PARTNER PORTALU
  • BGK

Kontrola NFZ po dziennikarskiej prowokacji

  • PAP    19 sierpnia 2013 - 19:04
Kontrola NFZ po dziennikarskiej prowokacji

Narodowy Fundusz Zdrowia zapowiedział kontrolę w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu w związku z prowokacją dziennikarzy portalu internetowego.




W ubiegłym tygodniu dziennikarz portalu 24opole.pl, podszywając się pod asystenta jednego z opolskich posłów, zadzwonił do Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu.

W rejestracji poinformowano go, że zabieg „pole magnetyczne" (stosuje się w rahabilitacji osób po urazach, w leczeniu bólu i innych chorób) jest realizowany na bieżąco, natomiast na „interdyn" (prądy interferencyjne stosowane w zabiegach leczniczych i rehabilitacyjnych) miejsc w tym roku już nie ma; można co najwyżej skorzystać od 16 grudnia br., ale to będzie tylko osiem zabiegów.

Gdy dziennikarz powiedział, że dzwoni z biura poselskiego, okazało się, że wizyta jest możliwa już za pięć dni. Na zabieg prądu interferencyjnego pacjenci w województwie opolskim musza średnio czekać po kilka miesięcy.

„Opolski Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia zwróci się do Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji, w celu podjęcia ewentualnych działań" - zapowiedziała zastępca dyrektora opolskiego oddziału NFZ Grażyna Kowcun.

Dyrektor WCM w Opolu Marek Piskozub na razie nie chce się odnosić do tej sytuacji, ponieważ dopiero wrócił z urlopu.

Świadczenia powinny być udzielane według kolejności zgłoszeń. Jeśli nie mogą być wykonywane nie bieżąco, to dana jednostka ma obowiązek wskazać pacjentowi termin wykonania i wpisać go na listę oczekujących - co jest ustawowym obowiązkiem świadczeniodawców. Mówi o tym ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Incydent w poniedziałek skrytykował również Roman Kolek, wicemarszałek województwa opolskiego, który odpowiada za służbę zdrowia.

„Może być mi tylko wstyd, że taka sytuacja miała miejsce. O kolejności pomocy medycznej powinny decydować względy medyczne, a nie siła nazwiska czy funkcja. Jako społeczeństwo wiemy, że parlamentarzyści mają swoje przywileje, jeśli chodzi o opiekę zdrowotną w Warszawie, i takie sytuacje tutaj, lokalnie nie powinny mieć miejsca. Kolejka obowiązuje wszystkich" - powiedział Roman Kolek.

 

Facebook Podobał się artykuł? Podziel się!






KOMENTARZE (1)

  • pomocniczość, 2013-08-19 20:39:26

    Byśkiniewiczowie zainwestowali na wariackich papierach bez żadnej pewności posiadania klientów na swe usługi sprawiając sobie za 70 mln zł sprawną maszynkę do kręcenia śmieciowych lodów z odpadów wymieszanych i mówią teraz: Warszawo korzystaj z niej i nam płać! A gdyby tak w Szwecji ktoś budował sob...ie podobną rzecz i powiedział: a teraz woźcie do nas i nam płaćcie? Śmiech byłby na całą Skandynawię! Przeczytajcie jeszcze raz w Serwisie Samorządowym jak to robią w Szwecji - tam główne instalacje są własności samorządowej i nie ma problemu w jakim celu je wybudowano... Tak to jest jak Państwo funkcjonuje nie na szwedzkich zasadach - ale na wariackich papierach... Myśli o tym jak powinien funkcjonować prawidłowy system organizacyjno-finansowy gospodarki odpadami komunalnymi zaczynają wreszcie kiełkować w głowach decydentów bo wiceprezydent Warszawy stwierdza: „mieszkańcy nie mogą płacić za inwestycje prywatnej firmy”. Ale czy do świadomości Pana wiceprezydenta dotarło to, że w artykule 3a ustawy śmieciowej polskie prawo wpycha obywateli RP w taki patologiczny układ w którym to właśnie mieszkańcy uiszczając opłaty za usuwanie odpadów mają finansować prywatne firmy i ich inwestycje? Byśkiniewiczowie zaczynając inwestycje powinni mieć podpisaną umowę z samorządem na mocy której jasno byłoby wiadomo dla kogo i na jakich zasadach budują taką instalację – nie ma umowy – jest więc ręka w nocniku… Poza tym – jeśli ktoś naprawdę stawia na troskę o ochronę środowiska – to przede wszystkim zapobiega wymieszaniu odpadów i inwestuje w selektywną zbiórkę „u źródła” – a nie udaje, że coś z wymieszanego chłamu wyciągniętego ze śmieciarki potrafi coś sensownie wysegregować… Najzabawniej skwitował całą sprawę wiceprezydent Warszawy: „" w warunkach przetargu są zapisane poziomy odzysku odpadów. Są to wartości wymagane przez prawo, ale dużo mniejsze od możliwości np. sortowni firmy Byś. - To jest jak z samochodami. Są droższe i tańsze. Można mieć skodę albo mercedesa czy maybacha - ocenił wiceprezydent. - Przykro mi, że Byś ma wysokie koszty. Może pora zrestrukturyzować zakład - skwitował". RZECZYWIŚCIE - NIE WYSZŁY LODY ŚMIECIOWE - TO MOŻE TAK ZE WZGLĘDU NA CORAZ CZĘSTSZE UPAŁY ZRESTRUKTURYZOWAĆ SIĘ NA TE NA PATYKU I MODNE OSTATNIO LODY SMERFOWE?  rozwiń