Kontrola w szpitalu nie wykazała nieprawidłowości

Kontrola w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus w Warszawie, w którym zmarła 56-letnia kobieta oczekująca na operację ortopedyczną, nie wykazała nieprawidłowości.
Kontrola w szpitalu nie wykazała nieprawidłowości

Sprawa dotyczy Izabeli Wojciechowskiej (rodzina w grudniu zgodziła się na upublicznienie nazwiska), która trafiła do warszawskiego szpitala przy ul. Lindleya pod koniec ubiegłego roku. Wcześniej kobieta upadła na chodniku i doznała urazu nogi. Do lecznicy przewiozła ją karetka. Pacjentka zmarła po sześciu dniach oczekiwania na operację ortopedyczną, prawdopodobnie z powodu zatoru żylnego. Do tego czasu nie została wykonana konieczna operacja kości podudzia.

Kontrola NFZ wykazała, że oddział, w którym leczona była kobieta, posiadał odpowiedni sprzęt, a także wykwalifikowany personel. Pacjentka otrzymywała niezbędne leki. Kontrolerzy Funduszu stwierdzili natomiast uchybienia w dokumentacji medycznej kobiety.

Rzecznik Praw Pacjenta Krystyna Barbara Kozłowska poinformowała w środę PAP, że otrzymała od dyrektora szpitala przy ul. Lindleya wyjaśnienia w sprawie śmierci kobiety. Dodała, że ta sprawa jest przedmiotem postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Ochota.

Znajoma zmarłej mówiła w grudniu ub. roku, że pacjentka przez trzy dni nie otrzymywała leku przeciwzakrzepowego, dostała go na własne żądanie, w jednej dawce. Jak podkreśliła, lekarze informowali, że operacja opóźnia się, gdyż konieczne jest sprowadzenie odpowiednich śrub ortopedycznych. Pacjentka chorowała na reumatoidalne zapalenie stawów.

Z kolei zastępca dyrektora szpitala ds. lecznictwa Włodzimierz Wiśniewski podkreślał, że leczenie kobiety było prowadzone odpowiednio i nie było w nim żadnych nieprawidłowości. "Pacjentka czekała na zabieg operacyjny, otrzymywała leczenie, takie jak powinna dostać. Niestety, doszło do zatrzymania akcji serca w trakcie znieczulania przed operacją" - mówił w grudniu Wiśniewski. "Czasowo czekała na zabieg, tak jak się czeka. Nieszczęśliwy wypadek" - dodał.

Wiśniewski zaznaczył, że pacjentka otrzymywała leki przeciwzakrzepowe, ale w mniejszych dawkach, ponieważ cierpiała na chorobę reumatyczną i miała skłonności do krwawień. "Baliśmy się krwawienia, nie zatoru" - mówił.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE