prezes ŚTOZ Katarzyna Szmidt tłumaczyła, że stowarzyszenie działa w arcytrudnych warunkach, ma mnóstwo zwierząt w domach tymczasowych i hotelach w całej Polsce, na co brakuje pieniędzy. Kwestie procedur są trudne do przeprowadzenia. - Trudno jest skupić się na działaniach systemowych w momencie, kiedy priorytetem staje się znalezienie miejsca dla pięciu szczeniaków - powiedziała.

ŚTOZ przejął schronisko 13 grudnia. Było w nim wówczas 95 zwierząt. Do końca maja pod opiekę stowarzyszenia trafiło 289 zwierząt. 178 adoptowano, 38 wróciło do właścicieli, 16 padło, a 10 zostało poddanych eutanazji. Zwierzęta są sterylizowane i czipowane. Obecny na konferencji wiceprezydent Kielc Tadeusz Sayor zapewnił, że miasto sfinansuje konieczne inwestycje infrastrukturalne, czyli budowę nowych boksów i wywiezienie skażonej ziemi.

Miasto finansuje opiekę nad bezdomnymi zwierzętami. Według stowarzyszenia pieniądze są niewystarczające. Organizacje broniące zwierząt od lat informowały, że w prowadzonym przez Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych schronisku w Dyminach zwierzęta są źle traktowane. Jesienią powiatowy lekarz weterynarii w Kielcach zawiadomił prokuraturę, że naruszono przepisy ustawy o ochronie zwierząt oraz przepisy o inspekcji weterynaryjnej. Zamknął schronisko z powodu nierespektowania rozporządzeń dotyczących warunków weterynaryjnych.

Zastępca prokuratora rejonowego w Prokuraturze Rejonowej Kielce-Wschód Beata Zielińska-Janaszek powiedziała, że w dochodzeniu trzeba przesłuchać ok. 2 tys. świadków, m.in. ówczesnych pracowników schroniska, osoby, które adoptowały psy i pracowników firm współpracujących z azylem. Niedawno na terenie schroniska pracownicy wykopali kości zwierząt, które będą badane.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE