Kontrola NFZ po dziennikarskiej prowokacji

Narodowy Fundusz Zdrowia zapowiedział kontrolę w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu w związku z prowokacją dziennikarzy portalu internetowego.
Kontrola NFZ po dziennikarskiej prowokacji

W ubiegłym tygodniu dziennikarz portalu 24opole.pl, podszywając się pod asystenta jednego z opolskich posłów, zadzwonił do Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu.

W rejestracji poinformowano go, że zabieg „pole magnetyczne" (stosuje się w rahabilitacji osób po urazach, w leczeniu bólu i innych chorób) jest realizowany na bieżąco, natomiast na „interdyn" (prądy interferencyjne stosowane w zabiegach leczniczych i rehabilitacyjnych) miejsc w tym roku już nie ma; można co najwyżej skorzystać od 16 grudnia br., ale to będzie tylko osiem zabiegów.

Gdy dziennikarz powiedział, że dzwoni z biura poselskiego, okazało się, że wizyta jest możliwa już za pięć dni. Na zabieg prądu interferencyjnego pacjenci w województwie opolskim musza średnio czekać po kilka miesięcy.

„Opolski Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia zwróci się do Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji, w celu podjęcia ewentualnych działań" - zapowiedziała zastępca dyrektora opolskiego oddziału NFZ Grażyna Kowcun.

Dyrektor WCM w Opolu Marek Piskozub na razie nie chce się odnosić do tej sytuacji, ponieważ dopiero wrócił z urlopu.

Świadczenia powinny być udzielane według kolejności zgłoszeń. Jeśli nie mogą być wykonywane nie bieżąco, to dana jednostka ma obowiązek wskazać pacjentowi termin wykonania i wpisać go na listę oczekujących - co jest ustawowym obowiązkiem świadczeniodawców. Mówi o tym ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Incydent w poniedziałek skrytykował również Roman Kolek, wicemarszałek województwa opolskiego, który odpowiada za służbę zdrowia.

„Może być mi tylko wstyd, że taka sytuacja miała miejsce. O kolejności pomocy medycznej powinny decydować względy medyczne, a nie siła nazwiska czy funkcja. Jako społeczeństwo wiemy, że parlamentarzyści mają swoje przywileje, jeśli chodzi o opiekę zdrowotną w Warszawie, i takie sytuacje tutaj, lokalnie nie powinny mieć miejsca. Kolejka obowiązuje wszystkich" - powiedział Roman Kolek.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Byśkiniewiczowie zainwestowali na wariackich papierach bez żadnej pewności posiadania klientów na swe usługi sprawiając sobie za 70 mln zł sprawną maszynkę do kręcenia śmieciowych lodów z odpadów wymieszanych i mówią teraz: Warszawo korzystaj z niej i nam płać! A gdyby tak w Szwecji ktoś budował sob...ie podobną rzecz i powiedział: a teraz woźcie do nas i nam płaćcie? Śmiech byłby na całą Skandynawię! Przeczytajcie jeszcze raz w Serwisie Samorządowym jak to robią w Szwecji - tam główne instalacje są własności samorządowej i nie ma problemu w jakim celu je wybudowano... Tak to jest jak Państwo funkcjonuje nie na szwedzkich zasadach - ale na wariackich papierach... Myśli o tym jak powinien funkcjonować prawidłowy system organizacyjno-finansowy gospodarki odpadami komunalnymi zaczynają wreszcie kiełkować w głowach decydentów bo wiceprezydent Warszawy stwierdza: „mieszkańcy nie mogą płacić za inwestycje prywatnej firmy”. Ale czy do świadomości Pana wiceprezydenta dotarło to, że w artykule 3a ustawy śmieciowej polskie prawo wpycha obywateli RP w taki patologiczny układ w którym to właśnie mieszkańcy uiszczając opłaty za usuwanie odpadów mają finansować prywatne firmy i ich inwestycje? Byśkiniewiczowie zaczynając inwestycje powinni mieć podpisaną umowę z samorządem na mocy której jasno byłoby wiadomo dla kogo i na jakich zasadach budują taką instalację – nie ma umowy – jest więc ręka w nocniku… Poza tym – jeśli ktoś naprawdę stawia na troskę o ochronę środowiska – to przede wszystkim zapobiega wymieszaniu odpadów i inwestuje w selektywną zbiórkę „u źródła” – a nie udaje, że coś z wymieszanego chłamu wyciągniętego ze śmieciarki potrafi coś sensownie wysegregować… Najzabawniej skwitował całą sprawę wiceprezydent Warszawy: „" w warunkach przetargu są zapisane poziomy odzysku odpadów. Są to wartości wymagane przez prawo, ale dużo mniejsze od możliwości np. sortowni firmy Byś. - To jest jak z samochodami. Są droższe i tańsze. Można mieć skodę albo mercedesa czy maybacha - ocenił wiceprezydent. - Przykro mi, że Byś ma wysokie koszty. Może pora zrestrukturyzować zakład - skwitował". RZECZYWIŚCIE - NIE WYSZŁY LODY ŚMIECIOWE - TO MOŻE TAK ZE WZGLĘDU NA CORAZ CZĘSTSZE UPAŁY ZRESTRUKTURYZOWAĆ SIĘ NA TE NA PATYKU I MODNE OSTATNIO LODY SMERFOWE? rozwiń

pomocniczość, 2013-08-19 20:39:26 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE