Lekarze nie wyjeżdżają do innego regionu

  • Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia
  • 25-11-2010
  • drukuj
Lekarz, który pakuje rodzinę, dobytek i za pracą przeprowadza się na drugi koniec kraju lub do innego regionu? Rzadko spotykane, a jeśli już, to powodem decyzji jest specjalizacja, praca naukowa a nie względy ekonomiczne.
Lekarze nie wyjeżdżają do innego regionu

Różnice w lekarskich zarobkach między regionami nie są na tyle duże, by zrekompensować rozluźnienie rodzinnych więzi i trud organizacji nowego życia. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wygląda, że zmniejszyła się nawet skala wyjazdów zagranicę za pracą. Na podstawie liczby zaświadczeń o postawie etycznej wydanych lekarzom ubiegającym się o uznanie kwalifikacji w innych krajach UE, wydanych przez izby lekarskie, można stwierdzić, ilu lekarzy miało zamiar starać się o wykonywanie zawodu poza granicami kraju. Według danych z rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej, największą liczbę zaświadczeń lekarze pobierali w latach 2005-2006, potem ta liczba z roku na rok stopniowo malała. W 2005 r. wynosiła ona 2086, w 2006 r. – 2059, a już w roku 2009 – 802 zaświadczenia.

Ogłoszenia bez odzewu

Centralny Rejestr Lekarzy nie ma informacji na temat liczby tych, którzy przenieśli się z jednej okręgowej izby do innej z uwagi na zmianę miejsca pracy, ale z rozmów portalu rynekzdrowia.pl w izbach lekarskich wynika, że migracja po kraju za pracą jest zjawiskiem marginalnym.

Łukasz Wojnowski, prezes Kujawsko-Pomorskiej OIL w Toruniu, uważa, że wyjątkiem mogą być wąskie grupy lekarzy specjalistów, którzy w swojej pracy korzystają z bardzo specjalistycznego sprzętu.

– Na przykład lekarze specjalizujący się w dziedzinie medycyny nuklearnej, którzy mogą chcieć przenieść do ośrodka, gdzie otwarto PET. Przypuszczam jednak, że to co nimi kieruje to bardziej pasja, możliwość realizacji kariery zawodowej, a nie ekonomia – mówi Wojnowski.

Z jego doświadczeń wynika, że do zmian miejsca zamieszkania za pracą nie motywuje nawet wizja utraty miejsca zatrudnienia.

– Gdy w naszym regionie brakowało lekarzy, a w innym była mowa o tym, że jest zagrożenie, iż zlikwidowany zostanie szpital, daliśmy tam ogłoszenia o pracę. Bez odzewu, nie było nawet żadnego zapytania o warunki pracy – mówi prezes kujawsko-pomorskiej Izby.

Wrośli w środowisko


W opinii Grzegorza Napiórkowskiego, prezesa Stowarzyszenia „Młody Lekarz”, jeśli można mówić o mobilności wśród lekarzy, to będzie ona dotyczyć młodszych niż starszych lekarzy. Wynika to z jego obserwacji, iż sporo przypadków migracji, to zmiana miejsca zamieszkania związana z „pójściem za specjalizacją” i możliwością kształcenia się. Nie sądzi, by w Polsce istniał argument ekonomiczny, który zachęcałby do takich zmian.

– Różnice w zarobkach nie są tak duże, by skłaniały do przeprowadzek w inny region kraju. Aspekt ekonomiczny mógłby chyba przemawiać tylko do rezydenta, gdyż jego wynagrodzenie niezależnie od tego czy mieszka w Warszawie, czy w mniejszej miejscowości jest takie samo, za to koszty utrzymania w stolicy o wiele większe. Nie przypuszczam jednak, że mógłby być to główny czynnik – mówi Napiórkowski.

Mieczysław Wojtaszek, dyrektor Opolskiego Centrum Zdrowia Publicznego, wylicza, że na Opolszczyźnie brakuje geriatrów, internistów, pediatrów, lekarzy rodzinnych i medycyny pracy, anestezjologów i chirurgów. Do tego na młodych lekarzy czeka wiele niewykorzystanych miejsc specjalizacyjnych.

– Na względnie większą liczbę specjalistów w danym regionie, wpływa obecność szpitali kliniczno-uniwersyteckich, które przyciągają młodzież. Powstanie akademii medycznej z pewnością poprawiłoby sytuację w naszym województwie. Z drugiej strony brak mobilności wśród polskich lekarzy ma też swoje dobre strony. Specjaliści, którzy zawodowo i rodzinnie wrośli w środowisko, nie są skłonni do przeprowadzki do innego regionu i jest to pewnego rodzaju pociecha, że możemy na nich liczyć – wzdycha dyrektor Wojtaszek.

Z domu na 2-3 dni

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.